Chłopiec poparzony „Kretem” wkrótce wróci do domu

Jolanta Grzelak-Hodor
opublikowano: 10-08-2010, 00:00

10 sierpnia 2010 roku – to dzień, w którym 3-letni Adrian zaczął się uczyć jeść na nowo. Chłopca poznała cała Polska po tym, jak w kwietniu br. doznał ciężkiego poparzenia głównie jamy ustnej i górnej części przełyku, a także fragmentów żołądka i dwunastnicy na skutek wsypania sobie do buzi środka do udrażniania rur. To małe dziecko będąc z rodzicami w sklepie bez trudu i błyskawicznie otworzyło sobie niedokręconą butelkę „Kreta”.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Pochodzący ze Stargardu Szczecińskiego chłopiec trafił do szpitala w Szczecinie, gdzie uratowano mu życie. Jednak spowodowane oparzeniem chemicznym deformacje w obrębie jamy ustnej (większość środka w granulkach przykleiła się dziecku do buzi) wymagały interwencji innego ośrodka. Bez tego dziecko miałoby poważne trudności z jedzeniem, przełykaniem, nie mogłoby normalnie mówić. 29 lipca Adrian był więc operowany w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie.

„Zarośnięciu uległ cały przedsionek jamy ustnej w jego części żuchwowej, dolna warga całkowicie przyrosła do żuchwy i wyrostków okołozębowych a język do dna jamy ustnej” – opisuje problem prof. Jacek Puchała, ordynator Oddziału Chirurgii Plastycznej i Rekonstrukcyjnej Dziecięcego Centrum Oparzeniowego USD, który operował chłopca: „Po oddzieleniu, zrekonstruowaniu i uformowaniu tkanek trzeba było ich ubytki jeszcze pokryć. Posłużyły do tego obustronne, zrotowane płaty śluzówkowe, pobrane z policzków oraz trzy duże przeszczepy skóry pobranej z pachwiny.”

Przez pięć dni po zabiegu dziecko było celowo utrzymywane w stanie śpiączki farmakologicznej. Teraz Adrian jest w coraz lepszym stanie, właśnie zaczął próby samodzielnego jedzenia. Profesor Puchała chciałby go jeszcze w tym tygodniu wypisać ze szpitala.
Na razie wszystko przebiega zgodnie z planem, przeszczepy prawidłowo się goją i lekarze mają nadzieję, że ta jedna operacja wystarczy, choć kolejny problem to ewentualne zbliznowacenia na policzkach i języku.
„Ostatecznej oceny efektów zabiegu można będzie dokonać za rok” – mówi prof. Puchała.

Nie wiadomo też, jak w przyszłości będzie zachowywał się przełyk dziecka, gdzie może dojść do zwężenia wtórnego w bliźnie. Pozostaje jednak mieć nadzieję, iż cierpienie chłopca dobiega końca.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Grzelak-Hodor

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.