Depresja u osób starszych jest trudno rozpoznawalna, atypowa

Ewa Biernacka
opublikowano: 05-10-2016, 00:00

„Depresje w wieku podeszłym są częstym zjawiskiem” — mówi psychiatra prof. dr hab. n. med. Tadeusz Parnowski, specjalizujący się w psychogeriatrii. Według danych epidemiologicznych, depresje występują u ok. 9 proc. populacji ludzi starych, ale np. aż u 25 proc. pensjonariuszy domów pomocy społecznej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Częstość występowania depresji u osób w wieku podeszłym zależy od wielu czynników. „Im starsi ludzie, im bardziej chorzy, tym więcej przypadków depresji, bo tym więcej wyzwalających ją czynników” — mówi prof. Tadeusz Parnowski. Wśród chorych na nowotwory 40 proc. ma depresję, a np. wśród pacjentów z niewydolnością serca — ok. 30 proc.

Samotność to jeden z najważniejszych czynników wyzwalających depresję u ludzi w wieku podeszłym

Po 75. roku życia do czynników biologicznych, jakimi są choroby somatyczne, dołącza się jeden ważny czynnik psychologiczny — samotność. To samotność w sensie psychologicznym i fizycznym. Oznacza brak zainteresowania społeczeństwa starym człowiekiem. Zostawienie go samemu sobie wystarczy, żeby jego sposób myślenia, szacowania świata i ludzi był coraz gorszy, dochodząc do poczucia bezwartościowości i beznadziejności. „Z depresją ludzi w wieku podeszłym łączy się największy odsetek samobójstw. Poza tymi stwierdzonymi, jest mnóstwo niewykrytych — w następstwie odmowy jedzenia i picia albo przez przyjęcie w nadmiarze leków zapisywanych przez lekarzy z powodu chorób” — zwraca uwagę prof. Parnowski.

Funkcjonuje też kilka mitów społecznych, które zamazują obraz depresji osób starszych. Według pierwszego, człowiek stary ma prawo do braku przyjaciół, kolegów, zainteresowań, do siedzenia w domu, zaburzeń snu, pogorszenia łaknienia itd. Ma prawo skarżyć się na liczne dolegliwości fizyczne. I czuć się bezradny wobec tego wszystkiego. Powinien też myśleć o sobie, że jest (przynajmniej trochę) mniej wartościowy, bo w sensie społecznym przestał funkcjonować. „Ten mit wyrzuca ludzi starych poza ramy społeczne. Ale zarazem obraz człowieka starego — małomównego, niezainteresowanego, wycofującego się, ze złymi parametrami biologicznymi, takimi jak sen czy apetyt — jest właśnie obrazem depresji. Tak ona wygląda u ludzi w podeszłym wieku” — zaznacza psychogeriatra.

Drugi mit mówi, że ludzie starzy, ponieważ się nudzą, chodzą do lekarzy — po to, żeby się znaleźć w środowisku, mieć towarzystwo do wymiany myśli. Okupują przychodnie, uniemożliwiając osobom naprawdę potrzebującym uzyskanie porady. Zabierają im miejsce. „Otóż, ludzie starzy nie chodzą z przyjemnością do lekarzy, także nie dla środowiska, tylko dlatego, by zabić pustkę i depresję. Samotność, z którą siedzą w czterech ścianach” — mówi prof. Parnowski.

Trzeba mieć czas i cierpliwość dla starego pacjenta

Problemem jest rozpoznawanie depresji przez lekarzy, zwłaszcza młodych. Relację lekarz-pacjent rzadziej cechuje dziś życzliwość, chęć dowiedzenia się czegoś więcej o starym człowieku. Na wizytę chorego lekarz ma określony czas, narzucony przez urzędników.

„Człowiek stary nie pasuje do tego urzędniczego schematu — nie nadąża za tempem lekarza, inaczej mu płynie czas, inaczej opowiada, innym językiem. Jego różne przeżycia przesuwają się w rozciągniętej siatce czasowej: może to było 20, a może 40 lat temu, to nie jest istotne, ważne, że się zdarzyło. Ale u lekarza trzeba precyzyjnie odpowiadać na pytania: od kiedy pana boli, od kiedy pan się źle czuje, od kiedy ma pan zaburzenia snu? A skąd człowiek stary ma wiedzieć, co to są zaburzenia snu? Tak więc kontakt między lekarzem i starym człowiekiem staje się powierzchowny, a w efekcie — jego badanie niepełne. Lekarz nie dowie się tego, czego powinien się dowiedzieć, żeby ułożyć sobie w głowie znane objawy depresji i stwierdzić: to nie jest choroba somatyczna z dolegliwościami bólowymi, to jest depresja, a reszta jest dodatkiem” — tłumaczy prof. Parnowski.

Diagnozę depresji utrudnia także to, że lekarze są uczeni rozpoznawania stanów klinicznych — konkretu opisanego za pomocą parametrów. W przypadku depresji takich parametrów nie ma. „Jeżeli nawet stary człowiek mówi lekarzowi, że mu się nie chce żyć, to lekarza niepsychiatrę takie stwierdzenie nie zastanowi. Uruchomi on mechanizm  racjonalizacji i pomyśli sobie: no tak, ma 85 lat, 10 chorób, do tego bierze cały worek leków — to jak ma mieć chęci do życia? Racjonalizacja zaciera lekarzowi objawy depresyjne, na które skarży się stary człowiek” — komentuje prof. Parnowski.

Objawy somatyczne przysłaniają obraz depresji

Atypowość depresji u ludzi starych polega też na tym, że poza wyraźnymi, łatwymi do zdiagnozowania objawami klinicznymi, jakie charakteryzują depresje u osób w średnim wieku, istnieje olbrzymie spektrum stanów nietypowych. W 2004 r. w wielkim badaniu WHO (14 krajów) przebadano dziesiątki tysięcy osób w wieku podeszłym, szukając osób z depresją. „Okazało się, że 69 proc. tych, u których ją wykryto, wcale nie skarżyło się na smutek, przygnębienie, niechęć do życia, beznadziejność, lęk przed przyszłością itd., czyli na typowe objawy depresji, tylko na objawy somatyczne: zaburzenia snu, łaknienia, dolegliwości bólowe, niepokój, brak możliwości poruszania się itd. Stąd wniosek: w wieku podeszłym objawy somatyczne zacierają obraz depresji” — zauważa prof. Parnowski.

Atypowość obrazu klinicznego polega również na istnieniu depresji podprogowych: o niewielkim nasileniu, subdepresji, depresji poronnych (z niektórymi tylko objawami). „Ludzie starzy z tym typem depresji snują się pomiędzy nami. Cierpią z jej powodu, ale mogą funkcjonować. Nie manifestują pełnego nasilenia objawów, nie kładą się do łóżka, mówiąc: „Przestaję jeść, chcę umrzeć”. Depresje podprogowe są przewlekłe. W ogóle jedną z cech depresji w wieku podeszłym jest przewlekłość jej przebiegu. O ile np. depresje po różnych wydarzeniach, tzw. reaktywne, mają fazy ok. 9 miesięcy, o tyle w wieku podeszłym fazy depresyjne trwają średnio do dwóch lat, a nierzadko o wiele dłużej” — tłumaczy psychiatra.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Grupa Rx sp. z o.o. Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Bliscy nieobecni

Samotność — jeden z najważniejszych czynników wyzwalających depresję — ma u starego człowieka wymiar egzystencjalny. Można mieć liczną rodzinę, która w gabinecie lekarza mówi, że przecież odwiedza tatę — ta samotność ma znacznie większy wymiar.

„To samotność osoby, której pokolenie odchodzi albo już odeszło. Która nie potrafi uzyskać porozumienia z nikim z młodszego pokolenia, w tym z dziećmi i wnukami. Porozumienia na poziomie zwierzeń, mówienia o swoich przemyśleniach, troskach. Bo młodzi — i to nie jest przytyk — żyją w innym rytmie: szybko i w innym świecie. Mają inny język i sposób opisywania rzeczywistości. Dlatego m.in. ludzi starych nie bardzo słuchają” — opisuje prof. Parnowski.

Do egzystencjalnej samotności dochodzi czasem także brak rzeczywistego kontaktu z młodymi. Owszem, ci ostatni dbają o swoich rodziców, odwiedzają ich. Są sprawni, załatwiają problemy: „kupiłem, wpadłem, tato, jak się masz? Masz się dobrze, cześć, lecę, bo jestem już spóźniony na spotkanie”.

„Ludziom starym nie jest potrzebny taki kontakt, tylko obecność rodziny. Tej obecności nie ma. Stary człowiek nie ma też często kontaktu ze znajomymi, z przyjaciółmi. Kontakt z nimi się rozluźnia, bo — jak mówią z uśmiechem pacjenci — „Wszyscy chorują! Z nikim się nie mogę umówić na kawę, bo wszyscy są albo przed, albo po operacji!”. A ludzie starzy nie są chętni do nawiązywania nowych kontaktów. Chyba że ktoś celowo udaje, że jest nimi zainteresowany, żeby ich oszukać albo okraść. „Łapią się” na to z wielkiej potrzeby porozmawiania z kimś. Niech to będzie obca osoba, byle tylko posiedziała i posłuchała, jaki to ja byłem kiedyś ważny” — podkreśla profesor.

Kiedy psychoterapia nie pomoże w leczeniu depresji

Wysoki odsetek przewlekłych depresji lekoopornych u ludzi w podeszłym wieku wynika m.in. ze struktury patomechanizmu depresji — zabójczej mieszanki biologii i psychologii. Nawet jeśli uda się lekami poprawić biologicznie stan chorego, to nadal zostaje psychologia. Psychoterapia, podobnie efektywna jak leki, działa w konkretnych sytuacjach: w depresji po zawale, po udarze czy w przebiegu niewydolności serca. Ale jeżeli stary człowiek ma depresję niepowodowaną chorobą, to psychoterapia mu nie pomoże.

Depresja powstaje m.in. wskutek utraty. Czynnikiem wyzwalającym jest np. utrata psa, którego chory kochał, albo utrata żony, która wszystko za niego robiła, albo utrata rodziny, która nie chce z ojcem mieć do czynienia, kontaktuje się z nim pro forma. „W tym kontekście znalezienie się w domu pomocy społecznej jest utratą tego wszystkiego, co dotychczas miał. Jest zdegradowaniem człowieka, który funkcjonował lepiej lub gorzej, coś posiadał — mniej lub więcej — ale czuł się osobą i obywatelem. Jest wrzuceniem go w tłum innych, niepotrzebnych osób. Takie poczucie ma pensjonariusz domu pomocy. Stąd u niego depresja” — mówi psychogeriatra.

Zamiast małego, nieodnowionego mieszkanka stary człowiek ma teraz łóżko w kilkuosobowej sali, jedną szafkę zamiast swoich szaf i tego, co zbierał przez całe życie. Domy pomocy społecznej, jak wszystkie zamknięte środowiska na całym świecie, są skupiskami ludzi z różnymi chorobami, skargami i osobowościami, w których powstają różne konflikty, sytuacje trudne. „Ale w przeciwieństwie do innych zamkniętych środowisk, panuje tu rygor, a jego nadzorcą jest lekarz. Jeżeli coś się zaczyna dziać z człowiekiem starszym, np. za bardzo skarży się opiekunom, ma zaburzenia świadomości, jest rozdrażniony (co może wynikać z postępujących zmian w mózgu), wezwany lekarz ordynuje mu leki. Wszystkie badania na świecie wykazują nadużywanie w domach pomocy społecznej leków uspokajających, np. benzodiazepin, i leków przeciwpsychotycznych” — zaznacza prof. Parnowski.

Badań dotyczących samotności wieku podeszłego jako silnym czynniku depresji jest wiele. W 2015 r. ukazała się praca napisana na podstawie analizy tezaurusa — banku danych Korei Południowej, która ma jeden z najlepszych banków informacji o swoich obywatelach. Badacze przejrzeli dane kilkuset tysięcy osób, analizując, jak funkcjonują ludzie starzy, którzy przechodzą na emeryturę. „Okazało się, że w tej grupie samobójstwa wzrosły o 80 proc., a czyny kryminalne, popełniane przez starsze osoby o 100 proc. Ludzie starzy są więc gdzieś w społeczeństwie, jak się im uważnie przyjrzeć. Problem w tym, że się im nikt nie przygląda” — mówi prof. Tadeusz Parnowski. 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Biernacka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.