Dyrektywa transgraniczna nie spowodowała exodusu pacjentów

Oprac. Ewa Kurzyńska
opublikowano: 22-11-2017, 08:47

Nie potwierdziły się obawy, że system ochrony zdrowia w Polsce zatrzęsie się w posadach po wejściu w życie przepisów o transgranicznej opiece zdrowotnej. Jak wynika z raportu NIK, w latach 2014-2016 zarezerwowano na ten cel ponad miliard złotych ze środków NFZ, a wydano jedynie ok. 26 mln zł (z powodu niewielkiej liczby złożonych wniosków). Barierą dla pacjentów jest konieczność samodzielnego finansowania zabiegów, które fundusz refunduje po zakończeniu leczenia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Przepisy tzw. dyrektywy transgranicznej zaczęły obowiązywać w październiku 2013 r. i w założeniu miały zwiększyć swobodę przepływu usług opieki zdrowotnej na terytorium UE. Rok później weszły w życie przepisy krajowe, które dały polskim pacjentom możliwość uzyskania ze środków publicznych zwrotu kosztów opieki zdrowotnej, jeśli dana usługa była w Polsce wpisana do katalogu świadczeń gwarantowanych. W praktyce z tej możliwości korzystać mogą jedynie osoby, które są w stanie samodzielnie sfinansować leczenie, gdyż środki od płatnika przekazywane są w formie refundacji. Ponadto w przypadku części świadczeń wprowadzono wymóg uzyskania uprzedniej zgody dyrektora oddziału NFZ.

Od 15 listopada 2014 r. do 10 lutego 2017 r. do NFZ wpłynęło nieco ponad 17 tys. wniosków o zwrot kosztów za leczenie za granicą na kwotę 54 ,7 mln zł. Największe zainteresowanie wystąpiło w tym zakresie wśród mieszkańców województw dolnośląskiego, opolskiego i śląskiego. Polscy pacjenci najczęściej wyjeżdżali, by usunąć zaćmę (ok. 91 proc. wszystkich wniosków złożonych do NFZ). 

„Nowe rozwiązania spowodowały przeznaczenie części środków NFZ na obsługę administracyjną oraz zabezpieczenie w latach 2014-2016 łącznie ponad miliard złotych na finansowanie zwrotów kosztów za leczenie za granicą. Jednak niewielka liczba złożonych wniosków była przyczyną wydatkowania z utworzonych rezerw jedynie ok. 26 mln zł. Niewykorzystane środki dopiero w kolejnych latach były przeznaczane na zakup świadczeń udzielanych na terenie kraju i to tylko w części na świadczenia będące głównym przedmiotem transgranicznej opieki zdrowotnej” — czytamy w raporcie NIK.

Badanie opinii

Polacy chcą się leczyć za granicą

Z badań Eurobarometru przeprowadzonych w październiku 2014 r. wynikało, że Polacy są zainteresowani korzystaniem z leczenia poza granicami kraju. 50 proc. ankietowanych stwierdziło, że byłoby skłonnych podróżować do innego państwa członkowskiego, by skorzystać z leczenia. Głównym powodem takiego zainteresowania była możliwość szybszej pomocy medycznej (44 proc. wskazań). 

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że spośród mieszkańców krajów UE Polacy wykazują największe zainteresowanie transgraniczną opieką zdrowotną. W 2015 r. ponad połowa (31 tys. z blisko 60 tys.) wszystkich udzielanych na ten temat informacji w UE była kierowana do polskich obywateli.

 

Zdaniem ekspertów

Dziwi brak zainteresowania Niemców terapią w Polsce 

Dr Jerzy Gryglewicz, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego: 

Życie pokazało, że wdrożenie przepisów dyrektywy transgranicznej wpłynęło na system ochrony zdrowia w Polsce w znacznie mniejszym stopniu, niż się spodziewano. NFZ był przygotowany wręcz na exodus pacjentów, tymczasem z leczenia w krajach UE skorzystało niewielu naszych rodaków. W dodatku chodziło o świadczenia właściwie tylko w dwóch zakresach: w ramach chirurgii zaćmy i w mniejszym stopniu — endoprotezoplastyki. 

W raporcie NIK zwracają uwagę szczególnie dane mówiące o tym, jak niewielu obcokrajowców zdecydowało się skorzystać ze świadczeń medycznych w naszym kraju. Według przytoczonych danych Komisji Europejskiej, w 2015 r. obcokrajowcy złożyli w macierzystych krajach zaledwie 3331 wniosków o zwrot kosztów świadczeń udzielonych w Polsce. Najliczniejszą grupę stanowili Słowacy. Zadziwiające jest, że leczeniem u nas praktycznie nie byli zainteresowani Niemcy. Zwłaszcza że za zachodnią granicą  mieszka blisko 1 mln Polaków lub obywateli Niemiec polskiego pochodzenia. Ten brak zainteresowania wynika prawdopodobnie z dobrej dostępności do świadczeń w Niemczech. W efekcie, mimo możliwości refundacji leczenia w Polsce, nasi najwięksi sąsiedzi z niej nie korzystają. 

 

Ważniejsze jest urealnienie kolejki w kraju

Prof. dr hab. n. med. Marek Rękas, krajowy konsultant w dziedzinie okulistyki: 

Najczęstszymi świadczeniami, z jakich polscy pacjenci korzystali na mocy dyrektywy transgranicznej były operacje zaćmy. Nie sądzę jednak, by konieczne było uproszczenie procedur to umożliwiających. Z roku na rok rośnie liczba pacjentów, którzy korzystają z tej możliwości i wydaje mi się, że procedura jest wystarczająco prosta. W ubiegłym roku na zabieg wyjechało ok. 10 tys. Polaków, w pierwszej połowie tego roku — blisko 7 tys. Szacunki mówią, że do końca roku liczba ta sięgnie 20 tys. osób. 

Uważam, że najważniejszym problemem jest urealnienie kolejek na te zabiegi w naszym kraju. Obecnie kwalifikowane są osoby z wieloletnim wyprzedzeniem. To sztucznie wydłuża czas oczekiwania. W tym roku NFZ przeznaczył na leczenie zaćmy dodatkowo 120 mln zł, co przyczyniło się do wykonywania większej liczby operacji. Jednocześnie pojawił się problem niezgłaszania się pacjentów. Ta grupa to właśnie ci chorzy, którzy postawieni wobec konieczności wykonania operacji rezygnowali, gdyż nie widzieli takiej potrzeby. Zaproponowałem ministrowi zdrowia, by do kolejki oczekujących wpisywano pacjentów z ostrością wzroku na poziomie 60 proc. lub gorszą. Nie da się ukryć, że przy obecnym stanie rzeczy kolejki są sztucznie zawyżone, co ostatecznie źle służy pacjentom, którzy faktycznie wymagają szybkiej pomocy. Nie jestem w tej opinii odosobniony. Moje stanowisko poparło Polskie Towarzystwo Chirurgów Okulistycznych.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.