Chirurgia robotyczna ogromną szansą polskiej urologii

Rozmawiała Emilia Grzela
opublikowano: 06-02-2020, 17:14
aktualizacja: 06-02-2020, 23:14

O wykorzystaniu systemu da Vinci w leczeniu chirurgicznym nowotworu gruczołu krokowego rozmawiamy z lek. Pawłem Salwą, kierownikiem Oddziału Urologii w Szpitalu Medicover.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jaka jest w Polsce skala zachorowań na raka prostaty?

Lek. Paweł Salwa.
Zobacz więcej

Lek. Paweł Salwa. Szpital Medicover

W krajach Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych rak gruczołu krokowego jest najczęstszym nowotworem złośliwym u mężczyzn. Występuje częściej niż rak jelita grubego czy płuca. W Polsce długo był na drugim miejscu (po raku płuca), ale ostatnio także u nas przoduje w danych epidemiologicznych. Szacuje się, że rocznie występuje około 20 tys. nowych zachorowań. Ich liczba zapewne będzie rosła wraz z postępującym starzeniem się społeczeństwa, ponieważ wiek jest jednym z czynników ryzyka tego nowotworu. Drugim są obciążenia genetyczne, nie tylko w linii męskiej, ale również żeńskiej – wystąpienie w rodzinie nowotworów związanych z mutacją genu BRCA1 i BRCA2 może również przekładać się na zwiększone ryzyko raka prostaty.

W ostatnich latach widać pozytywne zmiany w profilaktyce i wczesnej diagnostyce tego raka, ponieważ zwiększyła się społeczna świadomość na jego temat.

Bardzo dużo dobrego na tym polu czynią fundacje i organizacje non-profit czy pozarządowe, czego przykładem jest forum edukacyjno-informacyjne Rak-prostaty.pl. Działania edukacyjne i profilaktyczne są niezwykle istotne, ponieważ choroba wykryta we wczesnym lub średnim stadium jest bardzo dobrze wyleczalna.

Na czym polega wczesna diagnostyka raka gruczołu krokowego?

Podstawą wczesnego wykrywania tego raka jest proste badanie krwi pod kątem stężenia antygenu sterczowego PSA. Wysoka wartość PSA powinna być „czerwoną flagą”, ale jeszcze nie przesądza o diagnozie. W takich wypadkach należy wdrożyć celowane, fachowe i specjalistyczne badania. Podstawą jest oczywiście wizyta u urologa, który wykona m.in. badanie USG. W mojej ocenie, znakomitą metodą diagnostyczną jest rezonans magnetyczny prostaty. Kolejnym etapem, jeśli są ku temu wskazania, jest biopsja. W tym badaniu nastąpił duży postęp i obecnie, np. w Szpitalu Medicover wykonuje się wyłącznie biopsje fuzyjne i celowane oraz - co kluczowe z punktu widzenia komfortu pacjenta - w znieczuleniu ogólnym. Ponadto nie pobieramy tkanki przez odbytnicę, ale przez krocze, co zmniejsza ryzyko ewentualnych zakażeń.

Czy urolodzy często wykorzystują metodę aktywnej obserwacji w przypadku raka prostaty? Jak duża liczba chorych mogłaby z niej korzystać, zamiast od razu otrzymywać terapię radykalną?

Aktywna obserwacja to strategia postępowania, która w wielu kręgach zyskuje na popularności. Polega na tym, że obserwujemy pacjenta i zakładamy, że poprzez częste kontrole unikniemy przegapienia momentu, który zmuszałby nas do leczenia. Moje osobiste doświadczenie jest takie, że pacjenci krótko wytrzymują taką strategię. Dlaczego? Ponieważ życie ze świadomością nowotworu złośliwego jest bardzo obciążające emocjonalnie.

Prowadzenie aktywnej obserwacji wiąże się ze ścisłą kontrolą stanu pacjenta. Chory musi co 3 miesiące mieć wykonane badanie PSA oraz odbyć wizytę u urologa, a co ok. 18 miesięcy powinien być poddawany biopsji.

Na ile jest możliwe efektywne wdrożenie tej metody w rzeczywistości polskiego systemu opieki zdrowotnej, zwłaszcza tego publicznego?

Moim zdaniem, to w zasadzie nierealne, choćby z powodu ograniczonej dostępności specjalistów urologów.

Na świecie, a coraz szerzej także w Polsce są w wielu obszarach medycyny wykorzystywane systemy robotyczne. Jak często stosuje się tę technologię w leczeniu chirurgicznym w urologii?

Robot da Vinci może, w doświadczonych rękach, z powodzeniem być wykorzystany do przeprowadzenia dowolnej operacji. A doświadczony operator to jest taki chirurg, który wykonał co najmniej 500 operacji. W urologii system da Vinci został znakomicie zaadaptowany. W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej bardzo szybko metoda ta stała się standardem w urologii. W USA czy w krajach skandynawskich rzadkością jest przeprowadzanie prostatektomii inaczej niż z użyciem robota. W leczeniu chirurgicznym nowotworu gruczołu krokowego system da Vinci jest najszerzej wykorzystywany ze względu na olbrzymie korzyści i rezultat końcowy zabiegu.

Jakie to korzyści?

W porównaniu z metodą otwartą i laparoskopową, operacja z użyciem robota da Vinci pozwala na poprawienie wskaźników całkowitego usunięcia nowotworu oraz uniknięcia wielu komplikacji po zabiegu. Należą do nich powikłania: sercowo-naczyniowe, nerkowe, płucne, infekcje, nietrzymanie moczu czy utrata sprawności seksualnej. Zdecydowanie większa precyzja tej operacji skutkuje wielokrotnym zmniejszeniem utraty krwi.

Po operacji z użyciem robota da Vinci o wiele krótszy jest okres rekonwalescencji i wiąże się z mniejszymi dolegliwościami bólowymi (niż po klasycznej chirurgii i laparoskopii). Na przykład zaopatrzenie pacjenta cewnikiem po operacji z zastosowaniem robota trwa 2 dni, natomiast po operacji otwartej czy laparoskopowej to minimum dwa tygodnie, a często dużo dłużej. W mojej ocenie, robotyka w leczeniu chirurgicznym nowotworu gruczołu krokowego to absolutny przełom.

W jakim stopniu są w Polsce wykorzystywane roboty da Vinci? Jakie dostrzega pan bariery w upowszechnieniu systemów robotycznych w chirurgii?

Technologia weszła do Polski z pewnym opóźnieniem. Według danych firmy Synektik, oficjalnego dystrybutora sprzętu da Vinci w Polsce, w 2019 r. było w kraju 8 robotów, z których użyciem wykonano około 800 operacji. W Szpitalu Medicover, w którym jestem zatrudniony, wykonałem ich 417.

Niewątpliwą przeszkodą w rozwoju chirurgii robotycznej w Polsce jest to, że w kosztach jej zastosowania nie partycypuje Narodowy Fundusz Zdrowia. Na pewno największym przyspieszeniem byłoby objęcie operacji refundacją NFZ.

Poza kwestią finansowania, kluczowe jest również odpowiednie przeszkolenie personelu medycznego – zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek oraz zapewnienie im możliwości nabycia praktycznego doświadczenia. Typowy oddział urologiczny w polskim szpitalu wykonuje średnio 50 operacji raka prostaty rocznie. Personel takiej placówki będzie więc potrzebował 10 lat, by nabrać doświadczenia na poziomie eksperckim, czyli wykonać minimum 500 operacji z użyciem robota da Vinci. Przed nami długa droga.

W mojej ocenie, gdy już uda się uzyskać refundację operacji z wykorzystaniem systemu da Vinci (sądzę, że stanie się to w ciągu kilku lat), najbardziej efektywne byłoby stopniowe wdrażanie tej technologii. Najważniejsze są korzyści dla pacjenta, ale by tak się stało, musi się on znaleźć pod opieką przeszkolonego i doświadczonego personelu pielęgniarskiego i lekarskiego, a tego nie da się osiągnąć z dnia na dzień i od razu w skali całej Polski.

Z czego składa się system da Vinci? Jak przebiega operacja z jego wykorzystaniem?

Robot składa się z trzech zasadniczych elementów. Pierwszy to konsola, przy której pracuje operator. W okularach konsoli chirurg widzi w pełni trójwymiarowy, bardzo dokładny i ostry obraz, powiększony 10-krotnie. Operator porusza dwiema manetkami, które przenoszą ruchy jego rąk do wnętrza ciała pacjenta. Na dole konsoli znajduje się 7 pedałów, którymi kontroluje się dopływ prądu w trakcie koagulacji i zamykania drobnych, krwawiących naczyń lub przecina tkanki czy steruje obrazem z kamery. Dla operatora to właśnie konsola jest najważniejszym elementem całego systemu.

Kolejnym jest patient cart, czyli wózek pacjenta - część, która robi największe wrażenie. Wózek pacjenta przypomina swoją konstrukcją pająka - ma kilka „ramion”, które wprowadzają do ciała pacjenta zminiaturyzowane, cienkie, 8-milimetrowe narzędzia.

System jest połączony internetowo z siedzibą producenta, czyli firmą Intuitive Surgical. Służące do tego celu oprogramowanie przeprowadza kilka tysięcy czy nawet kilkaset tysięcy różnego rodzaju testów na sekundę, żeby mieć absolutną pewność, że robot działa i korzystanie z niego jest bezpieczne dla pacjenta.

O KIM MOWA

Lek. Paweł Salwa, specjalista w dziedzinie urologii, certyfikowany operator systemu da Vinci. Kierownik Oddziału Urologii w Szpitalu Medicover w Warszawie. Wieloletni ordynator w niemieckim PZNW Gronau - największym centrum urologii robotycznej w Europie. Profesor wizytujący, który na zaproszenie bawarskiej kliniki mentoruje w przeprowadzaniu operacji zza konsoli robota da Vinci. Z zastosowaniem tego systemu zoperował już ponad 1000 pacjentów. W kręgu jego zainteresowań zawodowych znajduje się zwłaszcza rak prostaty, jego wczesne wykrywanie i skuteczne leczenie.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.