Diagnostyka kluczowym elementem postępowania u osób z alergią

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 05-12-2018, 08:43

Od tego, jaką metodę diagnostyki zastosuje się u pacjenta z alergią, zależą efekty jego leczenia. Bo diagnostyka alergii, jak podkreśla prof. dr hab. Zbigniew Bartuzi, kierownik Katedry i Kliniki Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Wewnętrznych CM UMK w Bydgoszczy, to clou całej alergologii.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Jeżeli diagnoza jest ustalona źle, to nie wiemy, na co pacjent jest uczulony. Niewłaściwy dobór metody diagnostycznej powoduje, że praktycznie wszystkie działania, które podejmujemy, aby pomóc choremu, nie przynoszą efektu” — mówi prof. Zbigniew Bartuzi, do września prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Prof. dr hab. n. med. Zbigniew Bartuzi: Niewłaściwy dobór metody diagnostycznej powoduje, że praktycznie wszystkie działania, które podejmujemy, aby pomóc choremu, nie przynoszą efektu
Wyświetl galerię [1/3]

Prof. dr hab. n. med. Zbigniew Bartuzi: Niewłaściwy dobór metody diagnostycznej powoduje, że praktycznie wszystkie działania, które podejmujemy, aby pomóc choremu, nie przynoszą efektu Archiwum

Według niego, diagnostyka, zwłaszcza alergii pokarmowej, jest największym wyzwaniem współczesnej alergologii. „Nie tylko dlatego, że nie mamy jednej, uniwersalnej metody, która w każdym przypadku pozwoliłaby odpowiedzieć na pytanie, na co pacjent jest uczulony. Trudności diagnostyczne wynikają również ze złożoności mechanizmów patogenetycznych alergii pokarmowej, różnorodności alergenów pokarmowych, zmiennej natury antygenowej i różnych sposobów przenikania do ustroju. Znaczenie mają także: indywidualna wrażliwość osobnicza, występowanie alergii krzyżowych, obecność alergenów zamaskowanych, ponadto różnorodna manifestacja kliniczna i zróżnicowany czas jej występowania” — uzasadnia prof. Bartuzi.

To samo źródło alergii, ale inny profil uczuleniowy

Dzięki rozwojowi diagnostyki molekularnej stało się dzisiaj oczywiste, że nawet pacjent z nadwrażliwością na to samo źródło uczulenia co inni pacjenci, może mieć inny profil uczuleniowy.

„W diagnostyce pacjentów z nadwrażliwością alergiczną na pokarm zwykle nie używamy określenia typu „pacjent uczulony na orzechy laskowe”. Mówimy, że jest to pacjent uczulony na Cor a1 albo na Cor a8, bo to oznacza zupełnie innego pacjenta. Ten uczulony na Cor a1 i mający na przykład swoiste IgE przeciwko orzechom laskowym zwykle może spożywać je bezkarnia, ma co najwyżej objawy miejscowe, np. swędzenie w jamie ustnej. Z kolei pacjent uczulony na Cor a8 jest nadwrażliwy na niespecyficzne LTP i zagrożony wstrząsem anafilaktycznym” — wyjaśnia prof. Zbigniew Bartuzi.

Jak dodaje, chcąc zrozumieć diagnostykę molekularną, trzeba najpierw przyswoić sobie kilka pojęć. Jednym z nich jest źródło oznaczania alergenu: jeżeli jest nim ekstrakt, to zawartość alergenu może się znacząco różnić w poszczególnych seriach. Inaczej jest w przypadku bezpośredniego oznaczania molekuł alergenowych.

„Musimy pamiętać, że są tzw. komponenty alergenowe swoiste gatunkowo, specyficzne dla jednego źródła alergenu i tzw. komponenty reagujące krzyżowo. W diagnostyce alergologicznej często używamy również pojęcia panalergeny — występują one w różnych źródłach alergenowych i odpowiadają głównie za reakcje krzyżowe. W końcu musimy też wiedzieć, czy swoiste IgE zostało oznaczone przeciwko tzw. molekułom natywnym czy rekombinowanym. Ma to bardzo duże znaczenie, ponieważ oznaczając molekuły rekombinowane, mamy pewność, że wynik badania nie jest zafałszowany tzw. resztkami węglowodanowymi CCD” — mówi były prezydent PTA.

Wykrywanie molekuł alergenowych

Pierwsze prace dotyczące diagnostyki komponentowej pochodzą z lat 90. ubiegłego wieku. W 2013 r. ukazał się konsensus, określający, jakie komponenty mają znaczenie w diagnostyce alergologicznej, a także kiedy i u kogo je stosować. Trzy lata później Europejska Akademia Alergologii i Immunologii Klinicznej opublikowała przewodnik po diagnostyce molekularnej.

„Diagnostyka molekularna ma szereg pozytywnych cech, które mogą zostać wykorzystane w nadwrażliwości alergicznej na pokarm. Określa profil molekularny alergii chorego. Rozróżnia faktyczne uczulenie od symptomów wywołanych reakcją krzyżową u tzw. pacjentów multiuczelniowych. Pozwala przewidzieć ryzyko wystąpienia ciężkich, ogólnoustrojowych reakcji bądź łagodnych reakcji miejscowych w alergii pokarmowej” — podkreśla prof. Bartuzi.

Na tym jednak nie koniec korzyści ze stosowania diagnostyki molekularnej. Dzięki niej można określić prawdopodobieństwo nabycia tolerancji, ograniczyć liczbę wykonywanych prób prowokacyjnych oraz poprawić zalecenia dotyczące eliminacji alergenu z diety. Umożliwia identyfikację faktycznie uczulających pacjenta alergenów oraz zakwalifikowanie go do immunoterapii. „Głównym powodem jej stosowania jest jednak to, że pozwala znaleźć, niczym igłę w stogu siana, przyczynę reakcji uczuleniowej u pacjenta, który zgłasza wiele dolegliwości, ale dostępne badania diagnostyczne nie pozwalają stwierdzić, co jest ich powodem” — ocenia prof. Bartuzi.

W 2017 r. opublikowano pracę, z której wynika, że w testach molekularnych stosowana jest bardzo różna ilość alergenu — od mniej niż 1 mikrograma w teście mikroczipowym do nawet 1 miligrama w teście single plate w fazie stałej. Jest to o tyle istotne, że w przypadku mniejszej ilości alergenu potencjalne stężenia przeciwciał blokujących IgG4 lub IgG1, które mogą znajdować się w surowicy, mogą być znacznie większe.

W testach bardzo często znajdowane są też determinanty węglowodanowe (CCD). Badania z ostatnich 15 lat pokazują, że mają one znaczenie kliniczne — mogą powodować wyniki fałszywie dodatnie. „W teście ALEX, dostępnym również na naszym rynku, standardowo stosuje się inhibitor, który uwiarygodnia wynik badania.

Zastosowanie testów hamowania nie zawsze jest jednak konieczne. Musimy zwracać uwagę na to, przeciwko jakim komponentom wynik jest dodatni. Jeśli są to komponenty rekombinowane, to test hamowania czy zastosowanie inhibitora nie ma właściwie żadnego znaczenia” — przypomina prof. Bartuzi. I dodaje, że zgodnie z obowiązującym algorytmem postępowania diagnostycznego w alergii pokarmowej z użyciem technik molekularnych, oznaczanie IgE tymi technikami jest trzecim etapem diagnostyki nadwrażliwości alergicznej na pokarm.

Zalew szarlatanerii oświeconej

Alergolodzy mają do wyboru wiele metod diagnostycznych o potwierdzonej badaniami naukowymi i certyfikatami skuteczności. Poza opisaną powyżej diagnostyką komponentową, czyli oznaczaniem swoistych IgE przeciwko określonym alergenom, jest też np. test aktywacji bazofilów (ang. basophil activation test, BAT). Służy on do diagnostyki reakcji anafilaktycznych na pokarmy, konserwanty i barwniki, jady owadów (pszczoły, osy), antybiotyki, leki przeciwbólowe, radiologiczne środki kontrastujące oraz inne alergeny. Dlaczego więc na rynku jak grzyby po deszczu wyrastają ośrodki wykorzystujące pseudonaukowe, tzw. alternatywne metody, takie jak testy swoistych IgG, diagnostyka oparta na biorezonansie, analizie włosa czy irydologii?

„W ocenie każdej metody diagnostycznej powinniśmy kierować się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. Zwracać uwagę na problemy etyczne, prawne, a także na inwazyjność, czułość i swoistość danej metody” — przypomina prof. dr hab. Jerzy Kruszewski, kierownik Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

Jak ocenia profesor, żyjemy w czasach ekspansji nieracjonalnego podejścia do rozwiązywania problemów zdrowia, panowania różnych trendów filozoficznych, kreujących rzeczywistość uwielbianą przez celebrytów, którzy mają ogromny wpływ na całe społeczeństwo. „Niektórzy twierdzą, że żyjemy w czasach globalnego otępienia, ponieważ zanika racjonalne podejście do rozwiązywania problemów, a ludzie zaczynają wierzyć w kompletne bzdury” — mówi prof. Kruszewski.

Jednocześnie przypomina, że zarówno Polskie Towarzystwo Alergologiczne, jak i samorząd lekarski kilkakrotnie prezentowali negatywne stanowiska w sprawie tzw. medycyny alternatywnej, w tym zwłaszcza homeopatii. Jej stosowanie uznali za „niemieszczące się w kanonie działań znajdujących oparcie w aktualnej wiedzy medycznej”. W 2017 roku Naczelna Izba Lekarska wygrała wieloletni proces sądowy z Polskim Towarzystwem Homeopatii Klinicznej.

„Szarlatanerią oświeconą”, czyli adaptowaniem bardzo starych metod znachorstwa do współczesności, prof. Kruszewski nazywa diagnozowanie alergii metodą biorezonansu. Zakłada ona, że energia w organizmie ma dwa rodzaje fal: harmonijne — właściwe dla zdrowia i nieharmonijne — właściwe dla choroby, a rozróżniać je potrafi tylko aparat Bicom. Jest to urządzenie, które wzmacnia fale harmonijne, a nieharmonijne potrafi tłumić, korygować i w ten sposób przywracać pacjentowi zdrowie. „Tu nie jest potrzebna jakakolwiek diagnostyka. Aparat sam diagnozuje, czy ktoś jest zdrowy, czy chory, a jego rolą jest generowanie uzdrawiających fal” — ironizuje prof. Kruszewski.

Problem w tym, że wielu pacjentów w to wierzy i bardzo sobie chwalą takie „leczenie”, bo nie muszą przyjmować leków ani zastrzyków. Do tego, żeby sprawdzić, na co ktoś jest uczulony, nie jest potrzebny kontakt z jakimkolwiek alergenem. Wystarczy go pacjentowi pokazać. „Aparat Bicom jest w istocie wykrywaczem kłamstw. Jeżeli człowiek wie, na co jest uczulony, rejestruje, że pocą mu się ręce. Jeśli nie wie, to ręce raz mu się pocą, a raz nie” — mówi prof. Kruszewski.

Wynalazek rosyjskiej psychofizyki stosowanej

Na podobnej zasadzie działa aparat Oberon, choć — jak głoszą „terapeuci”, którzy go używają — urządzenie to wykorzystuje system diagnostyki nieliniowej (NLS). Co z tego, że nawet najbardziej tęgie głowy w dziedzinie fizyki nigdy o nim nie słyszały. Za to w Internecie można znaleźć informację, że autorami tej metody są pracownicy Instytutu Psychofizyki Stosowanej w Rosji, którzy „dokonali prawdziwej rewolucji w stworzeniu systemów komputerowych, zdolnych do samodzielnego diagnozowania defektów oraz patologii narządów i tkanek człowieka”.

Mimo że nikt tak naprawdę nie wie, na czym polega tajemnica działania Oberonu, przez wielu pacjentów uważany jest on za superurządzenie. Bo na ekranie komputera mogą zobaczyć, które ich narządy i tkanki są zdrowe, a które chore. Te najbardziej zaatakowane procesem chorobowym są zaznaczone na czarno. Pacjentom może się też podobać sposób ich leczenia — bez użycia chemii, samymi ziołami.

W gabinetach medycyny chińskiej astmę leczy się akupunkturą, bo rzekomo jest wynikiem zakłóceń energetycznych w organizmie, a do jej rozpoznania wystarczy badanie pulsu i języka. Do metod, które nie są oparte na aktualnej wiedzy medycznej prof. Kruszewski zalicza również test Alcat (test cytotoksyczności leukocytów) i badania alergenowe swoistych IgG.

„Wszystkie te metody nie powinny być dopuszczone na polski rynek. Nie mamy jednak żadnych narzędzi, które pozwoliłyby ograniczyć ten proceder. Mogą to zrobić jedynie lekarze świadomie kierujący pacjentów na odpowiednie badania” — podsumowuje prof. Bartuzi.

Użycie technik molekularnych w diagnostyce alergii pokarmowej



Na podstawie sesji satelitarnej „Diagnostyka w alergologii”, która odbyła się podczas XIII Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Alergologicznego (26-29 września w Mikołajkach).

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Alergologia / Diagnostyka kluczowym elementem postępowania u osób z alergią
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.