Diagnostyka SM: istnieją rozwiązania kosztowo korzystne dla systemu i mniej obciążające pacjenta [KOMENTARZ]

Prof. dr hab. n. med. Jarosław Sławek, kierownik Oddziału Neurologii Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurologicznego
opublikowano: 05-07-2021, 15:51

Przyspieszenie w Polsce diagnostyki stwardnienia rozsianego do 4 miesięcy jest jak najbardziej zasadne i konieczne. Nasi sąsiedzi Czesi postawili sobie w tym obszarze jeszcze bardziej ambitny cel skrócenia diagnostyki do miesiąca. Trzeba jednak pamiętać, że proces stawiania diagnozy nie może przebiegać w nadmiernym pośpiechu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Jarosław Sławek.
Archwium

Wszelkie usprawnienia powinny uwzględniać konieczność stosowania się do przyjętych kryteriów diagnostycznych SM (najnowsza wersja kryteriów McDonalda). W mojej ocenie, wdrożenie trwającej 4 miesiące ścieżki diagnostycznej — od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia rozpoznania, a tym samym włączenia leczenia — jest w warunkach polskiego systemu ochrony zdrowia jak najbardziej możliwe do realizacji.

W kontekście diagnostyki SM należy wyodrębnić dwie grupy pacjentów. Pierwszą stanowią chorzy z ostrymi objawami w przebiegu rzutu (zaburzenia widzenia i równowagi, niedowład połowiczy czy zaburzenia równowagi), którzy z reguły trafiają do szpitalnych oddziałów ratunkowych. W takich wypadkach pacjenci są kierowani z SOR prosto na oddział neurologiczny, gdzie zostają poddani szybkiej diagnostyce, m.in. z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego czy badania prążków oligoklonalnych w płynie mózgowo-rdzeniowym. W przypadku tej drugiej procedury należy się liczyć z pewnym spowolnieniem diagnostyki, ponieważ w większości przypadków czas oczekiwania na wynik badania PMR wynosi nawet do 2 tygodni. Następnie taki pacjent opuszcza szpital i jest przekazywany pod opiekę specjalistycznej poradni neurologicznej, gdzie powinien niezwłocznie zostać zakwalifikowany do programu lekowego (jeśli spełnia warunki kwalifikacji).

W warunkach ambulatoryjnych ścieżka diagnostyczna jest, niestety, znacznie dłuższa. Lekarze rodzinni, do których zgłaszają się pacjenci z pierwszymi objawami, często nie wiążą ich dolegliwości z rozwijającym się SM i nie kierują do specjalistycznych poradni lub ośrodków. Warto pamiętać, że początkowe objawy stwardnienia rozsianego, takie jak: zawroty głowy, zaburzenia równowagi czy drętwienia połowicze, są zazwyczaj niespecyficzne i szybko przemijają, stąd łatwo o błędne rozpoznanie, np. zapalenie błędnika. Nawet jeśli specjalista medycyny rodzinnej wykaże się czujnością i skieruje chorego na konsultację neurologiczną, to w tej chwili czas oczekiwania na wizytę u neurologa wynosi nawet pół roku. Przy czym zapewne nie będzie to neurolog specjalizujący się w diagnostyce i leczeniu SM.

Czynnikiem dodatkowo wydłużającym czas trwania procedur diagnostycznych jest to, że nadal część z nich, wbrew trendom obserwowanym w światowej medycynie, wykonuje się w warunkach szpitalnych. Całość diagnostyki w przypadku chorych diagnozowanych ambulatoryjnie w polskich realiach trwa nawet dwa lata, a przecież należy do tego doliczyć jeszcze czas oczekiwania na włączenie do programu lekowego. Tymczasem liczne badania potwierdzają, że nieobjęcie chorego leczeniem w ciągu pierwszych dwóch lat od pojawienia się objawów SM znacznie pogarsza rokowanie i znacząco zwiększa ryzyko utraty sprawności w przyszłości.

Jak więc można byłoby usprawnić diagnostykę w kierunku SM? Jedną z propozycji rozwiązań jest wprowadzenie elektronicznej karty diagnostyki i leczenia SM, na wzór karty DiLO w onkologii, którą mógłby wystawić lekarz rodzinny pacjentowi z podejrzeniem stwardnienia rozsianego. Gwarantowałoby to choremu priorytetowy dostęp do badań i konsultacji neurologicznych, co skróciłoby cały proces do ok. 4 miesięcy. Co więcej, Narodowy Fundusz Zdrowia powinien uwzględnić w zasadach finansowania świadczeń z obszaru diagnostyki i leczenia SM rozróżnienie na poradnie neurologiczne, poradnie SM i ośrodki specjalistyczne, gdzie realizowane są bardziej kosztowne procedury diagnostyczne i prowadzone programy lekowe.

Różne stopnie referencyjności muszą znaleźć odzwierciedlenie w poziomie wycen. Ponadto placówki, które wdrożą przyspieszoną ścieżkę diagnostyczną, także powinny być premiowane finansowo. Położenie nacisku na krótszą diagnostykę, realizowaną w trybie jednodniowym, wpisuje się w dążenie do ambulatoryzacji opieki specjalistycznej nad pacjentem z SM i w ogóle w neurologii. Jest to nie tylko kosztowo korzystne dla systemu, ale też mniej obciążające dla samego pacjenta. Dążmy zatem do wprowadzenia nowych produktów rozliczeniowych oraz do modernizacji infrastruktury szpitalnej, oczywiście wraz ze wzrostem wycen.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ścieżka diagnostyczna w kierunku SM nadal wymaga optymalizacji

SM: szybka diagnostyka i objęcie leczeniem to gwarancja zachowania sprawności [KOMENTARZ]

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.