Dr n. med. Jerzy Friediger: Brak gratyfikacji dla personelu pomocniczego był rażącą niesprawiedliwością

Oprac. Emilia Grzela
opublikowano: 07-06-2021, 08:09

Wypłacenie jednorazowego dodatku personelowi pomocniczemu mającemu kontakt z chorymi na COVID-19 jest z całą pewnością krokiem w dobrym kierunku. Brak jakiekolwiek gratyfikacji dla tej części personelu był rażącą niesprawiedliwością. Zwracam na ten fakt uwagę już od kilku miesięcy. Jak również na to, że sanitariusze i salowe mają niezwykle bliski i długi (często wielogodzinny) kontakt z pacjentem covidowym i wydalinami jego organizmu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA
O KIM MOWA

Dr n. med. Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie, członek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej

Co więcej, w mojej ocenie personel pomocniczy powinien otrzymać dodatek covidowy już dawno temu i to na takich samych zasadach jak medycy, ponieważ stopień ryzyka zakażeniem SARS-CoV-2, na jakie jest wystawiony, jest dokładnie taki sam, jak w przypadku lekarzy czy pielęgniarek. Z drugiej strony, docierają do mnie informacje, że dodatek otrzymają także sekretarki i rejestratorki medyczne, co wzbudza moje wątpliwości.

Obawiam się jednak, że wypłata jednorazowego dodatku dla personelu pomocniczego będzie obwarowana wieloma warunkami. Podobnie było w przypadku dodatków dla pracowników medycznych. Zasady jego przyznawania były niejasne, co sprzyjało poczuciu niesprawiedliwości i konfliktom w środowisku. Interpretacji było tak wiele, że pracownicy i dyrektorzy do dziś nie wiedzą, czego się trzymać. Jestem przeciwny sprowadzaniu kwestii dodatków covidowych do konfliktu na linii pracownicy-pracodawcy. Trzeba bowiem pamiętać, że środki przeznaczone na wypłatę ewentualnych dodatków nie leżą w gestii dyrektorów placówek medycznych, ale Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia.

Niższy personel medyczny oraz pracownicy pomocniczy będą mogli liczyć na znaczny wzrost wynagrodzeń, które zagwarantuje im nowelizacja ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia — w przeciwieństwie do lekarzy, w przypadku których podwyżka wyniesie zaledwie 19 złotych. Płace lekarzy w momencie ich ustalania na poziomie 6750 zł wynosiły 1,6 średniej krajowej, obecnie obniżane są do poziomu 1,31 tej średniej. Wzrost wynagrodzeń dla wszystkich grup zawodowych jest oczywiście potrzebnym i słusznym działaniem, ale w kształcie zaproponowanym przez Ministerstwo Zdrowia będzie oznaczał spłaszczenie struktury wynagrodzeń. Dlatego uważam, że konieczne jest większe zróżnicowanie płac.

Ponadto ewentualny wzrost ich poziomu powinien uwzględniać dramatyczną sytuację finansową szpitali, szczególnie tych z podstawowego poziomu zabezpieczenia szpitalnego. Placówki te są zobligowane przez obowiązujące przepisy do utrzymywania w całodobowej gotowości m.in. szpitalnego oddziału ratunkowego, bloku operacyjnego, oddziału intensywnej terapii i pozostałych oddziałów szpitalnych, a to wszystko generuje wysokie koszty, których wycena świadczeń nie uwzględnia w odpowiednim stopniu. Za wzrostem wynagrodzeń powinno więc pójść wyrównanie szpitalom idących w górę kosztów podwyżek. W przeciwnym razie placówki medyczne będą się coraz bardziej zadłużały.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Krystian Karol Krasowski, pomysłodawca i założyciel grupy Personel Pomocniczy w Ochronie Zdrowia: Rząd nie traktuje nas jak partnerów do dialogu

Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”: Trzeba pamiętać o personelu niemedycznym, bo jego dyspozycyjność decyduje o sukcesie

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.