Czy przestaniemy się bać koronawirusa? [WYWIAD z prof. Piotrem Gałeckim]

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 06-03-2020, 15:25

Czy strach przed koronawirusem utrwali się wśród Polaków? "Nie demonizowałbym tego. Gdy pojawia się zagrożenie, to pojawia się także reakcja adaptacyjna na nie. Zaczynamy analizować to, co słyszymy, stajemy się bardziej krytyczni. Niejako przyzwyczajamy się do sytuacji zagrożenia. To mechanizm wykształcony w trakcie milionów lat ewolucji. Dzięki procesom adaptacyjnym, mimo zagrożenia, jesteśmy w stanie zająć się codziennymi obowiązkami. Taka adaptacja trwa ok. 2 tygodni. Gdy się dokonuje, strach maleje” - mówi w rozmowie z "Pulsem Medycyny" prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Od kilku tygodni, szczególnie od kilku dni, kiedy to w Polsce stwierdzono pierwszy przypadek zakażenia nowym koronawirusem, zalewają nas informacje na ten temat. W programach i na stronach informacyjnych pokazywane są nieustannie osoby w epidemicznych kombinezonach, niemal w co drugim zdaniu pada słowo „kwarantanna”, a statystyki zgonów oraz mapy nowych zachorowań są nieustannie aktualizowane i ogłaszane światu. Trudno w takiej sytuacji nie czuć zagrożenia. Jak wpływa to na naszą kondycję, także psychiczną?

Prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki Archiwum

Gdy pojawiają się zagrażające informacje, pojawia się też i lęk. To nierozłączny duet, będący naturalną reakcją wytrenowaną przez ewolucję. Gdy pojawia się poczucie zagrożenia, w ludzkim organizmie zachodzi szereg procesów. Mechanizmy te działają niezależnie od naszej woli. Mobilizowana jest część współczulna układu wegetatywnego, a także następuje prozapalna mobilizacja układu immunologicznego i zwiększona aktywacja osi: podwzgórze, przysadka, nadnercza, co finalnie skutkuje zwiększonym wydzielaniem kortyzolu, zwanym potocznie hormonem stresu. Finalnie wpływa także na nasz stan psychiczny. Krótkotrwale nie przynosi większych szkód, problem pojawia się w momencie przewlekłości wzrostu napięcia.

Brzmi, jakby organizm szykował się do walki na polu bitwy.

To jest uniwersalna reakcja w sytuacji zagrożenia, utraty poczucia bezpieczeństwa. Informacja o zagrożeniu chorobą niesie za sobą duży ładunek emocjonalny. Każdy ma bliskie sobie osoby, o które się martwi. Jest to lęk naturalny w tej sytuacji, który wzbudza nasze funkcje poznawcze do zwiększonej aktywności, większej wybiórczości związanej z tematem. Jednym słowem wzrost detekcji symptomów zagrożenia jest reakcją pozwalającą na szybsze jego rozpoznanie i zadziałanie. W tym sensie mobilizacja jest ważna. Wpływa także na zwrócenie uwagi na środki ostrożności, co jest aktualnie widoczne w zwiększeniu dbałości ludzi o higienę, aby ograniczać rozprzestrzenianie się wirusa.

Czy to znaczy, że słuchanie złych wiadomości i dawanie im wiary nie jest bez szkody dla naszego zdrowia?

Nie demonizowałbym tego. Gdy pojawia się zagrożenie, to pojawia się także reakcja adaptacyjna na nie. Zaczynamy analizować to, co słyszymy, stajemy się bardziej krytyczni. Niejako przyzwyczajamy się do sytuacji zagrożenia, oswajamy je. To również mechanizm wykształcony w trakcie milionów lat ewolucji. Dzięki procesom adaptacyjnym, mimo zagrożenia, jesteśmy w stanie zająć się codziennymi obowiązkami. Taki proces adaptacyjny trwa ok. 2 tygodni. Gdy się dokonuje, strach maleje, mobilizacja organizmu także. Wówczas mechanizmy stają się bardziej związane z racjonalnym spojrzeniem na sytuację. Cechą współczesnych społeczeństw jest to, że są przyzwyczajone do faktu, iż na świecie zawsze dzieje się coś strasznego. Gdzieś trwa wojna, gdzieś pojawił się nowy wirus, np. ebola w Afryce. Ale dopóki to nas nie dotyka bezpośrednio, traktujemy to jako informację medialną, ważną, ale będącą jednak z dala od nas. Silnym sygnałem wzbudzającym lęk jest możliwość zetknięcia się bezpośrednio przez nas lub naszych bliskich z jakimś zagrożeniem.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Czy nasz mózg łatwo oszukać? W jaki sposób rozróżniamy, czy zagrożenie jest faktyczne, czy wydumane albo wyolbrzymione?

Dla osobistego odbioru zagrożenia nie ma znaczenia, czy jest ono faktycznie teraz realne. W momencie pojawienia się lęku pojawia się reakcja organizmu, która wzbudza do działania, myślenia, rozpoznawania zagrożenia. Wówczas po wystąpieniu pierwszej reakcji, która w przeżyciu na pewno jest realna, choć może być podyktowana jakimiś np. wcześniejszymi doświadczeniami, pojawia się obserwacja, myślenie i wnioski pozwalające na urealnienie tej sytuacji.

Czy obecna „epidemia paniki”, bo tak specjaliści określają reakcje części Polaków na doniesienia nt. koronawirusa, może nasilać już istniejące zaburzenia natury psychicznej?

Nie sądzę. W sytuacjach zagrożenia dochodzi do omawianej już wcześniej mobilizacji organizmu, także układu psychicznego. Jeżeli ten stres nie jest zbyt długi, to nie przyniesie znaczących szkód ani psychicznych, ani fizycznych. Wyjątkiem mogą być osoby cierpiące na zaburzenia lękowe somatyzacyjne. Tacy pacjenci żyją w przekonaniu, że coś im dolega także wtedy, gdy przeczą temu kolejne wyniki badań i opinie lekarzy. To może wzmocnić okresowo ich objawy, gdyż ich nasilenie w przebiegu zaburzeń jest także związane z nasileniem napięcia i lęku.

A co z dziećmi? Czy otaczający je niemal wszechobecny przekaz na temat koronawirusa może powodować u nich zaburzenia lękowe?

Od samej informacji ważniejsza będzie dla dzieci reakcja rodziców. Jeżeli bliscy reagują paniką, nadmiernym strachem, to w dziecku utrwalą się takie wzorce zachowań na konkretną sytuację. W obecnej sytuacji uważam, że warto zwracać uwagę na przekaz medialny, jaki trafia do dzieci. Usłyszane wiadomości, jeżeli dziecko zainteresują, warto z nim omówić, skomentować je.

Co sprawia, że choć się boimy, to nie wyłączamy telewizora, z którego płynie strumień negatywnych newsów?

Komfort daje człowiekowi regularność, lubimy przewidywalne sytuacje w życiu. Jeżeli wiadomość sprawia, że jutro mój dzień będzie inny, to muszę się dowiedzieć, co zakłóci rutynę i zrobić coś, żeby się do tego przygotować. Z tego też powodu zwracamy uwagę na nowe wiadomości. I ten sam mechanizm sprawia, że „gorące” tematy po kilku dniach już takimi nie są, mimo że ludzie dalej np. chorują, czy nadal trwa wojna. Dziś boimy się koronawirusa, jest to zrozumiałe, bo jest czymś nowym, wymagającym poznania i dotyczy naszego zdrowia. Jednak z dnia na dzień uczymy się także jak funkcjonować w takiej sytuacji, stosować środki ostrożności i zaczynamy powracać do bardziej wyrównanego trybu życia. Początkowa reakcja lękowa i adaptacja służą także przywróceniu homeostazy w życiu - przystosowania się do nowych warunków, tak aby jak najwięcej pozostało tego, co wcześniej było naszą codziennością.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.