Chorzy na zaawansowanego raka jelita grubego chcą być leczeni po europejsku

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 21-02-2019, 13:46

Wielu chorych na zaawansowaną postać raka jelita grubego po zakończeniu pierwszych dwóch linii leczenia jest jeszcze w dobrym stanie ogólnym. Mogliby pracować i cieszyć się życiem, ale w Polsce lekarze nie mają dla nich żadnej innej opcji terapeutycznej. Organizacje pacjentów składają do ministra zdrowia kolejne petycje, mając nadzieję, że zgodzi się wreszcie na refundację trzeciej i czwartej linii leczenia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Chciałabym odczarować ogólny wizerunek pacjenta z zaawansowaną chorobą nowotworową, który jest osobą niesprawną, wymagającą permanentnej opieki. Oczywiście, jest grupa chorych, podlegających opiece paliatywnej i hospicyjnej. Ale wśród osób, które leczymy, jest cała armia takich, które pełnią swoje role społeczne, rodzinne, niejednokrotnie zawodowe. Do takich pacjentów adresujemy nasze sekwencyjne leczenie – stwierdziła dr n. med. Barbara Radecka, ordynator Oddziału Onkologii Klinicznej w Opolskim Centrum Onkologii, podczas konferencji poświęconej sekwencyjnemu leczeniu nowotworów, którą zorganizowano z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem.  

W opinii dr Radeckiej to, że chorzy na nowotwory, w tym na raka jelita grubego, żyją coraz dłużej, jest efektem m.in. zwiększającej się dostępności kolejnych linii leczenia. „Kiedy zaczynałam pracę, średnie przeżycie pacjentów z zaawansowanym rakiem jelita grubego wynosiło 4-6 miesięcy. Dzisiaj jest to około 40 miesięcy, a wielu chorych przeżywa dłużej” – powiedziała.

Dwie linie leczenia są, brakuje jeszcze dwóch 

Onkolodzy kliniczni podkreślają, że w ostatnich latach w Polsce poprawił się dostęp do leczenia dla chorych na zaawansowanego raka jelita grubego, zwłaszcza do terapii biologicznych. 

Prof. dr hab. Marek Wojtukiewicz, kierownik Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, przypomniał, że zmienił się paradygmat leczenia nowotworów. „To leczenie stało się mniej toksyczne, jego celem jest nie tylko osiągnięcie efektu. W związku z tym chorzy, którzy nie są już poddawani tak wyniszczającej, toksycznej terapii, a jednocześnie otrzymują skuteczniejszą, z użyciem leków ukierunkowanych na cele molekularne, żyją dłużej, pozostają w lepszym stanie ogólnym i docierają do kolejnych linii leczenia” – tłumaczył podczas konferencji w warszawskim Centrum Onkologii prof. Wojtukiewicz.

Problemem jest jednak brak tych kolejnych linii. „Dzisiaj tak naprawdę jesteśmy w stanie zaoferować chorym dwie linie leczenia. W wybranych grupach, przy odpowiednim korzystaniu z dostępnych opcji, ewentualnie trzy linie leczenia. Oczekujemy jeszcze na refundację leków, które będzie można zastosować w późniejszym czasie, po to żeby realnie przedłużyć życie pacjentom” – mówiła dr Barbara Radecka.

Prof. Wojtukiewicz przypomniał, że leki ukierunkowane na cele molekularne trafiły najpierw do III linii leczenia zawansowanego raka jelita grubego, ale zastosowane w I linii dają znacznie lepszy efekt w postaci wydłużenia czasu przeżycia i czasu do progresji choroby. I do I linii zostały skierowane. Pierwszy z nich, cetuksymab, w lipcu 2017 r., a drugi, panitumumab, na początku 2018 r. „Jeśli te leki zostaną zastosowane w pierwszej linii leczenia, to raczej nie powinno się ich stosować w trzeciej linii, bo nie ma przekonujących dowodów na skuteczność takiego postępowania” – powiedział prof. Wojtukiewicz.

Do II linii wprowadzono natomiast dwa preparaty atyangiogenne. Jeden z nich, bewacyzumab, jest stosowany również w I linii leczenia, drugim jest aflibercept. One również przedłużają życie.

Na refundację czekają pacjenci i lekarze

„Jeżeli chorzy przetrwają drugą linię leczenia, a zazwyczaj im się to udaje, i dochodzi u nich do kolejnego nawrotu, powinniśmy u nich zastosować trzecią linię leczenia. Najlepiej, gdyby były to preparaty o innym mechanizmie działania” – podkreślił szef Kliniki Onkologii UM w Białymstoku.

Dwa takie preparaty – regorafenib i triflurydyna z typiracylem, zostały kilka lat temu zarejestrowane w UE i w wielu krajach są już dostępne. W Polsce czekają wciąż na refundację. Pierwszy z nich jest inhibitorem kinaz białkowych, drugi to lek cytotoksyczny stanowiący połączenie dwóch substancji czynnych. W opinii prof. Wojtukiewicza onkologom najbardziej brakuje triflurydyny z typiracylem, ponieważ – jak podkreśla – jest to preparat bardzo dobrze tolerowany przez chorych i nie powoduje bardzo poważnych efektów ubocznych, które mogą się pojawić po leczeniu regorafenibem, zwłaszcza u osób starszych. 

„Pojawiają się kolejne listy refundacyjne, a tego preparatu wciąż na nich nie ma” – podsumował swoją wypowiedź prof. Wojtukiewicz.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.