Dr Dominik Olejniczak: o zdrowiu publicznym powinniśmy pamiętać nie tylko w pandemii COVID-19

opublikowano: 18-11-2021, 10:00

Ważne, aby za planowanie polityki zdrowia publicznego były odpowiedzialne osoby, które mogły bezpośrednio przekonać się o trudnościach działań u podstaw. Tego nie da się robić zza biurka i stołu konferencyjnego – zauważa dr hab. Dominik Olejniczak z Zakładu Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
dr hab. n. med. i n. o zdr. Dominik Olejniczak z Zakładu Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Jak się ma definicja zdrowia publicznego do praktycznego wykorzystania narzędzi tej dyscypliny w kreowaniu polityki zdrowotnej?

Na potrzeby akademickich rozważań można przytoczyć wiele definicji pojęcia zdrowie publiczne. W mojej ocenie, w większym stopniu warto skupić się na praktycznym wymiarze narzędzi, jakie są potrzebne do realizacji jego założeń. W tej kwestii widzę duży obszar do zagospodarowania. Aby jednak taka dyskusja była możliwa i wniosła coś wartościowego do polityki zdrowotnej, warto zwrócić uwagę, że nadal błędnie często stawia się znak równości pomiędzy pojęciami zdrowie publiczne i zdrowie populacji. Było to widoczne szczególnie w czasie pandemii COVID-19.

Najprościej rzecz ujmując, zdrowie publiczne to zorganizowany wysiłek całego społeczeństwa, którego celem jest poprawa i utrzymanie jego dobrej kondycji zdrowotnej. By ten cel zrealizować, nieodzowne są takie elementy, jak promocja prawidłowych zachowań zdrowotnych i wiedzy o zdrowiu.

Moim zdaniem, narzędziem realizacji celów zdrowia publicznego jest promocja zdrowia. Wdrażanie praktycznych rozwiązań z tego zakresu w obrębie polityki zdrowotnej to duże wyzwanie przede wszystkim dlatego, że ewentualne efekty są widoczne zazwyczaj po wielu latach. Tymczasem decydenci i społeczeństwo, co w pewnym sensie naturalne, oczekują natychmiastowych rezultatów.

Co do praktycznych narzędzi, w pierwszej kolejności należałoby precyzyjnie wskazać i sformułować główne cele polityki zdrowotnej, odpowiadające realnym potrzebom zdrowotnym danej populacji. Dopiero wówczas byłaby możliwa dyskusja o właściwym doborze narzędzi do ich realizacji. Za to ostatnie powinni być odpowiedzialni absolwenci i specjaliści zdrowia publicznego, których doświadczenie nie ma wyłącznie akademickiego charakteru, ale także ten praktyczny. W mojej ocenie, jedynie działania z zakresu zdrowia publicznego zaplanowane przez osoby z doświadczeniem w ich organizacji, realizacji i ewaluacji „w terenie”, w środowisku lokalnym, mają szansę powodzenia. Chodzi o to, aby za zdrowie publiczne były odpowiedzialne osoby, które mogły bezpośrednio przekonać się o trudnościach działań u podstaw i zetknąć się z odbiorcami takich interwencji. Tego nie da się robić zza biurka i stołu konferencyjnego.

Jakie są, pańskim zdaniem, wiedza i świadomość dotyczące zdrowia publicznego w społeczeństwie, ale też wśród medyków i osób odpowiadających za zarządzanie systemem ochrony zdrowia?

W mojej ocenie, dziś największym nieszczęściem zdrowia publicznego jest to, że wszyscy się na nim znają, choć realna wiedza i świadomość na ten temat są bardzo niskie. Było to szczególnie widoczne w warunkach pandemii, gdy o tej dziedzinie wypowiadały się najrozmaitsze osoby, niekoniecznie rozsądnie. Np. wygłaszanie ogólnikowych i oczywistych tez, że edukacja zdrowotna jest ważna, naprawdę wiele już nie zmieni. Wiadomo to bowiem od dawna, choć wydaje się, że nadal istnieją decydenci, dla których może to nie być oczywiste.

Dziś powinniśmy skoncentrować się wreszcie na wdrożeniu edukacji zdrowotnej w praktyce i - w perspektywie - ocenie jej efektów, na budowie odpowiednich narzędzi. Powinny one, zresztą jak pozostałe działania w zakresie zdrowia publicznego, uwzględniać różnorodność polskiej populacji: wiek, poziom wykształcenia, miejsce zamieszkania, kompetencje komunikacyjne i możliwości percepcyjne danej grupy. Możliwie wcześnie wprowadzona, odpowiednio zaplanowana i trwająca latami edukacja zdrowotna - to kierunek, w którym powinniśmy zmierzać.

Warto wspomnieć, iż rzecznik praw pacjenta wyszedł z inicjatywą wprowadzenia do szkół przedmiotu wiedza o zdrowiu, ale na razie pozostało to w sferze planów. Otwarta pozostaje też kwestia, kto miałby taki przedmiot prowadzić. To czasochłonna, ale świetna i warta wsparcia inicjatywa: uczniowie zdobyliby nie tylko wiedzę o własnym zdrowiu, ale też np. o podstawach funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej.

Skuteczna promocja działań prozdrowotnych i informowanie o nich powinny być oparte na wszystkich tych parametrach. Jak jest to ważne, widzimy na przykładzie prowadzonej obecnie kampanii proszczepionkowej, która w części regionów kraju okazała się sukcesem, jednak nie wszędzie przyniosła spodziewany efekt.

Warto pamiętać, że samo zdrowie publiczne jest w Polsce dziedziną stosunkowo młodą. Historia wydziałów kształcących absolwentów ma nieco ponad 20 lat. Jest to z pewnością jedna z przyczyn tego, że wiedza o tej dyscyplinie jest w społeczeństwie niska. Oczywiście nie chodzi o to, aby każdy znał definicję zdrowia publicznego, ale o to, aby – nawet przy umownej świadomości – realizował jego założenia i zachowywał się racjonalnie w kwestiach zdrowotnych, szczególnie w dobie pandemii.

Dziś najważniejsze wydaje się wzięcie odpowiedzialności za własne zdrowie, a także za zdrowie innych, i taka modyfikacja stylu życia, która ograniczałaby ryzyko rozwoju chorób cywilizacyjnych czy też powstanie niepełnosprawności. To ważne nie tylko z perspektywy poszczególnych osób: choroba przewlekła jednej osoby wpływa przecież na życie całych rodzin i mikrospołeczności. W tym kontekście warto wspomnieć o przestrzeganiu obostrzeń przeciwepidemicznych, które ma ogromne znaczenie dla zdrowia poszczególnych osób i ich otoczenia, nie tylko tego najbliższego.

A jaka jest znajomość zagadnień dotyczących zdrowia publicznego wśród medyków i osób odpowiadających za zarządzanie systemem ochrony zdrowia?

Większość profesjonalistów medycznych świetnie zdaje sobie sprawę ze znaczenia zdrowia publicznego, nawet jeśli nie zajmuje się nim bezpośrednio na co dzień. Dla medycyny naprawczej czy pielęgnacyjnej, koncentrujących się na pojedynczych przypadkach, i dla zdrowia publicznego mamy wspólny mianownik: epidemiologię. Odpowiednie raportowanie danych, poszczególnych przypadków, to podstawa dla planowania polityki zdrowotnej.

Odpowiadając na drugą część pytania: trudno mi jednoznacznie wyrokować, czy decydenci mają świadomość znaczenia i roli zdrowia publicznego dla kreowania polityki zdrowotnej, choć ci, którzy zajmują się zdrowiem zawodowo, na pewno ją mają i wiele razy to udowodnili. Z moich obserwacji wynika, że w tym obszarze decydujące są inne czynniki, przede wszystkim te ekonomiczne. Uwzględnienie opinii absolwentów i specjalistów zdrowia publicznego z pewnością zracjonalizowałoby politykę zdrowotną. Decyzje w jej zakresie nie mogą być podejmowane arbitralnie i jednostkowo, ale na podstawie zaleceń zespołów eksperckich, w skład których powinni wchodzić przede wszystkim praktycy.

Na przestrzeni lat widać kroki w dobrym kierunku, przyjęcie w 2015 r. długo oczekiwanej ustawy o zdrowiu publicznym czy start kolejnej edycji Narodowego Programu Zdrowia, tym razem na lata 2021-2025, nad którym prace nieco pokrzyżowała pandemia COVID-19. Nie można też zapominać o setkach inicjatyw, realizowanych lokalnie, przez samorządy, a także przez organizacje pozarządowe (NGO). Na tych przykładach widać, że jedynie działania prawidłowo zaplanowane i przeprowadzone w czasie mają rację bytu – i taki też charakter powinna mieć edukacja zdrowotna.

Jakie perspektywy zawodowe mają absolwenci i specjaliści zdrowia publicznego?

Należy tu rozróżnić specjalistę zdrowia publicznego od absolwenta tego kierunku. Absolwentami są osoby po ukończeniu studiów licencjackich lub magisterskich (lub tych i tych, w systemie 3+2) na kierunku zdrowie publiczne. W ich toku zdobywa się szeroką i różnorodną wiedzę, m.in. z zakresu promocji zdrowia, pedagogiki, psychologii, farmakoekonomiki czy mikro- i makroekonomii. Najczęściej studenci mają możliwość wyboru specjalności zgodnej z ich zainteresowaniami. Studia w sposób kompleksowy przygotowują do pracy na wielu różnorodnych stanowiskach w systemie ochrony zdrowia, a także poza nim.

Dziś w ofercie edukacyjnej zdrowie publiczne posiada wiele uczelni publicznych i niepublicznych, widać też zainteresowanie kierunkiem, a więc rynek z pewnością nie może narzekać na brak absolwentów. Ponadto warto dodać, iż uzupełniać swoje wykształcenie na studiach II stopnia na kierunku zdrowie publiczne mogą też absolwenci studiów licencjackich z takich kierunków, jak m.in. pielęgniarstwo, położnictwo, ratownictwo medyczne czy dietetyka. To tylko kilka przykładów.

Tytuł specjalisty zdrowia publicznego może uzyskać osoba, która niekoniecznie ukończyła akurat ten kierunek studiów. Może to być np. lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny czy pedagog. Warunkiem jest ukończenie kursu specjalizacyjnego, którego program jest ściśle określony, oraz zdanie egzaminu.

Perspektywy zawodowe są niezwykle szerokie, nie tylko w obszarze samego publicznego systemu ochrony zdrowia, ale też w obszarze prywatnym czy NGO. Na tym polega wyjątkowość kierunku - daje on niezwykle szeroki wachlarz możliwości zatrudnienia, a także tworzy znakomitą podstawę do dokształcania się, np. w kierunku zarządzania.

Czy system ochrony zdrowia należycie wykorzystuje to grono specjalistów? Wiele ostatnio mówi się o wdrażaniu opieki koordynowanej w różnych dziedzinach medycyny – czy absolwenci zdrowia publicznego mogliby np. pełnić rolę koordynatorów procesu diagnostyki i leczenia?

Myślę, że w tej chwili system nie wykorzystuje potencjału zdrowia publicznego jako dyscypliny, ani absolwentów czy specjalistów w tej dziedzinie. Powodów tego może być wiele, m.in. ograniczenia systemowe, organizacyjne czy mentalne, ale przede wszystkim finansowe. W Polsce nadal brakuje pieniędzy na zdrowie, a w takiej sytuacji większość środków zawsze będzie przeznaczana w pierwszej kolejności na medycynę naprawczą. Na inwestycje w profilaktykę zazwyczaj brakuje środków, ponadto, w odróżnieniu od medycyny naprawczej, tu na efekty trzeba długo czekać - poprawa stanu zdrowia populacji nie nastąpi w rok czy dwa. Pozytywny efekt jest możliwy do osiągnięcia dopiero po latach konsekwentnego realizowania, dobrze zaplanowanych działań.

Z całą pewnością brakuje wykorzystania w systemie praktycznego doświadczenia zarówno absolwentów, jak i specjalistów zdrowia publicznego. Wielu potrafi napisać i zaplanować w teorii skuteczną interwencję, która dobrze wygląda na papierze. Niewielu jednak zna realia i będzie potrafiło np. właściwie przewidzieć i zareagować na pojawiające się trudności. Dlatego tak ważne, moim zdaniem, jest korzystanie z doświadczenia praktyków promocji zdrowia i zdrowia publicznego.

Potencjał absolwentów oceniam bardzo wysoko i postrzegam jako szansę dla systemu. Wszechstronne przygotowanie w trakcie studiów, poparte doświadczeniem zdobytym podczas praktyk, a następnie pracą zawodową mogą w perspektywie czasu zaowocować zmianą sposobu myślenia o ochronie zdrowia, także w społeczeństwie.

Odpowiadając na drugą część pytania, rola koordynatora w POZ to znakomity pomysł na lepsze wykorzystanie absolwentów zdrowia publicznego, oczywiście po odpowiednim poszerzeniu kompetencji. Warto pamiętać, że spora część absolwentów studiów II stopnia ma już licencjat np. z pielęgniarstwa, położnictwa czy ratownictwa medycznego, co wydaje się idealnym połączeniem do pełnienia funkcji koordynatora.

Naturalnym miejscem pracy dla absolwentów i specjalistów zdrowia publicznego są instytucje ochrony zdrowia, takie jak Narodowy Fundusz Zdrowia, Ministerstwo Zdrowia czy Państwowa Inspekcja Sanitarna. Ogromne zapotrzebowanie dostrzegam także po stronie samorządu, do którego zadań należy promocja zdrowia, w tym realizacja działań profilaktycznych. W tym kontekście warto wspomnieć, że to właśnie działania realizowane lokalnie są z reguły najskuteczniejsze. Gdy zna się specyfikę lokalnej społeczności, łatwiej dobrać narzędzia i interwencje odpowiadające jej potrzebom.

Jak instytucje, specjaliści i narzędzia zdrowia publicznego są wykorzystywane w ochronie zdrowia innych państw Europy?

Zdrowie publiczne dostarcza narzędzi nie tylko do planowania i realizacji szeroko pojętej polityki i edukacji zdrowotnej, ale też do ich ewaluacji. Zdrowie to w końcu inwestycja. Niestety, w tym przypadku nie ma pewności, że się zwróci – działania mogą przecież zostać niewłaściwe przygotowane i zrealizowane, co widać po niektórych programach profilaktycznych. W zależności od rodzaju działań, można je oceniać na różnych etapach; czasami informacja zwrotna dociera niemal na bieżąco. Warto z pewnością pomyśleć o okresowych ewaluacjach, aby móc sprawniej reagować na pewne błędy czy utrudnienia, które w toku realizacji interwencji nie są niczym niezwykłym.

Kolejny raz chciałbym jednak podkreślić, że działania i inwestycje w obszarze zdrowia publicznego bardzo rzadko przynoszą szybkie efekty, zazwyczaj „zwracają się” po kilku lub kilkunastu latach. Warto też podkreślić, iż środki to jedno, a sposób ich wykorzystania to drugie.

Wzorem do naśladowania dla Polski, jeśli chodzi o wykorzystanie narzędzi zdrowia publicznego, mogą być np. państwa skandynawskie czy Niderlandy. Trzeba jednak pamiętać, iż doświadczenia z innych krajów raczej nie powinny być przenoszone na nasz grunt w skali 1 do 1. Konieczna jest ich adaptacja, chociażby ze względu na różnice kulturowe. W tym kontekście należy zauważyć, że podstawą planowania polityki zdrowotnej są tam precyzyjne dane epidemiologiczne – opracowywane np. przez Eurostat – których w Polsce w wielu dziedzinach brakuje.

Skuteczność polityki zdrowotnej zależy od wielu czynników, m.in. zdyscyplinowania społeczeństwa, które zazwyczaj jest pokłosiem zaufania do instytucji odpowiedzialnych za zdrowie. Tych mamy w Polsce bardzo wiele, począwszy od resortu zdrowia, poprzez NIZP PZH-PIB, skończywszy na uczelniach medycznych.

Co określiłby pan jako największe wyzwanie stojące przed zdrowiem publicznym?

Jako jedno z głównych wyzwań wskazałbym budowę kompetencji zdrowotnych, określanych też z angielska jako health literacy. To zbiór umiejętności i kompetencji z zakresu szeroko rozumianego zdrowia, pozwalających na minimalizowanie negatywnego wpływu czynników ryzyka na zdrowie jednostki. Jednym z kluczowych elementów jest tu zdolność do odsiewania nierzetelnych i nieprawdziwych informacji o zdrowiu od tych prawdziwych, mających podłoże naukowe. Jak jest to ważne, także w społecznym kontekście, pokazała nam dobitnie pandemia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Fal: inwestycja w profilaktykę po 20 latach daje 10-krotny zysk

Szczepienia ochronne - czy potrzebują ratunku?

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.