Diagnostyka laboratoryjna wyszła z cienia

Emilia Grzela
opublikowano: 13-07-2020, 15:34

Dotychczas mocno niedoceniana w systemie ochrony zdrowia grupa zawodowa diagnostów laboratoryjnych, w dobie pandemii COVID-19 okazała się kluczowa w walce z koronawirusem. Ostatni rok to również wzrost znaczenia – oraz działań w celu poszerzenia dostępu – diagnostyki obrazowej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Po ponad roku od zniesienia limitów w realizacji części z procedur z zakresu diagnostyki obrazowej, warto zastanowić się czy realnie poprawiło to dostęp do świadczeń. Dodatkowo Narodowy Fundusz Zdrowia wdrożył premiowanie finansowe tych świadczeniodawców, którym uda się skrócić czas oczekiwania pacjentów na badanie rezonansem magnetyczny.

Więcej badań 

Czy „uwolnienie” diagnostyki obrazowej przyniosło spodziewany efekt? Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii NFZ, przytoczył statystyki, w których można znaleźć odpowiedź na to pytanie.

„Widzimy wzrost liczby odrębnie kontraktowanych badań tomografii komputerowej w 2019 r. w porównaniu z 2018 r. o 11 proc. i o 14 proc. w stosunku do 2017 r. W przypadku pacjentów z kartami Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO) wzrosty są jeszcze wyraźniejsze: to odpowiednio 12 i 35 proc. Znacznie większy odsetek liczby procedur odnotowano w przypadku rezonansu magnetycznego: w porównaniu z 2018 r. w 2019 r. wykonano o 1/3 więcej tego rodzaju świadczeń, w stosunku z 2017 r. wzrost wynosi 43 proc. Jeśli chodzi o pacjentów z kartami DiLO wzrost wynosi 60 proc.” – wskazał. 

Jak przełożyło się to na czas oczekiwania na świadczenia?

„W przypadku pacjentów w stanie stabilnym oczekujących na tomografię komputerową, w porównaniu z majem 2019 r., w tym samym miesiącu 2020 r. czas oczekiwania zmalał z 46 do 35 dni. (…) 9 proc. świadczeniodawców nie wykazuje w ogóle list oczekujących w tym zakresie” – dodał Dariusz Dziełak.

Efekt skrócenia kolejek widać również wśród pacjentów oczekujących na rezonans magnetyczny – choć tu pojawił się inny problem, bo dziś nieco dłużej trzeba poczekać na sam opis badania. W związku z pandemią COVID-19 należy się spodziewać spadku wykonanych procedur z zakresu diagnostyki obrazowej (o ok. 30 proc.) i prawdopodobne wydłużenie kolejek w kolejnych miesiącach.

„Zniesienie limitów oceniam pozytywnie, był to od dawna postulat środowiska radiologów i pacjentów. Statystyki pokazują, że rozwiązanie poprawiło dostępność diagnostyki i ułatwiło zarządzanie zakładami radiologii od strony kosztowej i organizacyjnej. Uwolnienie badań uwidoczniło jednak inny problem: braki kadrowe w radiologii i nierównomierne rozłożenie specjalistycznej kadry na obszarze kraju. W tym kontekście na pewno pomocna jest teleradiologia, choć prowadzenie na bieżąco nadzoru zdalnego ma pewne ograniczenia” – dodał prof. dr hab. n. med. Andrzej Urbanik, kierownik Katedry Radiologii CM UJ.

Zauważył również, że rezygnacja z limitów i realizacja większej ilości świadczeń z zakresu diagnostyki obrazowej niesie ze sobą niebezpieczeństwo pogorszenia jakości samych badań. Dużą rolę mają tu do odegrania kontrola jakości, lepsza współpraca między lekarzem kierującym i radiologiem oraz odpowiednie przygotowanie pacjenta do badania. Jak podkreślił prof. Andrzej Urbanik, kluczowy jest właściwy dobór metody diagnostyki obrazowej do prezentowanych przez chorego objawów klinicznych.

Efekty niższej wyceny testów w kierunku SARS-CoV-2

24 kwietnia na polecenie ministra zdrowia NFZ zdecydował o obniżeniu wyceny testów w kierunku SARS-CoV-2. Jak przełożyło się to na liczbę wykonywanych testów oraz jakość uzyskiwanych dzięki nim wyników?

„Zmiana wyceny testu na SARS-CoV-2 metodą PCR była spowodowana poleceniem ministra zdrowia oraz analizą przygotowaną przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Byliśmy zobowiązani poleceniem do przyjęcia zaproponowanej, niższej ceny podczas zawierania umów z laboratoriami. Nie dostrzegliśmy skutków niższej wyceny zarówno w zakresie ilości, jak i jakości wykonywanych testów. Gdy zmiana była wprowadzana przeciętnie wykonywano ich 12 tysięcy na dobę, dziś to średnio 23 tysiące” – wskazał Dariusz Dziełak.

Pandemia COVID-19- lekcją dla diagnostów laboratoryjnych

Walka z SARS-CoV-2 dobitnie uświadomiła pacjentom i decydentom, że ochrona zdrowia potrzebuje nie tylko pielęgniarek, lekarzy czy ratowników medycznych – ale również diagnostów laboratoryjnych. Jakie wnioski wyciągnęło środowisko diagnostów z ostatnich wydarzeń? Czy wpłyną one na treść i kształt postulowanej przez diagnostów nowelizacji ustawy o medycynie laboratoryjnej?

„Istotnie, wydaje się, że diagnostyka laboratoryjna zyskała na znaczeniu w wyniku pandemii COVID-19. Zmianę w podejściu do pracy diagnostów laboratoryjnych widać wśród lekarzy, szczególnie młodych, którzy widzą, że samodzielnie nie są w stanie podążyć za nowoczesnym nurtem diagnostyki laboratoryjnej. Posiadanie laboratorium szpitalnego, a dziś także pracowni covidowej, niesie ze sobą duże korzyści. Przede wszystkim wiążą się one z faktem zacieśnienia bezpośredniej współpracy z diagnosty laboratoryjnego z klinicystą. Taki kontakt jest konieczny ze względu na wątpliwości jakie budzą wyniki testów. Pacjenci są wymazywani 3-4 w trakcie choroby, a uzyskiwane wyniki różnią się między sobą. Zdarza się np. że chory jest wymazywany wyłącznie z tylnej ściany gardła, wyniki wychodzą ujemne. Z kolei pacjent objawowy wymazywany z nosogardzieli ma już wyniki dodatnie. (…) Niewątpliwie, dzięki pandemii COVID-19 udział diagnosty laboratoryjnego w procesie diagnostycznym niewspółmiernie wzrósł” – powiedziała dr Jolanta Mrochem-Kwarciak, kierownik Zakładu Analityki i Biochemii Klinicznej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie -Państwowego Instytutu Badawczego Oddział w Gliwicach.

Co z ustawą o medycynie laboratoryjnej?

Co do tego, że pomijana dotychczas przez polityków i opinię publiczną, ochrona zdrowia w dobie pandemii okazała jedną z podstawowych sfer usług publicznych panuje powszechna zgoda. Ile z tej uwagi zdołają uszczknąć dla siebie diagności laboratoryjni?

„Środowisko od kilku lat wnioskuje o zmianę ustawy o medycynie laboratoryjnej. Niestety, nie doczekaliśmy się dotąd jej nowelizacji, czego efekty dziś obserwujemy. Skutki braku znowelizowanych przepisów widać szczególnie w obszarze kadr i organizacji laboratoriów w Polsce” – skomentowała Alina Niewiadomska, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Jak podkreśliła, w czasach pandemii drogą rozporządzenia wprowadzane są nowe przepisy regulujące pracę diagnostów laboratoryjnych – często dzieje się to „na szybko”, z pominięciem lub skróceniem czasu konsultacji publicznych. Obecny model organizacji diagnostyki laboratoryjnej uniemożliwia diagnostom pełną realizację potrzeb pacjentów, co już od dawna sygnalizowano (choćby w raporcie Najwyższej Izby Kontroli).

„Zgodnie z ustawą o chorobach zakaźnych z 2008 r. pierwszą linią frontu powinny być laboratoria działające w ramach sanepidu. W pierwszych tygodniach pandemii dość szybko okazało się jednak, że jest za mało. W związku z tym w trybie pilnym należało uruchomić pozostałe laboratoria do wykonywania testów w kierunku SARS-CoV-2. Brak pełnej sprawozdawczości spowodował, że nie do końca było wiadomo kto posiada jakie laboratoria. (…) Inną trudnością jest dostęp do specjalistów, który ogranicza fakt, że diagności laboratoryjni sami muszą ponosić koszty specjalizacji. Nie możemy też skorzystać z urlopu szkoleniowego” – dodała Alina Niewiadomska.

Jak dodała, dziś – od maja – prowadzony jest rejestr laboratoriów covidowych, których jest obecnie 143. Niestety, diagności laboratoryjni zostali pominięci przy przydzielaniu dodatków finansowych z tytułu wystawienia na zwiększone ryzyko zakażenia SARS-CoV-2. Innym niepokojącym zjawiskiem, na który zwracają uwagę eksperci jest deficyt nowoczesnej diagnostyki mikrobiologicznej. Ponadto, przez wzgląd na brak osobnej wyceny nadal słabo wyposażone są laboratoria z obszaru biologii molekularnej – nie wspominając o brakach kadrowych. W związku z tym Polska pozostaje w ogonie państw, które wykonują diagnostykę laboratoryjną metodami biologii molekularnej. Deficyt kadrowy pogłębia niskie wynagrodzenie, które zniechęca do kształcenia i podejmowania pracy w zawodzie.

Na podstawie sesji, która odbyła się w ramach HCC Online. 

PRZECZYTAJ TAKŻE: AOTMiT opublikowała raport dotyczący analizy kosztów i wyceny testów na obecność SARS-CoV-2

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.