Czy będzie kolejna wojna o insulinę

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
16-03-2005, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Wygląda na to, że przynajmniej w najbliższych miesiącach nie będzie wielkiej rewolucji na rynku insulin. Zapowiadana na luty wojna o insulinę skończyła się, nim na dobre się zaczęła, ponieważ produkty światowych potentatów spod znaku Novo Nordisk i Lilly podrożały, ale nie na tyle, by trzeba było masowo przestawiać pacjentów na biotonowskie Gensuliny. To dobra wiadomość, nie tylko dla chorych przyjmujących insulinę. Nie mniej zadowoleni są diabetolodzy. Gdyby spełniły się prognozy, zakładające wymuszony gwałtownym wzrostem cen masowy odwrót pacjentów od leczenia zagranicznymi insulinami, zaledwie kilkuset lekarzy, specjalizujących się w terapii chorych na cukrzycę, zostałoby przygniecionych nawałem dodatkowej pracy, którą musieliby wykonać nakładem własnych sił i środków.
Nie ma wątpliwości, że o tańszy lek upomnieliby się w pierwszym rzędzie korzystający z bezpłatnej służby zdrowia, stanowiący w mojej ocenie ponad 90 proc. spośród około trzystu tysięcy przyjmujących insulinę. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że 92 proc. rynku znajduje się w rękach Novo Nordisk i Lilly, stanie się jasne, co miałem na myśli pisząc o „nawale pracy". Każdy z przestawianych na polską insulinę pacjentów wymagałby przynajmniej dwóch dodatkowych wizyt lekarskich, minimum jednego spotkania z edukatorem oraz wykonania dodatkowych badań laboratoryjnych. W niektórych przypadkach konieczna byłaby hospitalizacja. Całą tę potężną robotę trzeba by wykonać w ramach wcześniej „wynegocjowanego" kontraktu z NFZ, co w praktyce oznaczałoby konieczność poniesienia przez świadczeniodawców niemałych kosztów.
Ta czarna dla diabetologów i pacjentów wizja została przykryta niewidzialną ręką rynku. Niemało hurtowni i aptek zdecydowało się pomóc chorym udźwignąć ciężar podwyżek. Ponieważ rzadko który cukrzyk przychodzi do apteki wyłącznie z receptą na insulinę, opłaca się go jakoś pozyskać. Pokój na rynku insulin, zbudowany przez hurtowników i detalistów, może jednak nie potrwać długo. Będąca podstawą limitu refundacji, obniżona cena biotonowskiej insuliny jest nadal wyższa od średnich cen insulin Novo i Lilly obowiązujących w kilku krajach nowej, ale i starej Unii. Jest więc wielce prawdopodobne, że za kilka miesięcy Bioton przystąpi do powtórnej ofensywy i znów zaproponuje ministerstwu niższe ceny. Mielibyśmy kolejną wojnę o insulinę, co dla diabetyków i lekarzy oznaczałoby nerwówkę przynajmniej na miarę tej, jaką przyszło im przeżywać przez kilka pierwszych tygodni bieżącego roku.
Jak przeszkodzić w realizacji takiego scenariusza? Ano trzeba już teraz zasiąść do negocjacji z wszystkimi producentami insulin obecnymi na naszym rynku. Pamiętając o korzyściach dla budżetu, nie należy jednak zapominać o dobru chorych. Mające obecnie miejsce utrudnianie dostępu do wygodniejszych wstrzykiwaczy bądź wybranych rodzajów insulin tym, którym są one niezbędne do skutecznego leczenia, ma niewiele wspólnego z zasadami humanitaryzmu, ale i jest niekorzystne z punktu widzenia finansów państwa. Koszty leczenia cukrzycy to przede wszystkim koszty leczenia powikłań, których rozwój w dużej mierze zależy od skuteczności terapii. Zatrważające, że odpowiedzialnym za politykę lekową trzeba o tym stale przypominać.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: ; lek. Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Czy będzie kolejna wojna o insulinę
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.