COVID-19 pogłębi problem bezdomności

Emilia Grzela
opublikowano: 17-06-2020, 11:20

„Podstawą nawiązania współpracy lekarza z bezdomnym pacjentem jest zbudowanie zaufania i udzielenie mu realnej pomocy” – mówi Tomasz Głażewski, lekarz z Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Warszawie, pracujący w Stowarzyszeniu Mokotowskie Hospicjum św. Krzyża, z którym rozmawiamy o organizacji opieki zdrowotnej nad osobami dotkniętymi kryzysem bezdomności oraz najczęstszych w tej populacji problemach zdrowotnych.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jak liczna jest, według szacunkowych danych, populacja osób w kryzysie bezdomności w Polsce i Warszawie?

Lek. Tomasz Głażewski
Wyświetl galerię [1/2]

Lek. Tomasz Głażewski

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej raz w roku przeprowadza ogólnopolskie badanie liczby osób bezdomnych. Według danych z 2019 r. w skali kraju bezdomnych jest 30 330. Najliczniejsza populacja zamieszkuje województwo mazowieckie, a konkretnie Warszawę, do której często przyjeżdżają bezdomni z innych miejsc w Polsce. Wynika to z faktu, że właśnie tutaj działa najwięcej różnego rodzaju organizacji pomocowych. Ponadto, w mniejszych miastach ludzie nie są aż tak anonimowi i wyrwani ze swoich lokalnych społeczności, więc w razie kryzysu zazwyczaj łatwiej znajdują wsparcie. 

W województwie mazowieckim liczbę osób w kryzysie bezdomności szacuje się na prawie 5 tysięcy. Najprawdopodobniej są to dane zaniżone, ponieważ ta grupa jest trudna do policzenia z uwagi choćby na wysoką mobilność. Dodatkowo, te dane zazwyczaj nie uwzględniają cudzoziemców – zwykle zza naszej wschodniej granicy – którzy przyjechali do Polski w celach zarobkowych, ale np. w wyniku utraty pracy i problemów z legalizacją pobytu są zmuszeni do życia na ulicy. Należy się również spodziewać, że jednym ze skutków społeczno-gospodarczych pandemii będzie wzrost liczby osób dotkniętych kryzysem bezdomności. Ten trend jest już widoczny: do organizacji pomocowych zgłasza się coraz więcej osób wcześniej zatrudnionych dorywczo i czasami nielegalnie w branży budowlanej, pracowników gastronomii, branży hotelarskiej czy handlowej. Wraz z rozwojem pandemii stracili możliwość zarabiania, ale także miejsce tymczasowego zamieszkania, ponieważ w wielu przypadkach zapewniał im je pracodawca.

W jakim stopniu populacja bezdomnych jest zróżnicowana wiekowo, płciowo, ale również pod względem czasu trwania epizodu bezdomności oraz korzystania z placówek oferujących schronienie i programów pomocowych?

Z danych zebranych w 2019 r. wynika, że większość, bo aż 83,6 proc., stanowią mężczyźni. Wiekowo jest to bardzo zróżnicowana grupa, na ulicy można spotkać zarówno osoby nastoletnie, jak i te już w wieku senioralnym. Większość bezdomnych, co potwierdzają dane, ma wykształcenie zawodowe i podstawowe. Widać to także po tym, jakie grupy zawodowe dominują w tej społeczności. W mojej praktyce często spotykam dawnych pracowników sezonowych i tych z branży budowlanej. W ich przypadku, jak wspomniałem, miejsce zamieszkania gwarantuje zwykle pracodawca – w momencie zwolnienia tracą jednocześnie pracę i dach nad głową. Problem pogłębia fakt, że wielu z nich było zatrudnionych nielegalnie, nie chronią ich więc żadne przepisy prawa pracy i łatwo jest się ich pozbyć, bez obaw o konsekwencje. Nagminne jest niewypłacanie wynagrodzenia za wykonaną pracę. Wówczas człowiek zostaje bez schronienia i środków do życia.

Z danych zebranych w 2019 r. wynika, że epizody bezdomności trwają zazwyczaj od 5 do 10 lat. Im dłużej ktoś pozostaje bezdomny, tym bardziej przystosowuje się i przyzwyczaja do takiego życia. Jeśli do tego dojdzie uzależnienie od alkoholu, naprawdę trudno jest skłonić bezdomnego do skorzystania z pomocy w wychodzeniu z bezdomności.

Wśród bezdomnych jest grupa takich osób, które niechętnie korzystają z oferty programów wychodzenia z bezdomności, choć przyjmują pomoc materialną w postaci paczek żywnościowych, środków opatrunkowych itp. W okresie zimowym powszechne jest zgłaszanie się do noclegowi, ale część bezdomnych, mimo skrajnie trudnych warunków pogodowych, jednak się na to nie decyduje. Spotykam się w tym środowisku z niechęcią do instytucjonalnych form pomocy, która bardzo często jest konsekwencją braku zaufania do organizacji pomocowych i instytucji opieki społecznej oraz złych doświadczeń z przeszłości. Inną przyczyną jest to, że każda taka organizacja wymaga od bezdomnego przystosowania się do narzuconego w nich rygoru – jedną z zasad, których należy przestrzegać, jest abstynencja, co dla wielu może być trudne.

Czy istnieją schorzenia specyficzne dla tej grupy pacjentów? Stereotypowo przypisuje się osobom dotkniętym problemem bezdomności uzależnienie od alkoholu.

Alkoholizm jest wśród bezdomnych dużym problemem. Czasem nadmierne spożycie alkoholu było w ich życiu obecne, jeszcze zanim zaczęli żyć na ulicy, ale często pojawiło się jako reakcja na kryzysową sytuację. Alkohol po prostu „pomaga” im znieść warunki, w jakich muszą żyć, nie mają więc świadomości własnej choroby. Uzależnienie zwiększa oczywiście ryzyko zatruć, w sytuacji spożywania alkoholu z nieznanego źródła.

Rozkład chorób przewlekłych w grupie bezdomnych nie różni się w dużym stopniu od tego, jaki obserwujemy w populacji ogólnej. Istnieją jednak pewne schorzenia, które częściej dotykają osoby żyjące na ulicy i są konsekwencją warunków bytowych oraz trybu życia. Świetne przykłady to przewlekła obturacyjna choroba płuc, cukrzyca, nowotwory głowy i szyi, a także zapomniana gruźlica. Jednym z głównych czynników ryzyka rozwoju POChP jest palenie tytoniu, a większość bezdomnych nałogowo pali. 

PRZECZYTAJ TAKŻE: 

COVID-19 a uzależnienia: jak epidemia wpłynęła na spożycie alkoholu w Polsce?

W ciągu najbliższych lat palenie papierosów będzie stanowić ogromne wyzwanie dla zdrowia publicznego

Ogromnym problemem są trudno gojące się rany przewlekłe – ich powikłania to główna przyczyna przedwczesnych zgonów wśród bezdomnych. Z czego wynikają? Częstym w populacji bezdomnych schorzeniem jest miażdżyca zarostowa tętnic kończyn dolnych, w przebiegu której dochodzi do niedokrwienia i owrzodzenia kończyn dolnych. W okresie zimowym dość często spotykamy się z ranami termicznymi wynikającymi z odmrożeń. Chorobą specyficzną dla tej grupy jest tzw. "zespół stopy okopowej”, pierwszy raz opisany w czasach I wojny światowej. W jego przebiegu powstają urazy podobne do tych będących konsekwencją odmrożeń, ale do ich rozwoju przyczynia się nie tyle niska temperatura, co wilgotne środowisko, brak dostępu tlenu - jak wtedy gdy bezdomny nie zdejmuje obuwia nawet przez kilka tygodni. Samo leczenie ran przewlekłych jest wśród tych pacjentów trudne. Nawet jeśli dostarczymy im środki opatrunkowe, to zazwyczaj osoby bezdomne nie mają warunków ani miejsca, by je swobodnie i bez przyciągania niepotrzebnej uwagi zmienić. Rany i owrzodzenia bardzo utrudniają im przemieszczanie się, które jest podstawą życia na ulicy.

Innym problemem obserwowanym w tej populacji są zaburzenia psychiczne, w wielu przypadkach niezdiagnozowane, oraz neurologiczne, będące konsekwencją uzależnienia od alkoholu. Najczęściej rozpoznawane są schizofrenia, a z drugiej kategorii zespół móżdżkowy charakteryzujący się m.in. zaburzeniami chodu i równowagi. 

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak efektywniej leczyć uzależnionych od alkoholu?

Z czego wynikają ograniczenia w korzystaniu z opieki medycznej przez osoby dotknięte kryzysem bezdomności?

Jak już wspominałem, w części przypadków powodem rezygnacji z opieki lekarskiej jest niechęć do korzystania z instytucjonalnego wsparcia i negatywnych doświadczeń w kontakcie z personelem medycznym z przeszłości. Istotną przyczyną jest fakt, że wielu bezdomnych nie posiada dowodu ubezpieczenia, w danej chwili nie ma więc prawa do świadczenia medycznego. Staramy się informować, że w sytuacji zagrożenia życia nie ma to znaczenia – niezależnie od objęcia ubezpieczeniem należy zgłosić się po pomoc. Innym problemem jest nastawienie samych lekarzy. Zdarza się, że nie przepisują bezdomnym leków, ponieważ mają wątpliwości, czy recepta zostanie zrealizowana.

Osoby bezdomne bardzo często nie posiadają dowodu tożsamości lub kart pobytu. Nie decydują się na wyrobienie nowych dokumentów, bo wiąże się to z długotrwałymi formalnościami i kosztami. Ponadto wielu z nich jest w systemie zagubionych i brakuje im podstawowej wiedzy o tym, dokąd mogą zgłosić się po pomoc.

Organizacje pozarządowe zrzeszone w ramach Warszawskiej Rady Opiekuńczej prowadzą stacjonarne punkty, gdzie można uzyskać również pomoc medyczną. Odbywają się tam konsultacje lekarskie, często wydawane są bezdomnym leki i środki opatrunkowe – bo musimy jako lekarze pamiętać, że samo wystawienie recepty nie leczy, dlatego staramy się, aby mogli otrzymać przynajmniej te najważniejsze środki. Dopiero to pomaga odbudować ich zaufanie do organizacji pomocowych, skłania do powrotu do gabinetu lekarskiego, a z czasem być może do skorzystania z programu wychodzenia z bezdomności. Gabinety lekarskie funkcjonują także w schroniskach z usługami opiekuńczymi, gdzie prowadzona jest pomoc dla mieszkających tam pensjonariuszy.

Na jaką pomoc mogą liczyć pacjenci, w przypadku których nie zachodzi niebezpieczeństwo zagrożenia życia, ale ze względu na stan zdrowia potrzebują wsparcia i opieki medycznej?

To kolejny duży problem. Najbardziej obciążeni zdrowotnie pacjenci trafiają do schronisk z usługami opiekuńczymi, ale liczba miejsc w takich placówkach jest dramatycznie niska. Przed ogromnym dylematem stoi więc personel medyczny oddziału, na którym przebywa taki pacjent – już na tyle stabilny, by mógł zakończyć hospitalizację, ale wciąż niesamodzielny. Nie można wypisać go do noclegowni ani tym bardziej pozwolić mu wrócić na ulicę, a czas oczekiwania na miejsce w domach pomocy społecznej lub objęcie opieką długoterminową jest dziś bardzo długi. W takich sytuacjach kluczowa jest współpraca pracowników medycznych i socjalnych.

Osoby dotknięte kryzysem bezdomności są również grupą narażoną na wyższe ryzyko zakażenia SARS-CoV-2 ze względu na częste przemieszczanie się i życie w dużych skupiskach. Mimo to w schroniskach nie powtórzyła się historia z wielu domów pomocy społecznej.

Zasadniczym problemem, z którym musieli się zmierzyć pracownicy socjalni i medyczni pracujący z osobami bezdomnymi, był oczywiście brak środków ochrony indywidualnej – wyciągaliśmy je dosłownie z podziemi. Kolejnym krokiem było opracowanie takich procedur, które pozwoliłyby na bezpieczny kontakt z bezdomnymi w terenie i przyjmowanie ich do schronisk, tak by w ogóle mogli poddać się izolacji. W początkowych tygodniach epidemii organizacje pomocowe z obawy przed wystawieniem swoich pracowników na ryzyko zakażenia mocno ograniczyły działalność. Odpowiedzią na te obawy jest program testowania w kierunku SARS-CoV-2 opracowany przez Mokotowskie Hospicjum Świętego Krzyża we współpracy z Urzędem Miasta i Warsaw Genomics, który umożliwia przeprowadzenie w uzasadnionych przypadkach badania na obecność materiału genetycznego wirusa u pracowników pracujących z bezdomnymi, którzy mogli być narażeni na zakażenie.

Kolejnym wyzwaniem było opracowanie procedur regulujących sposób przyjmowania do schronisk. W większości z nich nie ma możliwości zapewnienia miejsca służącego izolacji. Udało się we współpracy z władzami miasta stworzyć schroniska przejściowe. Nabór do takiej placówki trwa tydzień (przyjmowane do nich osoby są badane także zaraz po przyjęciu, nie tylko po zakończeniu okresu obserwacji). Po upływie tygodnia placówka jest zamykana na 14 dni. Po zakończeniu obserwacji przebywające w niej osoby są przekazywane do zwykłych lub specjalistycznych schronisk – w taki sposób, by nie musiały samodzielnie korzystać z transportu miejskiego. Dotychczas ten system działa naprawdę skutecznie. Paradoksalnie epidemia ma też jeden pozytywny skutek: okoliczności wymusiły na osobach bezdomnych konieczność kontaktu z ochroną zdrowia, często pierwszy od wielu lat.

Chciałbym przekazać podziękowania i wyrazy szacunku dla wszystkich cichych, anonimowych bohaterów, którzy każdego dnia wyciągają pomocną dłoń do potrzebujących. Mimo zagrożenia w czasie epidemii nie pozostawiają innych bez pomocy. Dziękuję panu Pawłowi i Asi z MKHŚK, załodze Ambulansu z Serca, panu Łukaszowi z Monaru, Joli ps. "Witek", załodze Mobilnego Punktu Poradnictwa za codzienną pracę, zaangażowanie, pomoc i oddanie. Poza tym ogromne podziękowanie dla pana Piotra z PSSE, dla pani Agaty z UM Warszawy, dla personelu Warsaw Genomics za współpracę. Dziękuję także załodze Kliniki Diabetologii:  lekarzom, pielęgniarkom, salowym, którzy w ostatnich trudnych miesiącach, pracując w ogromnym stresie i napięciu, pozostali na swoich stanowiskach. To i tak za krótka lista podziękowań. Czas epidemii uczy nas wielu rzeczy, ale pokazał bardzo jasno, jak ważna jest współpraca w medycynie - wszyscy przecież mamy wspólny cel, dobro drugiego człowieka.

Lek. Tomasz Głażewski, lekarz rezydent w trakcie specjalizacji z chorób wewnętrznych w Klinice Diabetologii i Chorób Wewnętrznych UCK WUM, lekarz w Stowarzyszeniu Mokotowskie Hospicjum św. Krzyża, pomysłodawca, założyciel i członek Fundacji "Ambulans z serca". Finalista konkursu Supertalenty w Medycynie 2020.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak epidemia odbija się na systemie opieki długoterminowej?

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.