Czy należy się bać e-papierosów?

Oprac. IKA
opublikowano: 16-12-2015, 00:00

Produkty o nazwie e-papierosy mogą być równie, a nawet bardziej szkodliwe od tradycyjnego papierosa. Emitują one znacznie mniej toksyn niż zwyczajne papierosy, ale nadal narażają użytkowników na wdychanie wielu potencjalnie szkodliwych związków.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Znaczenie ma moc baterii. Jak wynika z obserwacji przeprowadzonych na Śląskim Uniwersytecie Medycznym oraz w Instytucie Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu — im większa moc baterii, tym większe stężenie wdychanych substancji rakotwórczych. 

Oczywiście, w porównaniu ze zwykłymi papierosami, ich elektroniczny odpowiednik zawiera zdecydowanie mniej związków chemicznych. O ile w dymie papierosowym wykryto ponad 5600 substancji chemicznych, o tyle z papierosa elektronicznego do płuc trafia tylko nikotyna, dodatki smakowo-zapachowe, gliceryna i glikol propylenowy. „Jednak przy podgrzaniu do 200 stopni Celsjusza z tych substancji mogą uwalniać się związki rakotwórcze. Ich stężenie jest mimo wszystko zdecydowanie mniejsze niż w przypadku tradycyjnych papierosów” — mówi kierujący badaniami prof. Andrzej Sobczak, który jednocześnie zastrzega, że te optymistyczne dane mogą łatwo ulec pogorszeniu, jeśli do produkcji elektronicznego papierosa zostały wykorzystane substancje gorszej jakości.

Co w elektronicznym papierosie siedzi

E-papierosy emitują znacznie mniej toksyn niż tradycyjne, a mimo to narażają użytkowników na wdychanie wielu potencjalnie szkodliwych związków.

Negatywny wpływ na zdrowie palacza mają substancje smakowe i zapachowe zawarte w e-papierosach, bo mogą one zaburzać funkcje komórkowe płuc — wynika z badania, jakie przedstawiło Amerykańskie Towarzystwo Klatki Piersiowej (American Thoracic Society, ATS). Dotyczy to przede wszystkim proliferacji, żywotności oraz sygnalizacji wapniowej komórek. Co ciekawe, zmiany były zależne od użytej substancji. Niestety, w produktach nazywanych e-papierosami różnorodność składników nie jest w żaden sposób uregulowana. 

„W e-papierosach do rozpuszczania nikotyny używa się dwóch związków: gliceryny i propylenu glikolowego. Udowodniono, że podgrzewanie ich do wysokich temperatur powoduje rozpad m.in. na formaldehyd i acetaldehyd, dwa rakotwórcze związki karbonylowe. Do tego dochodzi szereg innych substancji zapachowych i smakowych, których nie jesteśmy w stanie zbadać, ponieważ producenci mają pełną dowolność w ich stosowaniu. Jakość i ilość tych substancji jest poza kontrolą, bo nie ma norm, które standaryzowałyby rynek e-papierosów” — komentuje prof. dr hab. n. med. Tadeusz Orłowski, kierownik Kliniki Chirurgii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

„Badania przeprowadzone na myszach wykazały, że zawierające nikotynę e-papierosy mogą zwiększać ilość cytokin w płucach, ekspresję proteazy oraz wybarwienie mucyny w drogach oddechowych. Indukują rozedmę i nadaktywność dróg oddechowych. Ekspozycja na nie może również prowadzić do astmy. Oczywiście ich palenie wciąż jest mniej szkodliwe niż palenie papierosów tradycyjnych, dlatego jest to pewna alternatywa dla osób silnie uzależnionych” — dodaje prof. Orłowski. 

Skuteczność w walce z nałogiem jest niska lub bardzo niska

Elektroniczne papierosy można kupić praktycznie w każdym małym sklepie, supermarkecie czy na stacji benzynowej. Powszechna dostępność zarówno w Polsce, jak i w innych krajach związana jest z brakiem regulacji prawnych. Unia Europejska i Stany Zjednoczone dopiero pracują nad regulacją tego rynku.

W USA dwie wiodące organizacje walczące z rakiem: Amerykańskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej (American Society of Clinical Oncology, ASCO) oraz Amerykańskie Stowarzyszenie do Badań nad Rakiem (American Association for Cancer Research, AACR) wydały wspólne oświadczenie nakłaniające do podjęcia stosownych kroków w celu unormowania tego rynku. Miałoby ono na celu zminimalizowanie negatywnych skutków palenia e-papierosów. Organizacje zauważają, że e-papierosy potencjalnie mogą służyć do walki z nałogiem u osób silnie uzależnionych od nikotyny, ale jednocześnie mogą wpływać na rozpoczęcie palenia wśród dzieci i młodzieży. 

W przypadku osób niepalących lub palących sporadycznie, rozpoczęcie przygody z elektronicznymi papierosami może prowadzić do niebezpiecznego nałogu. Jak na razie badania przeprowadzone w USA, Australii i Wielkiej Brytanii dowodzą, że aż 80 proc. młodych palaczy korzystało w przeszłości z e-papierosów.

W e-papierosach znajduje się uzależniająca substancja, tj. nikotyna. Mimo iż najczęściej występuje w mniejszych dawkach niż w tradycyjnych papierosach, e-papieros daje praktycznie nieograniczoną możliwość jej wdychania. Podczas gdy tradycyjny papieros wystarcza na ok. 15 wdechów, kartridż w elektronicznym papierosie umożliwia ich nawet 300. Do tego dochodzi aspekt psychologiczny. Paleniu e-papierosów towarzyszy ten sam odruch, co w przypadku tytoniu — „zajmowanie rąk” oraz sięganie po e-papierosa w sytuacjach stresowych czy towarzyskich może uzależnić.

Jak na razie nie ma jednoznacznej opinii na temat znaczenia e-papierosów w procesie zrywania z nałogiem tytoniowym. Przeprowadzono co prawda kilkanaście badań na ten temat, jednak wyniki wskazują na niskie lub bardzo niskie ich znaczenie w procesie rzucania nałogu. Nie oznacza to jednak, że takiego znaczenia w ogóle nie było — w każdym przypadku przynajmniej kilkoro palaczy zerwało z nałogiem.

Standardem jest brak standardu

W świetle polskiego prawa e-papierosy nie są żywnością, lekiem, suplementem diety ani produktem tytoniowym. Definicję miałaby wprowadzić stosowna dyrektywa UE, jednak prace nad nią dopiero są prowadzone. W tej chwili zatem w stosunku do e-papierosów stosuje się ustawę o ogólnym bezpieczeństwie produktów. Oznacza to tyle, że inspekcja sanitarna nie ma żadnych podstaw, by interesować się ich składem.

W oświadczeniu skierowanym do decydentów w Stanach Zjednoczonych ASCO i AACR w punktach podsumowują obszary, które powinny zostać poddane regulacjom. To m.in.:

  • wszystkie produkty tzw. elektronicznego dostarczania nikotyny (z ang.: Electronic Nicotine Delivery Systems, ENDS), mające cechy produktów tytoniowych, tak właśnie powinny być kwalifikowane i objęte regulacjami rynku tytoniowego;
  • wytwórcy produktów ENDS powinni być zobligowani do rejestrowania w Food and Drug Administartion (FDA) składu, w tym stężenia nikotyny, wszystkich wyrobów;
  • na opakowaniach produktów ENDS powinny się znaleźć informacje o konsekwencjach ich stosowania, w szczególności o uzależnieniu od nikotyny;
  • reklama skierowana do osób niepełnoletnich powinna być zakazana.

„To dobry krok ze strony organizacji amerykańskich. Mam nadzieję, że ten głos dotrze również do decydentów w Europie i wkrótce rynek e-papierosów zostanie uregulowany” — komentuje prof. Orłowski.

Zagrożeni nałogiem
Statystyki amerykańskie są alarmujące, Brytyjczycy studzą emocje
W 2013 r. liczba amerykańskich uczniów gimnazjów i liceów używających e-papierosów wzrosła trzykrotnie (z 1,1 proc. do 3,9 proc. dla gimnazjalistów i z 4,5 proc. do 13,4 proc. dla licealistów). Co prawda, spadł jednocześnie odsetek uczniów palących tradycyjne papierosy, jednak dopiero w dłuższej perspektywie będzie można stwierdzić, jak się rozwinie ten trend i czy e-papierosy nie spowodują wzrostu spożycia tytoniu w formie tradycyjnej.
W Wielkiej Brytanii prawie wszyscy z 2,6 mln dorosłych użytkowników elektroniczych papierosów to aktualni lub byli palacze. Analiza badań opublikowana przez Public Health England pokazuje, że najlepsze skutki w walce z nałogiem daje połączenie e-papierosów z innymi metodami.
Autorzy pracy twierdzą też, że ten wynalazek nie stanowi zagrożenia dla młodzieży, bo mniej niż 1 proc. młodych ludzi, a także dorosłych, którzy nigdy nie palili, staje się regularnymi użytkownikami e-papierosów.

 

Warto wiedzieć
Ile trucizny zawiera tradycyjny papieros
Palenie tytoniu wiąże się nie tylko z uzależnieniem od nikotyny. Paląc papierosa palacz wdycha smołę, radioaktywny polon, nikiel, cyjanowodór, formaldehyd, amoniak oraz tlenek węgla. Ten ostatni, wchodząc w reakcję z hemoglobiną, tworzy karboksyhemoglobinę, co sprawia, że krew jest gorzej natleniona. Co więcej, trujące związki chemiczne odkładające się przez lata w organizmie, potęgują swoje działanie w czasie, stając się jeszcze bardzie niebezpieczne. 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. IKA

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.