Cyrk z czasem pracy

Mirosław Stańczyk
opublikowano: 17-09-2008, 00:00

Stosując żonglerkę kodeksowymi zapisami o czasie pracy, część dyrektorów szpitali stara się spełnić finansowe oczekiwania lekarzy. Nie zawsze to się udaje.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Wystarczy skarga lekarza, aby inspektorzy pracy zbadali, czy przypadkiem nie dochodzi do naruszenia praw pracownika. Kontrola Głównego Inspektoratu Pracy może mieć też charakter kompleksowy, jak ta z I półrocza 2008 r., która objęła blisko 140 pracodawców z sektora ochrony zdrowia, zatrudniających ponad 50 tysięcy pracowników. Nie wszyscy szefowie stosowali cyrkowe sztuczki, ale niemal połowa skontrolowanych pracodawców w nierzetelny sposób sporządzała harmonogramy czasu pracy oraz regulaminy pracy. To dużo.

Inspektorzy w akcji

Najwięcej zastrzeżeń inspektorów budziły nieprawidłowe zapisy w regulaminie pracy lub brak zapisów dotyczących obowiązujących norm czasu pracy, systemów lub długości okresów rozliczeniowych. Kontrolerzy wydali 1389 wniosków, stwierdzili 217 wykroczeń przeciwko prawom pracowników oraz nałożyli 47 mandatów na łączną kwotę ponad 53 tysiące złotych.
Puls Medycyny dowiedział się, że w II półroczu 2008 r. inspekcje w podobnym zakresie będą kontynuowane. Kontrole obejmą kolejną grupę pracodawców, jednak dotychczas wizytowani nie mogą uważać, że spotkania z inspektorami mają już definitywnie za sobą.

System zmianowy?
Nigdy w życiu!

Czy w ogóle możliwe jest zapewnienie całodobowej opieki lekarskiej bez nazbyt swobodnego interpretowania prawa pracy? Piotr Wojciechowski, wicedyrektor Departamentu Prawnego Głównego Inspektoratu Pracy, nie chce się na ten temat wypowiadać. "Rolą urzędu nie jest zaradzanie złu, tylko wykrywanie i penalizacja wszystkich nieprawidłowości. Faktem jest, że po wejściu w życie rok temu zmian w zakresie gospodarowania czasem pracy pracowników medycznych, wielu pracodawców miało kłopoty z właściwą interpretacją stosownych przepisów. Nie tutaj jednak kryje się zasadniczy problem" - mówi dyr. Wojciechowski.
W jego opinii, dyrektorzy szpitali mogliby w wielu przypadkach złagodzić niedobory lekarzy, wprowadzając system zmianowy w ramach równoważnego czasu pracy. Dlaczego zatem tak się nie dzieje? Przyczyna jest prosta. Otóż na takie rozwiązanie nie chcą przystać sami lekarze, gdyż wówczas zarabialiby mniej niż w przypadku stosowania skomplikowanych figur organizacyjno-prawnych, skutkujących nienaturalnym wydłużeniem czasu pracy personelu medycznego, a w efekcie zwiększeniem całkowitych zarobków.

"Falandyzacja" kodeksu

"Do coraz powszechniejszych praktyk można zaliczyć na przykład zakładanie fundacji, w ramach których lekarze świadczą dodatkowe usługi dla macierzystego zakładu pracy, tak aby przynajmniej oficjalnie limit godzin pracy w okresie rozliczeniowym nie został przekroczony" - sygnalizuje Piotr Wojciechowski. Podobny cel ma realizowanie usług medycznych w ramach samodzielnej działalności gospodarczej. Tego typu rozwiązania są, jego zdaniem, przejawem "falandyzacji" prawa. Takie postępowanie narusza prawo pracowników medycznych zarówno do 11-godzinnego odpoczynku w ciągu doby, jak również do 35 godzin odpoczynku w ciągu tygodnia.
Kontrolerzy Głównego Inspektoratu Pracy nie zanotowali przypadków fałszowania dokumentacji w celu sztucznego podwyższania uposażeń należnych lekarzom. Zdarzały się jednak sytuacje odwrotne. Otóż pracodawcy nie zawsze sumiennie naliczają wypracowane godziny. Bywa i tak, że dzięki tzw. kreatywnemu dokumentowaniu czasu pracy ukrywa się zbyt dużą liczbę przepracowanych godzin, a to głównie w celu zmniejszenia kosztów osobowych funkcjonowania placówki medycznej, która w przeciwnym przypadku popadłaby w jeszcze większe tarapaty finansowe.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Mirosław Stańczyk

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.