Czas na polski „cancer plan”

Leszek Kraskowski, materiał edukacyjny
opublikowano: 22-01-2014, 10:05

Polska onkologia, aby się rozwijać, potrzebuje jednolitego narodowego „cancer planu”. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi, wystarczy zaadaptować do naszych warunków najlepsze rozwiązania zachodnioeuropejskie — do takich wniosków doszli uczestnicy ostatniego styczniowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii. Wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki zapowiedział, że założenia ustawy o Narodowym Programie Raka będą gotowe wiosną.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Czego brakuje polskiej onkologii? „Całościowej strategii, katedr na polskich uczelniach, profilaktyki pierwotnej i wtórnej, nowoczesnego zarządzania, ekonomicznej efektywności i racjonalnego finansowania” — przekonywał prof. Jacek Jassem, przewodniczący Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

„W tej chwili nie wykorzystujemy możliwości współczesnej medycyny w Polsce — mówił prof. Jacek Jassem. — 10 punktów procentowych, które tracimy do średniej w Unii Europejskiej, to nie jest kwestia biologiczna. To nie jest kwestia niemożności medycyny. To jest kwestia lepszej organizacji walki z rakiem w Polsce i też w pewnym stopniu finansowania. Brakuje nam systemowej strategii, czyli ogarnięcia całego problemu. My się zajmujemy odcinkami. Nasze działania, nie tylko w onkologii, ale w medycynie, mają często charakter interwencyjny. Czyli gdy coś się dzieje, następuje interwencja. Łatamy tę dziurę na jakiś czas, pojawia się dziura w innym miejscu. Nie mamy spójnego planu.

Z danych EUROCARE-4 wynika, że 5-letnie przeżycia pacjentów onkologicznych w Polsce wynoszą 38,4 proc., przy średniej europejskiej 48,3 proc. W raku jelita grubego współczynnik ten wynosi 42,5 proc. (przeżycia względne w Europie — 56,8 proc.), zaś w nowotworach piersi 70,2 proc. (średnia europejska — 82,2 proc.). Nasz kraj, obok Rumunii, Bułgarii, Estonii, Łotwy, Litwy i Słowacji, należy do grupy państw, w których nakłady na leczenie nowotworów wynoszą poniżej 50 euro na mieszkańca, a więc czterokrotnie mniej niż w Niemczech lub Francji”.

„Od 2004 r. wydatki na onkologię zwiększyły się prawie trzykrotnie przy dwukrotnym wzroście budżetu NFZ” — tak tę statystykę komentuje prezes NFZ Marcin Pakulski.
Problemem jest nie tylko niedofinansowanie opieki zdrowotnej, ale również systemowe marnotrawienie pieniędzy. Polskie Towarzystwo Onkologiczne domaga się zmiany trybu leczenia ze szpitalnego na ambulatoryjny wszędzie tam, gdzie to jest możliwe i umieszczanie zamiejscowych chorych w przyszpitalnych hotelach. Ale przy obecnych niskich wycenach wielu procedur ambulatoryjnych takie rozwiązanie jest dla szpitali nieopłacalne. Nadmierną hospitalizację krytykują również organizacje zrzeszające pacjentów.

„To izolacja od rodziny, otoczenia, uczucie wykluczenia z życia społecznego — przekonuje Magdalena Kręczkowska, prezes Fundacji Dum Spiro Spero. — Gdy chory ma być przez dwa miesiące napromieniany, często musi wyjechać do innego miasta, nie ma kontaktu z rodziną. W centrach onkologii, przynajmniej w Warszawie, Gliwicach i Krakowie, czyli w największych ośrodkach onkologicznych w Polsce, nie ma możliwości, aby pacjent poszedł na przepustkę, nie może nawet wyjść na dwór. Siedzi za murami, a jest napromieniany 10 minut dziennie. Siedzi tam doba w dobę przez ponad dwa miesiące. Ci chorzy wpadają w depresję. Znam osoby, które postanowiły o przerwaniu leczenia z tego powodu. Z powodu odosobnienia. Jeżeli ta hospitalizacja jest zbędna, to należy to na pewno zmienić”.

„Niektórym szpitalom należy podziękować — mówi Jacek Gugulski, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych. — W ciągu ostatnich 5 lat nakłady na hospitalizacje wzrosły z 14 mld zł do 30 mld zł. To jest wzrost o ponad 100 procent. Po co te pieniądze są źle wydawane? Jeśli chodzi o leki, 5 lat temu wydawano 6,7 mld zł, dziś — ponad 7 mld zł. Badania molekularne w ogóle nie są finansowane z NFZ. Brakuje audytu. 25 mln zł marnujemy na jednej procedurze. NFZ płaci 40 zł za ambulatoryjną cystoskopię w raku pęcherza. Koszt wykonania badania to 100 zł. Ambulatoryjnie jest wykonywanych rocznie tych cystoskopii tysiąc. Natomiast 55 tysięcy cystoskopii jest wykonywanych w trybie jednodniowego pobytu w szpitalu. Dlaczego? Bo jeden dzień pobytu w szpitalu kosztuje 500 zł, bez leczenia i bez badań. 540 zł płaci NFZ za coś, co jest warte 100 zł”.

Czy skutecznym lekarstwem na bolączki polskiej onkologii będzie narodowy „cancer plan”? Doświadczenia Stanów Zjednoczonych (plan Nixona) i krajów Europy Zachodniej są zachęcajace.

„W Anglii już plan z 2000 r. okazał się skuteczny: nastąpił spadek śmiertelności i wzrost przeżywalności — mówiła Jolanta Gore-Booth, prezes Europa Colon, organizacji zrzeszającej chorych na raka jelita grubego. — Po 5 latach od wprowadzenia pierwszego „cancer planu” opinia angielskich pacjentów była taka, ze sytuacja się polepszyła, ale jest jeszcze sporo do zrobienia. Podobnie jest we Francji. Francuzi otworzyli 28 ośrodków testów molekularnych. Napisać „cancer plan” to nie jest łatwa rzecz. W tej chwili brakuje międzynarodowego wzorca. Gdy analizowano 24 istniejące narodowe plany, wyszły na jaw istotne różnice miedzy nimi. Ale pomoc jest w drodze. Dzięki inicjatywie Komisji Europejskiej powstała organizacja European Partnership Against Cancer, która przygotowuje wzór planu. Narodowe programy walki z rakiem to optymalne rozwiązania do organizacji i zarządzania wszystkimi elementami walki z chorobami nowotworowymi. „Cancer plan” musi być. Bez „cancer planu” nie tylko Polska, ale żadne państwo nie pójdzie naprzód”.

Ostatni 5-letni brytyjski program zakłada wydatki na poziomie 5,5 mld funtów. Szacuje się, że w 2030 r. w Wielkiej Brytanii będzie żyło 3,5 mln osób z rakiem. Budżet francuskiego „cancer planu” na lata 2009-2013 wyniósł 1,95 mld euro. Budżet polskiego nie jest jeszcze znany, podobnie jak kształt Agencji ds. Walki z Rakiem.
„Założenia Narodowego Programu Raka wyjdą z Ministerstwa Zdrowia wiosną — zapowiada wiceminister Igor Radziewicz-Winnicki. — Nie ulega cienia wątpliwości, że hospitalizacja pacjentów w celu radioterapii rzeczywiście jest działaniem nieefektywnym. Biorąc pod uwagę olbrzymi wkład i wielkie doświadczenie Brytyjczyków w tworzeniu różnych standardów, myślę, że w Polsce musimy bezwzględnie przyjrzeć się zjawisku nierówności społecznych w zdrowiu. Chodzi m.in. o dostęp do cytologii i mammografii. Paradoks polega na tym, że pacjentki dobrze wykształcone, dobrze sytuowane, te, które mają niższe ryzyko zapadalności na nowotwory, biorą częściej udział w akcjach profilaktycznych. Z drugiej strony mamy olbrzymi odsetek pacjentek, które nigdy w swoim życiu nie były u ginekologa i do których niebywale trudno dotrzeć”.

Parlamentarny Zespół ds. Onkologii powstał w maju 2013 r. Zrzesza 21 posłów i dwóch senatorów. Zespołowi, który do tej pory zbierał się czterokrotnie, przewodniczy posłanka Alicja Dąbrowska (PO). Zadaniem zespołu jest opiniowanie propozycji decyzji i rozwiązań prawnych oraz podejmowanie inicjatyw i występowanie z wnioskami do odpowiednich komisji Sejmu i Senatu.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Leszek Kraskowski, materiał edukacyjny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.