Chorzy na SM chcą być aktywni, chcą pracować, nie przechodzić na rentę

Oprac. Ewa Kurzyńska
aktualizacja: 24-04-2018, 17:32

Co można zrobić, by polepszyć sytuację chorych na stwardnienie rozsiane w Polsce? Jakie są szanse na przedłużenie leczenia natalizumabem, który mogą oni obecnie otrzymywać nie dłużej niż pięć lat? Te i inne ważne dla tej grupy pacjentów zagadnienia poruszyli uczestnicy spotkania zorganizowanego w kwietniu w ramach platformy dyskusyjnej „Dialog dla zdrowia”.

Spotkanie dyskusyjne poświęcone sytuacji chorych na SM redakcja „Pulsu Medycyny” po raz pierwszy zorganizowała trzy lata temu. Od tamtej pory poprawiły się możliwości leczenia tych pacjentów. Kolejki oczekujących na włączenie do programów lekowych skróciły się, a na liście leków refundowanych w terapii SM znalazły się nowe substancje czynne. Wyzwań jednak wciąż nie brakuje.

Wyświetl galerię [1/7]

Lek. Stanisław Rusek: W ubiegłym roku uległy modyfikacji kryteria rozpoznania SM, dzięki czemu możemy wcześniej niż dotychczas postawić diagnozę i wprowadzić leczenie. Fot. Tomasz Pikuła

Najbardziej palącym problemem wydaje się obecnie kontynuacja leczenia drugoliniowego. Dotychczas terapia dwoma farmaceutykami z tej grupy była ograniczona do pięciu lat. W marcu Ministerstwo Zdrowia zdecydowało, że jeden z leków może być stosowany dłużej niż 60 miesięcy. Dzięki temu chorzy nie muszą obawiać się utraty dostępu do skutecznej terapii. Zarówno chorzy, jak i lekarze oczekują podobnej decyzji w odniesieniu do natalizumabu oraz pacjentów JCV-dodatnich.

O tym, dlaczego to takie pilne oraz o innych zagadnieniach związanych z terapią SM dyskutowali: prof. dr hab. n. med. Halina Bartosik-Psujek z Kliniki Neurologii Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, Joanna Parkitna, p.o. dyrektora Wydziału Oceny Technologii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, dr n. med. Jakub Gierczyński z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, lek. Stanisław Rusek, specjalista neurolog ze Szpitala Specjalistycznego im. Ludwika Rydygiera w Krakowie, Malina Wieczorek, prezes Fundacji SM — Walcz o siebie oraz Tomasz Połeć, przewodniczący Polskiego Towa-rzystwa Stwardnienia Rozsianego.

SM — jaka jest dziś skala problemu?

Prof. Halina Bartosik-Psujek

Stwardnienie rozsiane jest jedną z najczęstszych chorób diagnozowanych w neurologii, która dotyczy ludzi młodych. Nie mamy w Polsce rejestru tych chorych, ale opierając się na danych z NFZ i z coraz pełniejszego rejestru z województwa świętokrzyskiego, możemy powiedzieć, że ok. 46 tys. osób w naszym kraju boryka się z SM w różnych okresach choroby. Są też dane, które mówią, że może być nawet 60 tys. chorych.

SM jest chorobą z autoagresji o nieustalonej przyczynie. Badacze na całym świecie niestrudzenie szukają mechanizmów spustowych, których identyfikacja pozwoliłaby na ostateczne zwycięstwo w walce z SM. W następstwie choroby dochodzi do niszczenia osłonki mielinowej, a z czasem pozostałych struktur OUN. To skutkuje wystąpieniem objawów neurologicznych: zaburzeniami widzenia, czucia, zaburzeniami motorycznymi w wyniku postępujących niedowładów. Chorzy mają problemy z równowagą, koordynacją ruchową, kontrolą pęcherza moczowego. Właściwie niewiele jest objawów neurologicznych, których nie znajdujemy u pacjentów z SM.

Choroba najczęściej zaczyna się w okresie wczesnej dorosłości. Pierwszy szczyt zachorowań notujemy u osób w wieku 20-30 lat, drugi — po 40. roku życia. Klasyczny przebieg schorzenia z rzutami i remisjami występuję u 2/3 chorych i po kilkunastu latach przechodzi w postać wtórną-postępującą. Trzecia postać choroby, czyli pierwotnie postępująca, charakteryzuje się systematycznie pogłębiającymi się deficytami neurologicznymi od samego początku. Warto zauważyć, że na SM częściej chorują kobiety. Kiedyś na jednego chorego mężczyznę przypadały średnio 2 pacjentki. Dziś te proporcje na całym świecie wynoszą już 1 do 3.

Lek. Stanisław Rusek

Żaden z leków stosowanych w SM nie doprowadzi do wyleczenia. Na razie nie ma takich możliwości. Wszystkie podejmowane działania są nakierowane na zahamowanie postępu choroby, by utrzymać pacjentów jak najdłużej w dobrej sprawności. Zarówno badania, jak i praktyka kliniczna pokazują, że największy sens ma wczesne leczenie, bo daje najlepsze efekty terapeutyczne. Na początku choroby dominują zmiany zapalne, na które możemy skutecznie oddziaływać za pomocą większości leków. Na skutek mechanizmów zapalnych dochodzi do demielinizacji, którą jeszcze możemy hamować. Natomiast w fazie postępującej choroby w zasadzie niewiele możemy już zrobić, gdyż wówczas proces chorobowy wpływa degradacyjne na aksony. Na szczęście w ubiegłym roku uległy modyfikacji kryteria rozpoznania SM, dzięki czemu możemy wcześniej niż dotychczas postawić diagnozę i wprowadzić leczenie.

 

Dr Jakub Gierczyński

Trzeba podkreślić, że polscy chorzy na stwardnienie rozsiane mają dostęp do wszystkich zarejestrowanych w Unii Europejskiej leków na tę chorobę. Pozostaje pytanie: w jakim wymiarze i czy zgodnie ze standardami klinicznymi, których realna implementacja ma zapewnić jednorodność i ten sam standard leczenia SM we wszystkich krajach Europy. Patrząc na statystyki, w naszym kraju do leczenia modyfikującego przebieg choroby ma dostęp co trzeci zdiagnozowany chory, w Unii Europejskiej średnio co drugi. Jednak najnowszy MS Barometer 2015, opracowany przez Platformę Stwardnienia Rozsianego (EMSP) pokazuje, że w krajach o PKB podobnym do Polski, takich jak Czechy, z leczenia korzysta 50 proc. pacjentów z SM, a w Grecji — 65 proc.

Niestety, dostęp do leków drugiej linii wciąż pozostawia w Polsce wiele do życzenia. To leki, które weszły w Polsce do refundacji w 2013 roku, a cała Europa miała do nich dostęp około 5 lat wcześniej. Dziś tylko co dziesiąty chory na SM w Polsce ma dostęp do leczenia drugiej linii (ok. 9 proc. leczonych chorych, czyli ok. 1 tys. z 12 tys. leczonych), podczas gdy w Europie średnio co czwarty.

Kiedy nastąpi przedłużenie terapii w ramach drugiej linii leczenia?

Malina Wieczorek

Należy oddać sprawiedliwość Ministerstwu Zdrowia i podkreślić, że dużo dobrego dla pacjentów z SM wydarzyło się w ciągu ostatnich trzech lat. Na plus trzeba z pewnością policzyć fakt, że od marca chorzy otrzymujący fingolimod, czyli jeden z dwóch leków dostępnych w drugiej linii leczenia, mogą go przyjmować dłużej niż przez pięć lat. Na podobne zezwolenie czekają pacjenci leczeni natalizumabem.

Kolejna ważna sprawa: w przypadku natalizumabu polscy pacjenci JCV+ wciąż nie mogą być leczeni tym lekiem, mimo że w ChPL nie ma takiego wykluczenia. Na świecie są procedury monitoringu zapewniające bezpieczeństwo leczenia takim osobom. U nas takiej możliwości lekarze nie mają, ponieważ program to wyklucza. Reasumując, lekami drugiej linii leczy się w Polsce tylko 9 proc. chorych, w Europie blisko 30 proc. To efekt tego, że kryteria włączania do programów lekowych są u nas dużo bardziej rygorystyczne.

Tomasz Połeć

Obecna sytuacja, związana z faktem, że nie wiadomo dokładnie, od kiedy i czy na pewno będzie przedłużenie leczenia natalizumabem, jest dla pacjentów przyjmujących ten lek ogromnym stresem. Codziennie odbieramy telefony od ludzi, którym w czerwcu kończy się możliwość korzystania z tego programu lekowego. To osoby, które nie poddały się chorobie: założyły rodziny, wzięły kredyty, pracują. Leki im pomagają, a ich odstawienie byłoby dramatem. Chory pozbawiony terapii może doznać rzutów SM, szybko postępujących jeden za drugim, które go doprowadzą do poważnej niepełnosprawności. To z medycznego i czysto ludzkiego punktu widzenia sytuacja nie do zaakceptowania. Dziś ci pacjenci żyją niejako w zawieszeniu. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, gdyż przewlekły stres może wywołać rzut choroby.

 

Dyr. Joanna Parkitna

Zarówno prezes AOTMiT, jak i Rada Przejrzystości zwracali uwagę na ważne elementy, które przemawiają za przedłużeniem leczenia pacjentów powyżej 60 miesięcy dwoma lekami tzw. drugiej linii. Przede wszystkim pod uwagę wzięto wyniki kliniczne, które dowodzą, że stosowanie tych leków przekłada się na mniej rzutów choroby i większą stabilność stopnia niepełnosprawności.

Dr Jakub Gierczyński

Wydaje się, że Ministerstwo Zdrowia rozumie problem, bierze pod uwagę argumenty kliniczne oraz dobro pacjenta. Jestem przekonany, że to sytuacja, która skończy się dobrze. Skoro przedłużono możliwość stosowania jednego leku dłużej niż pięć lat, to nie widzę możliwości, żeby w przypadku drugiego leku było inaczej.

Czy kryteria włączania do programów terapeutycznych są w Polsce zbyt rygorystyczne?

Prof. Halina Bartosik-Psujek

Kryteria włączania do leczenia immunomodulującego dotyczą pacjentów, którzy borykają się z postacią SM przebiegającą z rzutami i remisjami. Z ogólnej liczby chorych to ok. 70 proc. pacjentów. Do programu terapeutycznego kwalifikują się pacjenci, którzy wykazują aktywność choroby, czyli albo mają rzut SM, albo aktywne zmiany w MRI. To są kryteria uznane na całym świecie, pozwalające na włączenie pacjenta do terapii pierwszej linii. Pod tym względem nie odbiegamy od innych krajów. Problem pojawia się natomiast w razie konieczności zastosowania leków drugiej linii, co jest konieczne w przypadku nieskuteczności leków pierwszego rzutu.

Obecnie, aby pacjent został włączony do leczenia drugiej linii, muszą u niego wystąpić dwa rzuty choroby lub przynajmniej jeden ciężki oraz konieczne jest jednocześnie wystąpienie więcej niż dwu aktywnych ognisk demielinizacyjnych w badaniu MRI. Są to wymagania większe, niż przyjmuje się w charakterystykach produktów leczniczych leków drugiej linii. Takie podejście odcina wielu chorych od skutecznego leczenia. Czekamy, aż choroba bardziej się rozwinie. Świat tymczasem przyjął inną zasadę: gdy pacjent jest leczony i wystąpi ciężki rzut, to lek uznaje się za nieskuteczny. Stosowane w Polsce kryteria są barierą zbyt mocno odgraniczająca dostęp do leków drugiej linii. Z tej szansy korzysta w naszym kraju tylko niewiele ponad tysiąc pacjentów. Tymczasem obserwacje z innych krajów pokazują, że ok. 30 proc. chorych nie odpowiada na terapię pierwszej linii. Dlatego uważam, że w naszym kraju pacjentów leczonych lekami drugiej linii powinno być dwa razy więcej niż obecnie.

Lek. Stanisław Rusek

Kryteria kwalifikacji do programów terapeutycznych drugiej linii powinny zostać, ale należy je ustalić a podstawie danych z CHPL i wytycznych europejskich. Obecne są zbyt surowe. Uważam, że takim kryterium na pewno powinny być rzut choroby i wyznacznik rezonansowy, ale znacznie niżej ustawiony, np. jedna nowa zmiana aktywna lub dwie zmiany w sekwencji T2. To pokazuje, że pacjent nie odpowiada na leczenie i powinien mieć dostęp do bardziej skutecznej terapii.

Joanna Parkitna

Trzeba podkreślić, że treść programu lekowego, w tym kryteria kwalifikacji pacjentów są uzgadniane pomiędzy wnioskodawcą a ministrem zdrowia. W procesie tym minister może się posiłkować opiniami NFZ oraz zaproszonych ekspertów, ale ostateczna treść programu to konsensus dwóch stron postępowania administracyjnego. I dopiero taki uzgodniony program lekowy wraz z wnioskiem refundacyjnym trafia do AOTMiT. Podstawą formułowania kryteriów kwalifikacji pacjentów do programu lekowego są oczywiście przesłanki kliniczne, co nie znaczy że kryteria te nie mogą być węższe w stosunku to tych opisanych w CHPL. Przyczyn, dla których przyjęto takie zapisy, może być wiele. Agencja w trakcie przygotowywania analizy weryfikacyjnej wniosku refundacyjnego dwukrotnie (pierwszy raz kierując zapytania o opinie do ekspertów klinicznych oraz organizacji pacjenckich, a drugi raz w ramach konsultacji społecznych) daje możliwość zgłoszenia krytycznych uwag również do treści programu lekowego. Uwagi te zbierane są skrupulatnie i przedstawiane wraz z całą zgromadzoną dokumentacją ministrowi zdrowia.

Co zmieniło wpisanie fumaranu dimetylu na listę leków refundowanych?

Lek. Stanisław Rusek

Na pewno w ciągu ostatnich dwóch lat w pewnym zakresie poprawiła się sytuacja pacjentów. Wprowadzony w 2016 roku na listę refundacyjną fumaran dimetylu stał się pośrednikiem między dwoma liniami leków. Wcześniej, gdy odpowiedź na leczenie nie była zadowalająca, czekaliśmy na spełnienie przez pacjenta obu wspomnianych wcześniej kryteriów. A cenny czas uciekał. Teraz, gdy u pacjenta przyjmującego np. interferon zauważamy coś niepokojącego, to płynnie przechodzimy na fumaran dimetylu, który jest dostępny w pierwszej linii leczenia. Poszerzenie portfolio leków sprawiło, że od około 18 miesięcy mniej pacjentów potrzebuje przejścia na drugą linię leczenia niż to było jeszcze dwa lata temu. To widać w naszym krakowskim ośrodku, gdzie mamy pod opieką w sumie blisko 500 pacjentów z SM. W pierwszej linii jest to 410 osób, w drugiej — 45.

Dyskutując o dostępie do nowoczesnych terapii, chcę podkreślić, że w naszym szpitalu pacjenci nie mają trudności w tym zakresie. Chorzy od wielu lat mają dostęp do wszystkich środków na SM zarejestrowanych i refundowanych w Polsce. Tego dostępu nie ograniczają kolejki. Myślę, że jest to w dużej mierze zasługa prężnie działającego oddziału NFZ w Małopolsce, gdzie od dawna wykazywano duże zrozumienie dla potrzeb pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Pewnym zawirowaniem w ostatnim czasie były ograniczenia czasowe stosowania leków drugiej linii. Teraz problem dotyczy już tylko natalizumabu, ale jestem przekonany, że urzędnicy i w tym przypadku podejmą decyzję zgodną z aktualną wiedzą medyczną i to administracyjne uchybienie po prostu zniknie.

Malina Wieczorek

Pacjentom zależy na tym, by wybór opcji terapeutycznych był jak najszerszy. Korzystnym zjawiskiem jest skracanie się kolejek do leczenia. Są szpitale w Polsce, gdzie pacjenci są włączani do programów terapii niemal na bieżąco, tak jest np. w Krakowie czy Rzeszowie.

 

Czy podział na leki pierwszej i drugiej linii jest potrzebny?

Prof. Halina Bartosik-Psujek

Powinniśmy dążyć do takiego modelu prowadzenia pacjenta, który pozwoliłby lekarzowi na takie leczenie, jakie uważa, że będzie dla chorego najlepsze w danym momencie. Mówią o tym najnowsze wytyczne. Podział na leki pierwszej i drugiej linii to nasza polska specyfika, efekt wewnętrznych ustaleń. W większości krajów podejście jest inne: lek jest skuteczny albo nie. Jeżeli nie, to szukamy innego. W tej chwili mamy 11 preparatów zarejestrowanych do leczenia SM w postaci z rzutami i remisjami. Są to silne leki, aktywnie ingerujące w immunologię. Zmiana jednego leku na inny nie jest prostą sprawą. Ważna jest m.in. określona kolejność stosowania, choroby współistniejące, plany prokreacyjne, wiek pacjenta itd. Trzeba wziąć pod uwagę, jakie będą następstwa terapii po kilku, kilkunastu latach. To ogromne wyzwania dla lekarzy.

Dziś mamy w naszym kraju 130 ośrodków, które mogą leczyć lekami pierwszej linii i 57, które mogą stosować wszystkie opcje terapeutyczne. Wśród nich jest wiele placówek, które mają pod opieką mniej niż 30 pacjentów z SM. Rodzi się pytanie: czy lekarz, który widzi chorego na stwardnienie rozsiane tylko od czasu do czasu, ma szansę zdobyć wystarczające doświadczenie, by skutecznie i bezpiecznie stosować leki immunomodulujące?

Joanna Parkitna

Nowe wytyczne odnoszą się do tego zagadnienia. Podkreśla się w nich, że pacjenci z SM powinni być leczeni tylko w tych ośrodkach, które mają odpowiednią infrastrukturę i doświadczenie oraz wyspecjalizowaną w leczeniu SM kadrę medyczną.

Jaka jest aktywność społeczna chorych na stwardnienie rozsiane?

Dr Jakub Gierczyński

Dziś inwestujemy 300 mln zł rocznie w leczenie modyfikujące przebieg choroby w ramach obu programów lekowych, w tym w terapię drugiej linii ok. 60 mln zł. To inwestycje, które warto ponosić. Wystarczy przestudiować publikację prof. Krzysztofa Selmaja z 2017 r., w której wykazano, że 59 proc. chorych na SM pracowało. Wprawdzie 85 proc. z obniżoną produktywnością z powodu choroby (absenteizm i prezenteizm), ale pracowało. Potwierdziły to również dane ZUS — w 2015 roku renty spowodowane SM pobierało 19 tys. osób, czyli ok. 42 proc. chorych zdiagnozowanych w Polsce. To znaczy, że 58 proc. z ok. 45 tys. chorych na stwardnienie rozsiane pracuje. Co więcej, absencja z tytułu SM w 2016 roku spadła po raz pierwszy od kilku lat. Jednocześnie zmniejszają się koszty pośrednie utraty produktywności chorych na stwardnienie rozsiane. Jest to między innymi zasługa poprawiającego się dostępu chorych do skutecznych terapii.

Malina Wieczorek

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu każda osoba z SM przechodziła na rentę. Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Ludzie chcą być aktywni, chcą pracować. To się uda pod warunkiem, że poprawi się dostęp do leków drugiej linii.

Jakie są najpilniejsze potrzeby tej grupy pacjentów?

Prof. Halina Bartosik-Psujek

Powinny być zmienione niedociągnięcia, które przeszkadzają w programach terapeutycznych. Po pierwsze, konieczne jest przedłużenie leczenia dla obu leków drugiej linii. Po drugie, należy zmienić kryteria nieskuteczności terapii i kryteria dopuszczenia do drugiej linii leczenia, aby były zgodne z ChPL i z tym, co się stosuje na całym świecie. Trzecia ważna kwestia to zorganizowanie leczenia SM w Polsce w taki sposób, aby wiedzy i doświadczenia lekarza nie ograniczały surowe obostrzenia administracyjne. Ideałem byłoby stworzenie jednego programu leczenia stwardnienia rozsianego z wszystkimi refundowanymi lekami, w ramach którego neurolog prowadzący chorego mógł swobodnie dobrać najlepszy lek dla pacjenta, a w razie potrzeby — zmienić go w zależności od aktywności klinicznej, obrazu choroby, konkretnego przypadku. Ostatnia kwestia to zadbanie, aby w ramach takiego wzorcowego modelu terapii zorganizowano administracyjną obsługę programu, np. przez sekretarki medyczne. Obecnie jest to dla lekarzy ogromne obciążenie.

 

Joanna Parkitna

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji podejmuje działania jedynie z chwilą otrzymania zlecenia od ministra zdrowia. Jeżeli zatem otrzymamy zlecenie dokonania oceny nowego, zmienionego programu lekowego leczenia pacjentów z SM, to — korzystając z już zdobytych doświadczeń w ocenie leków w programie leczenia SM oraz opierając się na aktualnej wiedzy klinicznej — taką ocenę przeprowadzimy. Chcę jednak zwrócić uwagę, że nie tylko przesłanki kliniczne będą warunkować ewentualne przyszłe zmiany w programie lekowym. Myślę, że pod tym względem wiele zależy od stanowiska negocjacyjnego podmiotów odpowiedzialnych dla omawianych leków, ale to już rola Komisji Ekonomicznej MZ.

Dr Jakub Gierczyński

Stwardnienie rozsiane może być wkrótce w Polsce modelowym przykładem tego, jak zastosowanie właściwego zarządzania chorobą i zmianami systemowymi, spełniającymi wymogi opieki koordynowanej oraz ochrony zdrowia zorientowanej na wartość, może prowadzić do poprawy stanu zdrowia chorych, racjonalizacji wydatków NFZ oraz zahamowania wzrostu kosztów pośrednich. Może być przykładem sukcesu, który można odnieść w polskim systemie ochrony zdrowia dzięki współpracy pomiędzy wszystkimi jego interesariuszami oraz prowadzeniu konsekwentnej polityki zdrowotnej.

 

Tomasz Połeć

Pocieszające jest to, że nie rozmawiamy już w Polsce o tym, czy leczyć chorego, ale o zmianach w systemie, które mogą pomóc w zapewnieniu jeszcze lepszej opieki. To, co wydaje się ważne, to włączenie do tych rozmów innych resortów niż Ministerstwo Zdrowia — mam na myśli Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Trzeba uświadomić decydentom, że inwestycja w chorego na SM, państwu, jako instytucji, po prostu się opłaca.

Lek. Stanisław Rusek

Chcę podkreślić, że ważnym elementem terapii pacjentów z SM jest także rehabilitacja. Rzuty choroby zdarzają się nawet mimo leczenia. Dlatego leczenie farmakologiczne powinno być wpierane usprawnianiem, najlepiej w warunkach szpitalnych. Potrzebne są oddziały, gdzie pacjenci ze stwardnieniem rozsianym, będący na różnych etapach choroby, mogliby liczyć na wsparcie specjalistów rehabilitacji.

 

Dwa pytania do Ministerstwa Zdrowia

Czy pięcioletni program lekowy dla pacjentów z SM leczonych w II linii natalizumabem zostanie przedłużony?

Odnośnie do refundacji leku Tysabri (natalizumab) po upływie pięcioletniego okresu terapii wyjaśniam, że przedmiotowy wniosek refundacyjny został już oceniony przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). W rekomendacji nr 31/2016 z dnia 2 czerwca 2016 r. prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji w sprawie objęcia refundacją produktu leczniczego Tysabri (natalizumab) stosowanego w ramach programu lekowego „Leczenie stwardnienia rozsianego po niepowodzeniu terapii lekami pierwszego rzutu lub szybko rozwijającej się ciężkiej postaci stwardnienia rozsianego (ICD-10 G35)” — w zakresie leczenia przez czas dłuższy niż 5-letni okres terapii prezes Agencji zarekomendował objęcie refundacją przedmiotowego produktu leczniczego we wnioskowanym zakresie. Po pierwszym posiedzeniu negocjacyjnym z zespołem Komisji Ekonomicznej (na wniosek podmiotu odpowiedzialnego) wniosek został zawieszony, co oznacza, że do czasu jego odwieszenia przez wnioskodawcę nie może być wykonywana żadna czynność w przedmiotowej sprawie.

Jaka jest szansa zniesienia ograniczenia w programach lekowych SM oraz podziału na I i II linię leczenia?

Odpowiadając na pytanie o ew. połączenie programów I i II linii, informuję, że obecnie ta kwestia jest analizowana przez resort i w tym momencie nie jest możliwe udzielenie jednoznacznej odpowiedzi w tym zakresie.

Pragnę podkreślić, że realizując politykę zdrowotną państwa minister zdrowia kieruje się zasadami medycyny opartej na dowodach naukowych (EBM) oraz oceny technologii medycznych (HTA), co zapewnia przejrzystość i racjonalność podejmowanych decyzji o alokacji środków publicznych. Środki finansowe przeznaczone na refundację są ograniczone, zatem istotne jest racjonalne wprowadzanie na wykazy kolejnych opcji terapeutycznych.

Krzysztof Jakubiak, dyrektor Biura Prasy i Promocji MZ

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. Ewa Kurzyńska

Puls Medycyny

Neurologia / Chorzy na SM chcą być aktywni, chcą pracować, nie przechodzić na rentę
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.