Czy możliwe jest ograniczenie intensywności leczenia chorych na nowotwory? [WYWIAD]

Maja Marklowska-Tomar
opublikowano: 31-08-2019, 22:49

„Za 10 lat onkologia będzie zupełnie inna niż obecnie, a deeskalacja leczenia jest właściwym kierunkiem jej rozwoju” – tak podsumował jedną z dzisiejszych (31 sierpnia) sesji edukacyjnych odbywających się w ramach XXII Kongresu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej w Gdańsku jej przewodniczący - prof. dr hab. n. med. Andrzej Kawecki, wicedyrektor ds. klinicznych Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Tytuł sesji, której przewodniczył prof. Kawecki, brzmiał: „Deeskalacja intensywności leczenia – czy jest to realne?”. O odpowiedź na to pytanie poprosiliśmy jednego z panelistów - prof. dr. hab. n. med. Wojciecha Wysockiego z warszawskiego Centrum Onkologii oraz z 5. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie, prezesa Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej.

Prof. Wojciech Wysocki, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej
Zobacz więcej

Prof. Wojciech Wysocki, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej Fot. Maja Marklowska-Tomar

Panie profesorze, czy deeskalacja leczenia, o której mówiono na kongresie Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, to nowy trend w onkologii?

Może więcej się o tym teraz mówi, ale tak naprawdę od dwóch-trzech dekad w onkologii obserwuje się tendencję ograniczania zakresu lub intensywności leczenia – jednocześnie przy zachowaniu pożądanej efektywności. Dotyczy to zwłaszcza radioterapii i chirurgii. W onkologii klinicznej moim zdaniem, choć muszę z góry zastrzec, że nie jestem onkologiem klinicznym, trend jest raczej odwrotny, choć są oczywiście obszary, gdzie jest obecny. Jednak generalnie w onkologii klinicznej raczej intensyfikuje się leczenie dzięki temu, że nowoczesne leki są dużo mniej toksyczne dla pacjentów. Coraz częściej u chorych na różne nowotwory stosowane jest leczenie przedoperacyjne. Wiele danych wskazuje na to, że takie neoadiuwantowe leczenie będzie wartościowym sposobem postępowania również u chorych na czerniaka.

W radioterapii zmniejsza się dawki napromieniania, o czym mówił prof. Andrzej Kawecki, który skoncentrował się w swoim wystąpieniu na raku gardła, natomiast w chirurgii nie tylko ogranicza się zakres leczenia, ale też minimalizuje wskazania do niego. Wpływ na takie podejście ma wiele czynników, przy czym najważniejszym jest rozwój i poprawa efektywności innych, nieinwazyjnych metod leczenia onkologicznego, czyli radio- i chemioterapii. Im te dwie metody są efektywniejsze, tym mniejsza jest potrzeba rozległej, okaleczającej chirurgii.

W jakich wskazaniach leczenie chirurgiczne traci na swoim znaczeniu? Proszę podać jakieś przykłady.

A chociażby rak piersi. W wielu przypadkach rutynowo odstępuje się od wykonania zabiegu uzupełniającej limfadenektomii (usunięcia wszystkich węzłów chłonnych), zastępując ją radioterapią lub leczeniem chemioterapeutykami. Mamy też coraz więcej danych potwierdzających zasadność takiego postępowania u wybranych chorych na czerniaka, który jest nowotworem o dużo większej biologicznej agresywności niż rak piersi.

Czy to oznacza, że w przyszłości chirurdzy onkologiczni mogą okazać się nieprzydatni i będą musieli sobie szukać innej pracy?

To oznacza tylko tyle, że chirurgia się ogranicza pod względem zakresu lub wskazań do operacji, ale się nie zwija. (śmiech) Chirurdzy stają się coraz bardziej precyzyjni. Coraz mniej muszą wycinać, ale jednocześnie to, co wycinają, muszą bardzo precyzyjnie zidentyfikować i starannie usunąć. Nie jest tak, że radioterapia czy chemioterapia mogą zastąpić chirurgię. Dzięki rozwojowi tych dwóch dyscyplin i wczesnemu wykrywaniu nowotworów możemy operować chorych coraz mniej okaleczająco, ale nadal musimy to robić.

Czyli przez najbliższe lata chirurdzy onkologiczni nie muszą się obawiać o brak pracy?

Na pewno będą mieli co robić. (śmiech) Oby zresztą tych specjalistów przybywało równie szybko jak to się dzieje w ostatnich latach, bo chirurdzy onkologiczni to dysponenci szczególnych, unikalnych kompetencji w onkologicznych zespołach wielospecjalistycznych.

Deeskalacja leczenia to na pewno korzyść dla pacjenta, który jest mniej narażony na powikłania. A dla systemu ochrony zdrowia?

Z całą pewnością, ponieważ leczenie mniej rozległe, mniej intensywne jest zwykle mniej kosztowne. Jeżeli na dodatek nie tracimy na tym skuteczności, to tak naprawdę każdy na tym wygrywa. Dlatego myślę, że ten kierunek zmian w onkologii jest bardzo pożądany przez systemy ubezpieczeń zdrowotnych w kraju i za granicą. Z tego też powodu moim zdaniem warto inwestować w innowacyjne leki i leczenie, bowiem – choć początkowo kosztowne – przynosi w perspektywie kilku lat bardzo znaczne oszczędności, a to dzięki skróceniu pobytów szpitalnych, a to dzięki zmniejszeniu ryzyka powikłań, a to dzięki ograniczeniu prawdopodobieństwa nawrotu choroby i konieczności jej ponownego leczenia. 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Maja Marklowska-Tomar

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Tomar

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.