Co mówił w styczniu br. Marek Balicki, nowo powołany minister zdrowia

15-07-2004, 00:00

Z senatorem Markiem Balickim o obecnej sytuacji w służbie zdrowia rozmawiają Magda Sowińska i Ewa Szarkowska.; Wywiad został przeprowadzony w styczniu 2004 roku.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
- Gratulujemy drugiego miejsca na liście stu najbardziej wpływowych osób w ochronie zdrowia w 2003 roku.
- Ten wynik mnie zaskoczył. Jeśli ktoś pełnił funkcję ministra zdrowia, to po odejściu ze stanowiska rzadko bywa tak dobrze oceniany. Zaskoczenie było duże, ale też satysfakcja oraz poczucie odpowiedzialności, że teraz pojawi się oczekiwanie: jak taki wpływowy, to niech wpływa.

- Właśnie. Dlaczego, kiedy obejmował pan funkcję ministra, nie zaapelował pan do prezydenta o niepodpisywanie ustawy o powszechnym ubezpieczeniu w Narodowym Funduszu Zdrowia?
- Wówczas losy tej ustawy były już rozstrzygnięte. Decyzja zapadła w grudniu. Wcześniej był okres kilkutygodniowego wstrzymania prac, kiedy marszałek Borowski konsultował ustawę z ekspertami. Wtedy rzeczywiście był dobry moment, żeby wstrzymać jej uchwalenie. Ja przyszedłem do ministerstwa już po fakcie. Stanąłem przed problemem wprowadzania ustawy w życie.
Od początku chciałem zmieniać ustawę tak, żeby ją ulepszać. Ogłosiliśmy plan działań do końca 2003 roku wraz z harmonogramem. Celem była naprawa instytucji płatnika, zarządzającej środkami publicznymi na opiekę zdrowotną. Do końca II kwartału mieliśmy opracować ujednolicone warunki kontraktowania w porozumieniu ze środowiskami medycznymi. Planowaliśmy też przygotowanie modelu alokacji środków do oddziałów wojewódzkich. A co najważniejsze, zakładaliśmy przygotowanie strategii działania rządu w ochronie zdrowia na lata 2004-2008. Strategii jednak dotychczas nie opracowano.

- Sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana, wręcz dramatyczna. Nie ma strategii, a jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który zmusza rząd do pilnej zmiany złej ustawy o NFZ.
- Dzisiaj głównym problemem jest wykonanie trudnego zadania, które wynika z orzeczenia TK. W ubiegłym roku można było nowelizować ustawę. Teraz musi powstać nowa. Wynika to z uzasadnienia do orzeczenia TK, które przedstawił prof. Marek Safjan. W tym sensie sytuacja jest kryzysowa. Zegar tyka. Mamy 10 miesięcy na cały proces legislacyjny. W tym czasie trzeba opracować, przenegocjować i uzgodnić nowe rozwiązania nie tylko z partnerami społecznymi, ale przede wszystkim z opozycją, a później uchwalić ustawę. Ponadto jeśli w styczniu 2005 r. placówki mają otrzymywać pieniądze według nowych zasad, to te muszą być znane kilka miesięcy wcześniej. Czyli czasu jest naprawdę niewiele. Trzeba wziąć kalendarz, określić zadania, ustalić harmonogram i energicznie działać.
Nowa ustawa musi mieć nie tylko dobre rozwiązania merytoryczne, ale także zapisy poprawne pod względem prawnym, aby uniknąć grzechu, który był popełniony przy tworzeniu ustawy o kasach chorych i NFZ.
Inna sprawa to proces polityczny. Konieczne jest uzgodnienie pomiędzy partiami politycznymi kluczowych elementów systemu opieki zdrowotnej. Chodzi o koszyk świadczeń gwarantowanych, zasady korzystania z usług, kształt i strukturę instytucji płatnika, zasady finansowania świadczeniodawców, sposób nadzoru i kontroli. Nie może obejść się bez otwartej debaty publicznej. Porozumienie polityczne powinno być zawarte przez liderów ugrupowań politycznych, aby nie było później kwestionowane. Opozycja musi wziąć część odpowiedzialności, a zarazem mieć wpływ na to, co będziemy zmieniać w ochronie zdrowia. Żeby za półtora roku nie było zawracania do punktu wyjścia.

- Jakie są szanse na osiągnięcie takiego konsensusu?
- Trudno powiedzieć. Po ogłoszeniu orzeczenia TK powiało euforią. Oto zła ustawa o NFZ została unieważniona i teraz szybko skonstruujemy nową, która zadowoli wszystkich. Nic bardziej złudnego. Już pierwsza debata w Sejmie pokazała, że po pierwsze - siły polityczne nie mają gotowych ustaw, a po drugie - wśród samej opozycji, choćby między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską, rozbieżności są bardzo duże.
Zadanie stworzenia sprawnej instytucji finansującej świadczenia zdrowotne i prawidłowych relacji między nią a świadczeniodawcami jest trudne. Ale zrobione być musi. I z tym się większość zgadza.

- Jaki był pana pomysł na doskonalenie instytucji płatnika?
- Powinna to być instytucja publiczna, dobrze zorganizowana, zdecentralizowana, która ma niskie koszty własne, funkcjonuje pod kontrolą społeczną i skutecznym nadzorem, który gwarantuje, że pieniądze będą wydawane właściwie i rozsądnie.
Nie należy jednak ograniczać źródeł finansowania do obowiązkowej składki na powszechne ubezpieczenia zdrowotne. Trzeba także otworzyć drogę dla ubezpieczeń dobrowolnych. Chodzi o to, aby rozszerzać zakres decydowania obywateli w sprawach wydatków na swoje zdrowie. Taka decyzja musi być podjęta, a ułatwi ją debata nad koszykiem usług gwarantowanych. Prawdopodobne jest też, że będą wprowadzone niewielkie dopłaty do części świadczeń gwarantowanych.
Politycy, a Polska jest tego najlepszym przykładem, mają skłonność do ograniczania finansowania opieki zdrowotnej. Obywatele, kiedy podejmują decyzję o swoim leczeniu, mają skłonność do większych wydatków, bo zdrowie jest wysoko cenioną wartością.
Obowiązkowe składki zdrowotne są u nas relatywnie niższe niż w innych krajach europejskich. Tym bardziej więc potrzebujemy dodatkowych środków z prywatnych ubezpieczeń.

- Czy gdyby pana poproszono o pomoc merytoryczną, to ma pan gotowy projekt zmian w systemie?
- Wiem, co trzeba zrobić i jakie rozwiązania przyjąć, co wymaga decyzji politycznych, a do czego potrzebni są profesjonaliści. Pisanie ustaw to nie zadanie dla parlamentarzystów. Od tego są właśnie specjaliści i eksperci. Parlamentarzyści mają uchwalać ustawy. Na marginesie - dziwię się niektórym ekspertom, którzy chętnie oceniają różne rozwiązania, lecz sami nic nie przygotowali.
A wracając do pytania - chętnie będę współpracował nad nową ustawą, podzielę się swoją wiedzą i przemyśleniami, zanim jeszcze dokument trafi do Senatu. W trudnych sytuacjach nigdy nie odmawiam, a co dopiero, gdy zadanie jest tak ważne i porywające.

- Pojawiły się głosy, że jedyną osobą, która może doprowadzić do kompromisu w sprawie zasad organizacji ochrony zdrowia w Polsce jest prezydent.
- Kancelaria Prezydenta nie jest miejscem, gdzie może powstać projekt reformy opieki zdrowotnej. Do tego odpowiednie zaplecze ma rząd i ministerstwo zdrowia. Natomiast prezydent może odegrać ważną rolę w procesie politycznym. Może pomóc liderom partii politycznych w uzgodnieniu porozumienia w najważniejszych kwestiach. Prezydent czuwa nad bezpieczeństwem obywateli, w tym nad bezpieczeństwem zdrowotnym. A ono zależy od przyjętych rozwiązań.
Może warto powtórzyć spotkanie u prezydenta dotyczące zdrowia, tym razem jednak poświęcone pracom nad ustawą - z udziałem szefów klubów parlamentarnych i prezydiów komisji zdrowia z Sejmu i Senatu, a także przedstawicieli partii, które są poza parlamentem. Jak najszybciej powinno nastąpić podpisanie porozumienia - w świetle kamer, żeby nikt nie podważał potem wyniku uzgodnień.

- Czy wszyscy uczestnicy sceny politycznej dojrzeli do takiego spotkania?
- To - jak przy grze w karty - trzeba sprawdzić. Gdyby kierować się rozsądkiem i odpowiedzialnością, nie ma innego wyjścia. W niektórych kwestiach udało się przecież uzyskać zgodę, np. w sprawie akcesji do Unii Europejskiej, reformy emerytur czy obecności w Iraku.

- Dobrze pan zna ministra zdrowia Leszka Sikorskiego, bo to pan wystąpił o powołanie go na sekretarza stanu. Czy jest w stanie sprostać wyzwaniu, przed którym stoi?
- Minister nie ma wyjścia i musi je podjąć. Jak będzie - zobaczymy. Z pewnością nie będzie łatwo. Trzeba życzyć nam wszystkim, żeby to się udało. A biorącym bezpośredni udział w tym procesie należy życzyć odwagi i porozumienia. To dwie rzeczy, które są teraz najbardziej potrzebne. Bardzo groźne byłoby kunktatorstwo, ale i narzucenie nieakceptowanych rozwiązań. Nieodzowna jest także debata publiczna, nawet jeśli będzie trudna.
Minister Sikorski znalazł się w wymarzonej dla polityka sytuacji. Ma bardzo duże możliwości wpłynięcia na cały proces zmian w systemie ochrony zdrowia. Rzadko się zdarza mieć takie możliwości. To duża rzecz i wielkie wyzwanie, a zarazem znaczna odpowiedzialność.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj

Puls Medycyny

Inne / Co mówił w styczniu br. Marek Balicki, nowo powołany minister zdrowia
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.