Diagnostyka ma trafić pod strzechy. Niebawem w aptekach domowy test na grypę, ale to nie koniec

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 26-11-2021, 10:18

Proste testy do wykrywania m.in. infekcji górnych dróg oddechowych, które można wykonać także w domu, to ogromny potencjał, szczególnie w dobie rozwijającej się telemedycyny. Nietestowanie pacjentów powoduje szkody, m.in. antybiotykooporność - mówi w rozmowie z portalem pulsmedycyny.pl dr inż. Dawid Nidzworski, wiceprezes spółki SensDx.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Koncepcja powstania SensDx narodziła się kilkanaście lat temu, gdy zdałem sobie sprawę, że na rynku nie ma „sensownych” testów różnicujących infekcje wirusowe i bakteryjne - mówi dr Dawid Nidzworski, wiceprezes i pomysłodawca spółki.
Fot. SensDx

- Pacjenci, m.in., z objawami grypy i chorób grypopodobnych, powinni być testowani. W większości przypadków jedynie pełna i dokładna diagnostyka pozwala lekarzowi zastosować optymalne leczenie. W dobie pandemii testowanie to także wiarygodne narzędzie decydujące o kwarantannie. Póki co pacjentów testuje się rzadko, co skutkuje m.in. problemem zbyt częstego, „osłonowego” przepisywania antybiotyków. To niekorzystne, bo w przypadku infekcji wirusowej powoduje osłabienie organizmu, wydłużenie leczenia. W szerszej skali przyczynia się także do groźnego zjawiska pojawiania i rozprzestrzeniania bakterii antybiotykoopornych - wyjaśnia Dawid Nidzworski, doktor nauk biologicznych w zakresie biochemii, autor i współautor zgłoszeń patentowych, ekspert w szeroko rozumianej diagnostyce.

pulsmedycyny.pl: Firma SensDx opracowuje i dostarcza proste w obsłudze testy do szybkiej diagnostyki określonych patogenów i biomarkerów. Czyli jakich konkretnie? Co przysłowiowy Kowalski może takim testem sprawdzić?

Dr Dawid Nidzworski: Pierwszym i na razie jedynym produktem, który wprowadziliśmy na rynek już w 2019 roku, jest test do wykrywania wirusa grypy pod nazwą Flu SensDx. Produkt jest już na rynku i w obecnym modelu sprzedajemy go do użytku profesjonalnego - do klinik, przychodni. Jednak w najbliższym czasie będzie dostępny także do użytku domowego - pojawi się w aptekach w cenie wizyty lekarskiej.

W kolejnym etapie planujemy wprowadzenie Multisensora, który będzie wykrywał jednocześnie kilka (do 7) patogenów w jednym teście - tych najczęściej wywołujących infekcje górnych dróg oddechowych. Prowadzimy też walidację kliniczną kilku następnych produktów do wykrywania kolejnych patogenów.

Czyli jakich?

Oprócz wspomnianego wirusa grypy (typu A i B), naszymi testami będzie można wykrywać takie patogeny jak Rhinovirus (najpowszechniejszy wirusowy czynnik zakaźny u ludzi, odpowiedzialny za 30-50 proc. przeziębień), Streptococcus pyogenes (bakteria odpowiedzialna m.in. za anginę), Haemophilus influenzae (bakteria wywołująca głównie zakażenia układu oddechowego i zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych), Bordetella pertusis (pałeczka krztuśca), Mycoplasma pneumoniae (bakteria wywołująca zapalenie płuc, ale mogąca dawać też objawy grypy), wirus Epsteina-Barr (powoduje mononukleozę zakaźną, czyli tzw. „chorobę pocałunków”), Pseudomonas aeruginosa (pałeczka ropy błękitnej, jeden z najgroźniejszych drobnoustrojów powodujących zakażenia wewnątrzszpitalne) i jeszcze kilka innych.

Docelowo chcemy stworzyć dużą platformę do wykrywania nie tylko patogenów górnych dróg oddechowych, ale także dróg rodnych/moczowych, do badania antybiotykoodporności; planujemy wprowadzenie do oferty mikroczujnika do diagnostyki i monitoringu ryzyka tętniaków aorty brzusznej.

Wszystkie testy docelowo będzie można wykonać w domu, a wynik wysłać do lekarza, który zdecyduje o dalszej ścieżce leczenia.

Sporo tego. Wróćmy jednak do zestawu „grypowego”. Jak przebiega badanie?

Trzeba pobrać wymaz z gardła i umieścić materiał w specjalnym buforze, po czym nałożyć na elektrodę. Czytnik analizuje wynik, który po 5-7 minutach wyświetla się na ekranie komputera czy smartfona. Do zestawu dedykowana jest specjalna aplikacja, która przeprowadza „krok po kroku” pacjenta/lekarza/pielęgniarkę, jak należy wykonać badanie. Póki co jest ono realizowane w przychodniach, ale niebawem każdy pacjent będzie mógł je wykonać w warunkach domowych i skonsultować wyniki w ramach telewizyty.

Fot. SensDx

Rynek nie oferuje takich testów?

- Oferuje, owszem - mamy testy paskowe, przepływowe, genetyczne. My jednak staramy się przenieść wszystkie korzystne cechy różnych rodzajów testów do jednego produktu. Mam na myśli miniaturyzację, digitalizację, prostotę i skrócenie czasu badania oraz oczekiwania na wynik, czułość metod laboratoryjnych, połączenie z systemami telemedycznymi i oczywiście możliwość użytku domowego - co akurat nie jest powszechne nie tylko w Polsce, ale i na świecie. My chcemy tę diagnostykę „udomowić”.

Jest pan pomysłodawcą powstania SensDx. Domyślam się, że nie chodziło tylko o generowanie zysków.

Koncepcja powstania SensDx narodziła się kilkanaście lat temu, gdy zdałem sobie sprawę, że na rynku nie ma „sensownych” testów różnicujących infekcje wirusowe i bakteryjne, że lekarze nie mają dobrych jakościowo narzędzi diagnostycznych. W wyniku realizacji jednego z unijnych projektów finansowanych z Regionalnego Programów Operacyjnego powstał nasz flagowy test wykrywający wirusa grypy. W sumie realizujemy aż 12 projektów współfinansowanych z UE, których celem jest opracowanie produktów, upowszechnienie wyników czy promocja międzynarodowa.

Jaka była nazwa i wartość projektu, który przyczynił się do powstania i wdrożenia testu na obecność wirusa grypy?

Projekt nazywał się „Prace badawczo-rozwojowe nad innowacyjnym, ultraczułym, szybkim i tanim miniaturowym testem do wykrywania wirusa grypy - FLUSENSOR” i został zrealizowany w ramach działania 1.2 „Działalność badawczo-rozwojowa przedsiębiorstw” Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego na lata 2014-2020, współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Całkowita wartość wyniosła ponad 5,66 mln zł, a wysokość dofinansowania z funduszy europejskich ponad 3,68 mln zł. Projekt realizowaliśmy od 1 października 2016 roku do 30 września 2018 roku.

Czy państwa testy trafią „pod strzechy” tylko w Polsce?

- Myślimy globalnie. Bardzo interesujące są dla nas m.in. rynki skandynawskie - jest tam niewielka gęstość zaludnienia, więc i duże odległości pacjenta do lekarza. Skandynawowie mają też dobrze rozwiniętą telemedycynę i cechują się wysoką świadomością zdrowotną, także w kontekście diagnostyki. Ponadto planujemy ekspansję na rynek europejski i amerykański. Potencjał i zainteresowanie naszymi produktami są ogromne.

"Miało być 200 tys. testów na COVID-19 miesięcznie. Biznesowa okazja przepadła, bo zawiódł niemiecki dostawca. Spółka rozwiązała problem i wznawia produkcję" - pisał na początku marca 2021 roku "Puls Biznesu". Na jakim etapie jest ta inicjatywa?

To prawda, mieliśmy taki produkt i wiązaliśmy z nim duże nadzieje, ale ze względu na pewne zmiany technologiczne i ryzyka prawne musieliśmy go wycofać. W toku realizacji projektu okazało się, że efektywność testu nie jest przez nas akceptowalna. Wypuszczenie go na rynek wiązałoby się ze zbyt dużą odpowiedzialnością - jego wynik decyduje przecież o kwarantannie.

Testy wraz z urządzeniami SensDx wykrywające wirusa grypy były wykorzystywane w jednostkach ochrony zdrowia.

Tak, w roku 2019 i na początku roku 2020 ruszyliśmy ze sprzedażą i kilka tysięcy testów trafiło do przychodni prywatnych. Niestety gdy na początku marca 2020 r. pojawił się wirus SARS-CoV-2, diagnostyka niecovidowa została praktycznie zatrzymana. Wróciliśmy do oferowania naszych testów w tym roku i znów sprzedaliśmy kilka tysięcy sztuk.

Osobiście nie spotkałem się z tym, że lekarz POZ w swoim gabinecie - czy to prywatnym, czy publicznym, testuje pacjenta w kierunku obecności wirusa grypy. Raczej wypisuje leki na podstawie ogólnych badań.

Zgadzam się, takie podejście nie jest jeszcze popularne, choć w prywatnej ochronie zdrowia powoli to się zmienia. Test daje lekarzowi większa wiedzę, jego decyzja terapeutyczna jest skuteczniejsza. Jestem przekonany, że gdy taki model sprawdzi się w medycynie prywatnej, zaimplementuje go także publiczna ochrona zdrowia. Warto wspomnieć, że generuje on także korzyści ekonomiczne w szerszej skali - pacjenci szybciej zdrowieją, wracają do pracy. Masowe testowanie zwyczajnie się opłaca.

Niniejsza publikacja została opracowana przy wsparciu finansowym Unii Europejskiej. Wyłączną odpowiedzialność za jej treść ponosi Bonnier Business Polska i niekoniecznie odzwierciedla ona poglądy Unii Europejskiej.

PRZECZYTAJ TAKŻE: W Poznaniu “na nowo” wymyślono stetoskop. „Czuliśmy, że może to być rewolucja”

COVID-19, grypa, przeziębienie: porównanie objawów [praktyczne wskazówki dla lekarzy]

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.