COVID-19 - nowe oblicze koronawirusów

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 19-02-2020, 14:18

„Należy zachować ostrożność i podejmować wszelkie działania prewencyjne, ale wszystko wskazuje na to, że w przypadku koronawirusa z Wuhan nie musimy obawiać się bardzo czarnego scenariusza” — uważa dr hab. n. med. Rafał Gierczyński, prof. NIZP-PZH.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Słowo „koronawirus” jest w ostatnich tygodniach odmieniane przez wszystkie przypadki i nie schodzi z pierwszych stron gazet…

Dr hab. n. med. Rafał Gierczyński, prof. NIZP-PZH
Zobacz więcej

Dr hab. n. med. Rafał Gierczyński, prof. NIZP-PZH Fot. Archiwum

Tymczasem jest to grupa dość powszechnych wirusów RNA, wśród których wyróżniamy cztery rodzaje: alfa-, beta-, delta- oraz gamma. Zachorowania u ludzi, najczęściej mniej lub bardziej groźne infekcje układu oddechowego, powodują dwa pierwsze rodzaje. Okazało się, że wirus z Wuhan, nazwany roboczo 2019-nCoV, należy do beta-koronawirusów, podobnie jak SARS i MERS, które — jak wiadomo — cechują się dużym potencjałem epidemicznym. To prawdopodobnie dlatego jego odkrycie wzbudziło tyle obaw wśród naukowców oraz opinii publicznej. Pamiętajmy jednak, że upłynęły dopiero nieco ponad dwa miesiące od opisania pierwszych przypadków zarażenia tym początkowo niezidentyfikowanym patogenem. Mimo iż obecnie wiemy o nim już bardzo dużo, udało się nawet zsekwencjonować jego genom, to wciąż nie został on w pełni przebadany, natomiast fakt, że należy do tej samej grupy co SARS czy MERS, nakazuje zachowanie ostrożności.

Skąd się wziął koronawirus 2019-nCoV?

Koronawirusy zwykle przechodzą na ludzi ze zwierząt. Naturalnym rezerwuarem 2019-nCoV, jak wielu innych patogenów z tego rodzaju, są prawdopodobnie nietoperze, a do zakażenia człowieka mogło dojść, nawet przypadkowo, przez zwierzęcego gospodarza przejściowego. W przypadku wirusa MERS droga do zakażenia człowieka prowadziła przypuszczalnie od nietoperzy przez wielbłądy. Jak wiadomo, 11 lutego Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że nowy koronawirus będzie nosił nazwę COVID-19. Jest to nowy, siódmy gatunek z tej rodziny wirusów, powodujący zachorowania u ludzi.

Jak można się zarazić nowym koronawirusem?

Wirus ten cechuje duża łatwość przenoszenia się z człowieka na człowieka. Do zakażenia dochodzi przede wszystkim drogą kropelkową, ale brane są pod uwagę również inne drogi jego szerzenia, w tym pokarmowa.

Czy chory z COVID-19 może zarażać przed wystąpieniem objawów?

Prawdopodobnie tak. Istnieje opisany klaster zachorowań, czyli grupa osób, która została zakażona przez tego samego nosiciela, nie mającego jeszcze żadnych symptomów choroby. Sytuacja taka miała miejsce w Bawarii (Niemcy).

Kto jest najbardziej narażony na zachorowanie?

Praktycznie każdy. Z dotychczasowych obserwacji w Chinach wynika, że 55 proc. chorych to osoby w wieku 15-49 lat. Najcięższe objawy rozwijają się jednak u ludzi starszych, powyżej 65. roku życia, obciążonych innymi chorobami, w tym nadciśnieniem i chorobami płuc. Natomiast dzieci i młodzież do 15. roku życia stanowią zaledwie ok. 1 proc. osób zakażonych COVID-19. Co więcej, przebieg choroby jest u nich zwykle łagodny. Trudno jednak na tym etapie formułować ostateczne wnioski. Z pewnością stan kliniczny pacjenta zależy od jego ogólnej kondycji, a także jakości dostępnej opieki medycznej. Pocieszające są informacje, że w Chinach zaledwie nieco ponad 2 proc. zakażonych stanowili pracownicy ochrony zdrowia.

Jakie są symptomy choroby?

Początkowo przypominają typowe objawy grypopodobne. Najczęściej pojawia się gorączka powyżej 38 stopni Celsjusza, kaszel, ogólne zmęczenie. Następnie mogą pojawić się bardziej poważne dolegliwości ze strony układu oddechowego: spłycony oddech, duszności i obustronne zapalenie płuc, które w formie ciężkiej wystąpiło w Chinach u 16 proc. zakażonych. Podczas stawiania diagnozy zawsze należy jednak wziąć pod uwagę, czy pacjent odbył podróż w miejsca, gdzie istnieją potwierdzone przypadki choroby, głównie do Wuhanu lub innego chińskiego miasta, lub czy ewentualnie mógł mieć kontakt z osobami, które takie podróże odbyły.

Do tej pory szacowano, że okres wylęgania się choroby waha się od 2 do 14 dni. Najnowsze dane wskazują, że może on być nawet o 10 dni dłuższy.

Z najnowszych doniesień wynika, że w Chinach średni czas inkubacji wirusa wynosi około 3 dni. Niestety, odnotowano też przypadki 24-dniowego okresu wylęgania. Potwierdzenie tej informacji z pewnością o wiele bardziej obciąży służby sanitarno-epidemiologiczne. Przypomnijmy bowiem, że wszystkie osoby z uzasadnionym podejrzeniem zakażenia powinny zostać odizolowane, także w formie świadomego, dobrowolnego pozostania w domu, w kontakcie ze służbami sanitarnymi. Jednocześnie w tym czasie powinno być u nich wykonane przynajmniej dwukrotnie badanie na obecność koronawirusa.

Jak się chronić przed koronawirusem COVID-19?

Przede wszystkim należy często myć ręce wodą i mydłem przez co najmniej 20 sekund. Nie powinno się dotykać nosa, ust oraz oczu nieumytymi rękami, a także zachowywać dystans wobec osób z objawami zakażenia. Warto unikać przebywania w dużych skupiskach ludzi oraz podróży, zwłaszcza międzykontynentalnych, w miejsca, gdzie stwierdzono przypadki zakażenia. Im mniejsza migracja, tym mniejsza szansa na rozprzestrzenianie wirusa.

Podobno w polskich aptekach zaczyna brakować maseczek ochronnych…

Po pierwsze brakuje dostaw z Chin, a po drugie wiele osób kupuje je na wszelki wypadek. W Polsce obecnie nie ma jednak uzasadnienia do ich stosowania, chyba że jako zabezpieczenia przed smogiem, ponieważ mamy sezon grzewczy. Poza tym warto mieć świadomość, że najprostsze maseczki higieniczne w większym stopniu chronią osoby z najbliższego otoczenia niż te, które je noszą, co też jest zaletą w ograniczaniu zakażeń. Jeżeli już zdecydujemy się na taką formę prewencji, to zwróćmy uwagę, czy maseczki spełniają odpowiednie normy. Powinny posiadać filtr przynajmniej klasy FFP2. Należy również regularnie je wymieniać. I pamiętajmy, że wirus może wnikać do organizmu przez błony śluzowe, a więc niezabezpieczone maseczką okolice oczu.

Jaka jest rzeczywista śmiertelność związana z koronawirusem z Wuhan?

Proporcje między zachorowaniami a zgonami wskazują, że śmiertelność związana z koronawirusem z Wuhan nie przekracza 2,5 proc. przypadków. Pamiętajmy jednak, że do zgonów dochodzi jakiś czas po zakażeniu, dlatego trudno obecnie mówić o ostatecznych statystykach. Jednocześnie warto podkreślić, że z 44 zachorowań w Europie (stan na 11.02) nie odnotowano żadnego przypadku śmiertelnego. Dwa zgony poza Chinami kontynentalnymi miały miejsce na Filipinach i w Hongkongu. Może to być efekt statystyczny — im więcej zachorowań, tym więcej przypadków śmiertelnych. Może też świadczyć to o tym, że w krajach, które mają zaawansowany system opieki zdrowotnej i mogą zapewnić swoim obywatelom dostęp do technologii podtrzymujących życie w przypadku ostrych niewydolności oddechowych, sytuacja jest opanowana.

Dla porównania, warto zdawać sobie sprawę, że co roku ponad 30 tysięcy Europejczyków umiera z powodu zakażeń lekoopornymi szczepami bakterii. Skala jest więc nieporównywalna. Oczywiście, należy zachować ostrożność i podejmować wszelkie działania prewencyjne, ale wszystko wskazuje na to, że w przypadku koronawirusa z Wuhan nie musimy obawiać się bardzo czarnego scenariusza.

11 lutego rano podano w Pekinie, że liczba ofiar śmiertelnych spowodowanych przez koronawirusa COVID-19 wzrosła w Chinach do 1016, a zakażonych jest ponad 42 tysiące osób. Jednocześnie od poprzedniego ranka zmarło 108 chorych. To najtragiczniejszy bilans na przestrzeni jednej doby od początku wybuchu epidemii.

Zgadza się. Jednocześnie jednak w ostatnich trzech dniach spadała liczba nowych przypadków zachorowań. Apogeum zgonów to wynik zakażeń z poprzednich dni, a nawet tygodni. Poza tym pamiętajmy, że przyczyną śmierci większości ofiar jest niewydolność wielonarządowa, powstająca w wyniku ciężkich zaburzeń czynności układu oddechowego. Aby zapobiec ich skutkom, często niezbędne jest podłączenie chorego do wysokiej klasy aparatury medycznej. W wyniku ogromnej liczby zachorowań w Chinach prawdopodobnie nie wszyscy potrzebujący mają do niej dostęp, co może mieć przełożenie na odsetek śmiertelnych przypadków.

Jak przebiega leczenie COVID-19?

Ma charakter objawowy. Były doniesienia o stosowaniu terapii antyretrowirusowej, ale jej efektywność nie została potwierdzona. Obecnie trwają intensywne prace badawcze. Jak do tej pory nie udało się jednak stworzyć ani skutecznych leków, ani szczepionek, które mogłyby zapobiegać zakażeniu jakimikolwiek koronawirusem.

30 stycznia WHO uznała koronawirusa z Wuhan za zagrożenie o skali międzynarodowej. Co to oznacza w praktyce?

Spodziewaliśmy się tej decyzji już kilka dni wcześniej. Jest to bardzo rozsądne posunięcie, które umożliwia lokalnym władzom na różnych szczeblach podejmowanie określonych działań czy uruchamianie pewnych środków finansowych. Na tej podstawie wiele linii lotniczych zdecydowało się np. wstrzymać połączenia z Chinami. Dzięki temu z pewnością zmniejszyło się ryzyko m.in. szybkiej migracji wirusa i rozprzestrzeniania epidemii. Z drugiej strony, większość społeczeństw zachodnich nie ma świadomości zagrożenia, jakie niosą ze sobą choroby zakaźne i na co dzień bagatelizuje dostępne środki prewencyjne. Świadczy o tym chociażby niewielki odsetek wyszczepialności, np. przeciwko grypie. O tym, że jest to realny problem, przypominają właśnie takie sytuacje, z jaką mamy do czynienia obecnie.

Czy grozi nam pandemia nowego koronawirusa?

Myślę, że podjęte działania do tego nie dopuszczą. Dobrym prognostykiem jest chociażby brak lawinowego przyrostu zachorowań poza Chinami.

ZOBACZ TAKŻE: Koronawirus SARS-CoV-2 (COVID-2019): jaka jest liczba zakażonych i ofiar śmiertelnych [AKTUALIZACJA] 

O kim mowa
Dr hab. n. med. Rafał Gierczyński, prof. NIZP-PZH, jest zastępcą dyrektora ds. bezpieczeństwa epidemiologicznego i środowiskowego Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego — Państwowego Zakładu Higieny.

Wirus w koronie, czyli co warto wiedzieć o koronawirusie
Autorzy artykułu „Coronavirus Infections - More Than Just the Common Cold” opublikowanego w Jama - Catharine I. Paules i wsp. przypominają największe epidemie i ich skutki spowodowane koronowirusem. Na razie nie można przewidzieć, jak skończy się najnowszy atak koronowirusa zapoczątkowany w grudniu 2019 r. w Chinach. Wiadomo jedno: sieje postrach na całym globie.
Nazwa koronawirus pochodzi od kolczastych koron, które można zauważyć, gdy się go ogląda pod mikroskopem. Należy on do wirusów RNA. Koronawirusy można podzielić na cztery rodzaje: alfa, beta, delta i gamma - wiadomo, że CoV alfa i beta zakażają ludzi.
Koronawirusy przez długi czas uważano za patogeny powodujące błahe przeziębienia, odpowiedzialne za 10-30 proc. zapaleń dróg oddechowych u dorosłych. Sytuacja zmieniła się w XXI w., w którym to koronawirusy spowodowały już dwie groźne epidemie odzwierzęce.
W 2002 r. w Chinach odnotowano pierwsze przypadki zespołu ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej (SARS, od ang. severe acute respiratory syndrome) spowodowanego przez wirus SARS-CoV. Zarzewiem wirusa okazały się nietoperze, a inne zwierzęta kontaktujące się z ludźmi - źródłem zakażenia.
Typowe objawy obejmowały gorączkę, kaszel, duszność i niekiedy wodnistą biegunkę. W sumie w ponad 20 krajach odnotowano 8098 przypadków, 774 osoby zmarły (blisko 10 proc.), głównie byli to pacjenci starsi i z chorobami towarzyszącymi. Udokumentowano transmisję wirusa między ludźmi, głównie w placówkach służby zdrowia. Według różnych szacunków, pandemia kosztowała globalną gospodarkę 30-100 mld dol.
W 2012 r. doszło do epidemii bliskowschodniego zespołu oddechowego (MERS, od ang. middle east respiratory syndrome) powodowanego wirusem MERS-CoV. Również w tym przypadku zaczęło się od nietoperzy, natomiast pośrednim gospodarzem były głównie wielbłądy, także dochodziło do transmisji między ludźmi. W MERS podobnie jak w SARS objawy przypominają zapalenie płuc, ale silniej wyrażone są także objawy żołądkowo-jelitowe i ostra niewydolność nerek. Według WHO ogółem odnotowano 2494 przypadki i 858 zgonów (36 proc.), głównie w Arabii Saudyjskiej. Chociaż MERS nie wywołał międzynarodowej paniki takiej jak podczas SARS, pojawienie się tego drugiego, wysoce patogennego HCoV ilustruje zagrożenie, jakie stanowi ta wirusowa rodzina. W 2017 r. WHO umieściła SARS-CoV i MERS-CoV na liście patogenów o priorytetowym znaczeniu, nad którymi należy prowadzić badania i wynaleźć środki zaradcze.
Dochodzimy do najnowszych wydarzeń. W grudniu 2019 r. w Wuhan w Chinach pojawiły się przypadki zarażenia koronawirusem. Początkowo oznaczono go skrótem 2019-nCoV, następnie SARS-CoV-2, a wywołana nim choroba otrzymała oficjalną nazwę COVID-2. Nowy koronawirus stał się w ciągu zaledwie kilku dni prawdziwym postrachem mieszkańców wszystkich regionów świata. Sytuacja nieustannie się zmienia, nie można przewidzieć trajektorii rozpowszechniania się epidemii ani jej skutków. (IKA)

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Katarzyna Matusewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.