Czy pacjent po OZW doczeka się rehabilitacji?

Oprac. IKA
opublikowano: 28-08-2017, 13:35

To, co ma być wiodącym punktem w programie Kompleksowej Opieki Specjalistycznej nad pacjentem kardiologicznym (KOS-zawał), czyli rehabilitacja, praktycznie nie istnieje. Większość szpitali w Polsce nie ma oddziałów rehabilitacji, w których może takich świadczeń udzielać.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W ramach programu KOS-zawał pacjenci mają zagwarantowaną natychmiastową pomoc w przypadku ostrego zespołu wieńcowego (OZW), zabiegi towarzyszące, opiekę ambulatoryjną, cztery wizyty u kardiologa po wypisie ze szpitala i, co najważniejsze, wczesną rehabilitację. 

Tu nie chodzi o fikołki

Zagwarantowanie wczesnej rehabilitacji to absolutna nowość, ponieważ dotąd była ona ekskluzywnym dodatkiem do leczenia zawałów.

„Cieszymy się ze zrozumienia tego zagadnienia. Jeśli chodzi o leczenie inwazyjne, ratujące życie, to Polska jest w światowej czołówce. Jednak osiągając cel w ostrej fazie, powinniśmy myśleć o dalszych losach chorych. Teraz pacjent po skutecznym leczeniu OZW opuszcza szpital po kilku, kilkunastu dniach i wpada w system kolejek. Lekarze poz nie mają ani czasu, ani możliwości, by właściwie się nim zająć. A rehabilitacja kardiologiczna to nie są fikołki ani intensywna gimnastyka. To również edukacja chorego — jak ma postępować po incydencie wieńcowym, aby żyć długo i zdrowo, i co robić, by uniknąć kolejnych problemów zdrowotnych” — mówi prof. dr hab. n. med. Maciej Lesiak, kierownik Pracowni Hemodynamiki I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultant wielkopolski ds. kardiologii.

Potrzebne wyspecjalizowane oddziały i ośrodki

Od wielu lat kardiolodzy i kardiochirurdzy podkreślają, że brak gwarantowanej rehabilitacji po zawale jest dużą luką w systemie opieki medycznej. Ważny jest również czas, kiedy ta rehabilitacja nastąpi. 

„Powinna zostać wprowadzona po upływie kilku-kilkunastu dni od ostrej fazy, kiedy chory jest ustabilizowany, czyli nie ma już świeżego niedokrwienia, arytmii, jest spionizowany, może się ruszać. To najlepszy moment. Ta wczesna rehabilitacja kardiologiczna, w zależności od tego, jak rozległy był zawał, jaki jest stan ogólny chorego, jest bardzo ważna. Ona musi być wykonywana przez wyspecjalizowane ośrodki, które wiedzą, jak ją właściwie przeprowadzić, tak aby choremu nie zaszkodzić” — uważa prof. Lesiak.

Przyczyna wzrostu PKB

Po przebytej rehabilitacji pacjenci wracają do pełnej aktywności życiowej i zawodowej. Co więcej, istnieją dane pokazujące, że żyją oni dłużej. 

„Można liczyć na to, że pacjenci, którzy przejdą rehabilitację kardiologiczną, wrócą do pracy i zamiast pobierać zasiłki i obciążać ZUS, będą generować dochody. Uważa się, że spadek śmiertelności populacji z chorobami układu krążenia, aktywnej zawodowo, o 10 proc. daje 1 proc. zwiększenia PKB. To olbrzymi wzrost dla każdego kraju” — komentuje prof. Lesiak.

Jednak szpitale i ośrodki rehabilitacyjne w większości nie są przygotowane na prowadzenie rehabilitacji kardiologicznej. Powód jest trywialny — brak odpowiednich oddziałów.

„Rehabilitacja na pewno nie jest możliwa w takim stopniu, w jakim byśmy sobie życzyli. Jeśli w Wielkopolsce zabezpieczenie z NFZ było na poziomie kilkunastu procent w stosunku do potrzeb, to trudno się spodziewać, że po wejściu programu natychmiast dojdziemy do kilkudziesięciu procent. Nie ma odpowiedniego zabezpieczenia infrastrukturalnego, a szpitale, w których leczeni są pacjenci z OZW, nie mają w swoich strukturach ośrodków rehabilitacji. Będą zatem musiały korzystać z czyichś usług lub takie warunki sobie stworzyć. W naszym szpitalu uniwersyteckim nie ma ośrodka rehabilitacji, więc musimy go stworzyć od zera — dobudować, wynająć jakieś pomieszczenia lub korzystać ze świadczeń innych podmiotów, byśmy mogli rehabilitować pacjentów, którzy są u nas leczeni” — przyznaje prof. Lesiak. 

Jego zdaniem, większość ośrodków nie jest w stanie wdrożyć tego programu w takim zakresie, w jakim jest on planowany. 

Budżet wciąż za mały

Na program KOS-zawał Ministerstwo Zdrowia przeznacza 31 mln zł. W skład programu wchodzi wiele działań, np. leczenie pacjentów z OZW, na które nie ma nałożonych limitów. Kardiolodzy obawiają się jednak, że budżet na leczenie pacjentów z najwyższą śmiertelnością w Polsce wciąż jest za mały.

„W ciągu roku w Polsce jest ok. 90 tys. zawałów STEMI i NSTEMI. Tyle mniej więcej potrzebujemy miejsc rehabilitacyjnych. Do tego należy dodać jeszcze kilkanaście tysięcy (15-16 tys.) pacjentów po operacjach kardiochirurgicznych, co daje w sumie ponad 100 tys. pacjentów rocznie. Szczegółowych wyliczeń nie wykonywałem, ale jestem przekonany, że bez dodatkowego finansowania będziemy mieć problem z tym programem. Należy pamiętać również o tym, że finansowanie leczenia ostrej fazy zawału zmalało. To będzie kolejny problem, bo ta sytuacja zmusza szpitale do oszczędności, co może odbić się niekorzystnie na jakości świadczeń i pogorszyć wczesne wyniki terapii. Możliwe, że poprawi się rokowania pacjentów, którzy przejdą rehabilitację, ale pogorszy w tej pierwszej, ostrej fazie” — mówi prof. Maciej Lesiak.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. IKA

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.