Drgnęło w polskiej transplantologii

Rozmawiała Monika Wysocka
23-03-2011, 00:00

Mamy ambitny program, by w ciągu 10 lat zwiększyć liczbę przeszczepów od żywych dawców o 500 proc.- mówi Pulsowi Medycyny prof. Piotr Kaliciński, kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów Centrum Zdrowia Dziecka.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Czy po latach zapaści wreszcie coś drgnęło w polskiej transplantologii?

- Można chyba tak powiedzieć. W 2010 roku udało się pobrać narządy od 509 dawców, a przeszczepiono łącznie 1277 narządów. Dla naszego środowiska bardzo ważnym wydarzeniem było wdrożenie, przy dużej pomocy minister zdrowia Ewy Kopacz, Narodowego Programu Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej 2011-2020. Liczymy na to, że dzięki niemu oddziały transplantacyjne będą pracowały w dobrych warunkach i zostaną wyposażone w nowoczesny sprzęt. W pierwszym roku trwania programu nie da się uszczęśliwić wszystkich, ale mam nadzieję, że już po kilku latach będziemy na zupełnie innym poziomie. Taki długoletni projekt daje zupełnie inne możliwości realizacji programów promocyjnych, wdrażania europejskich rozwiązań, które pozwalają na lepszą organizację pracy, ulepszania programów przeszczepów od żywych dawców. Tych przeszczepów wciąż robimy stanowczo za mało.

Kiedy w tej dziedzinie przestaniemy być na szarym końcu Europy?

- Mamy ambitny program, by w ciągu 10 lat zwiększyć liczbę przeszczepów od żywych dawców o 500 proc., co pozwoli nam zbliżyć się do średniego poziomu europejskiego. Jestem przekonany, że to się uda, tak jak udało się z wprowadzeniem koordynatorów transplantacyjnych.

Ilu koordynatorów już mamy w Polsce?

- Z inicjatywy Polskiej Unii Medycyny Transplantacyjnej od wiosny 2007 r. na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym prowadzone są Podyplomowe Studia Koordynatorów Transplantacyjnych. Pierwsze efekty już widać: w ponad 140 szpitalach pracują koordynatorzy niezwiązani bezpośrednio z ośrodkami transplantacyjnymi; ich zadanie polega głównie na doprowadzeniu do pobrania narządów od osób zmarłych, które mogą być dawcami. W tym roku kolejna grupa zakończy edukację i zacznie pracę w tej roli. Powoli zbliżymy się więc do modelu hiszpańskiego, który jest jednym z najefektywniejszych na świecie. Za tym muszą pójść jeszcze mentalne zmiany w społeczeństwie i środowisku medycznym, ale na to potrzeba więcej czasu. Najważniejsze, że coś już się dzieje i że dążymy do optymalnych systemów.

Małymi kroczkami robimy wiele rzeczy. Mamy na przykład świetne, jeszcze nie całkiem doceniane nawet przez środowisko transplantologów – i nie mówię tak dlatego, że brałem udział w ich przygotowaniu – rejestry transplantacyjne obsługiwane przez program informatyczny, zapewniający pełną komunikację (koordynację pobrań i przeszczepień, prowadzenie list biorców, podejmowanie decyzji, rejestrowanie przeszczepień). To ułatwia codzienną pracę, dokumentuje nasze działania. Przydaje się także, gdy ktoś ma wątpliwości – w rejestrze można znaleźć odpowiedzi na wiele pytań: widać czarno na białym, co zostało zrobione i jakie decyzje były podejmowane. To buduje społeczne zaufanie do transplantologii jako metody leczenia.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Drgnęło w polskiej transplantologii
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.