Certyfikat ISO bez doradców

Anna Gwozdowska
opublikowano: 27-10-2004, 00:00

Giżycki szpital, dysponujący 280 łóżkami w 10 oddziałach, przyjmuje 13 tysięcy pacjentów rocznie. Opiekę nad pacjentami sprawuje 460 pracowników, w tym lekarze, z których większość jest zatrudniona na kontraktach.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Zarząd szpitala, jak podkreśla wicedyrektor Izabela Walasek, już od dawna dba o jakość świadczonych usług. ?Jeszcze przed reformą 1997 roku nie byliśmy typowym zakładem budżetowym, ale jako samodzielna jednostka pracowaliśmy na podstawie kontraktu z wojewodą i musieliśmy fakturować wszystkie usługi - tłumaczy I. Walasek. - Byliśmy swoistym eksperymentem w Polsce. Stąd ograniczanie kosztów i racjonalizacja zarządzania były dla nas czymś normalnym".
Z jakością za pan brat
Zanim szpital zaczął wdrażać procedury postępowania potrzebne do uzyskania ISO, dwa razy zdobywał certyfikat akredytacyjny Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia z Krakowa (CMJ). Okazało się jednak, że aby szpital funkcjonował jeszcze lepiej, potrzebny jest certyfikat o zasięgu europejskim. ?Najpierw, w 2003 roku przeszkoliliśmy 10 pracowników na audytorów wewnętrznych. Ja odbyłam dłuższe szkolenie na audytora wiodącego. Już wtedy ludzie byli przekonani, że system zarządzania jakością ISO przyda im się, ponieważ będą wiedzieli, jaki jest zakres ich obowiązków i czego mogą wymagać od innych" - wspomina I. Walasek.
Wicedyrektor powołała dziesięcioosobowy zespół, który przez ponad rok przekładał język standardów zarządzania ISO na potrzeby szpitala. ?Kiedy już rozumieliśmy znaczenie jakiejś zasady, zajmowaliśmy się jej wdrożeniem, często wykorzystując już istniejące standardy i instrukcje związane z certyfikatem CMJ - tłumaczy I. Walasek. - ISO jest jednak krokiem naprzód w stosunku do wymagań CMJ, ponieważ spina wszystko w jeden system i nakazuje ciągłe sprawdzanie efektów pracy".
Szpital zdecydował się nie korzystać z pomocy firmy zewnętrznej w zdobyciu certyfikatu ISO głównie z powodów finansowych. Odrzucono ofertę firmy szkoleniowej, która za 60 tysięcy zł chciała przygotować placówkę do decydującego o przyznaniu ISO audytu. Przez ponad rok personel samodzielnie przygotowywał się do dwustopniowego audytu poprzedzającego przyznanie certyfikatu.
?To było dla nas bardzo dużo pieniędzy, za taką sumę mogliśmy na przykład zatrudnić trzy pielęgniarki przez rok. Ale kierowały nami nie tylko względy finansowe - tłumaczy I. Walasek. - Uznaliśmy, że jeśli będziemy te zasady wprowadzać sami, to będziemy je wspólnie z załogą znać od podszewki. To był strzał w dziesiątkę".
Satysfakcja pacjentów,
zadowolony personel
Wdrożenie standardów ISO 9001: 2000 skutecznie ograniczyło liczbę błędów popełnianych przez personel i pozwoliło na oszczędności, których nikt się dawniej nie spodziewał. W szpitalu wprowadzono na przykład specjalne zasady przyjmowania pacjentów z urazem wielonarządowym. Zgodnie z wdrożoną procedurą wiadomo, jakie badania ma przeprowadzić lekarz jeszcze w trakcie transportu takiego pacjenta do szpitala. Lekarz ma powiadomić dyspozytorkę o pacjencie z takim urazem, a ona zleca przygotowanie tomografu komputerowego i badań serologicznych krwi. Przygotowują się również technicy RTG, a do izby przyjęć przychodzą anestezjolog i chirurg, aby natychmiast zająć się pacjentem. ?W ten sposób bardzo usprawniliśmy pracę, a pacjent ma po prostu większe szanse przeżycia" - argumentuje I. Walasek.
Szpital monitoruje również tzw. błędy przedlaboratoryjne. Rejestruje się liczbę badań, które trzeba było powtórzyć z powodu źle dostarczonej próbki. O błędach powiadamiane są pielęgniarki oddziałowe, które przygotowują próbki.
Czy możliwe jest sprawne działanie szpitala bez takich standardów? ?To, co się u nas dzieje, to jest ewenement. W wielu placówkach nikt niczego nie liczy. Pozwala się na gigantyczne marnotrawstwo środków i pracy" - mówi I. Walasek.
Wskaźniki jakości
Norma ISO wymaga nieustannego sprawdzania jakości świadczonych usług. Szpital w Giżycku wprowadził w tym celu m.in. dwie ankiety, które przesyła pacjentom i personelowi. ?Od kilku lat przeprowadzamy ankietę satysfakcji pacjenta. Wysyłamy ją zwykle do tysiąca osób. Pytamy między innymi, czy szpital jest godny polecenia rodzinie i znajomym - opowiada I. Walasek. - Wskaźnik, do którego dążymy, ustaliliśmy na poziomie ponad 90 proc. odpowiedzi pozytywnych".
Regularnie przeprowadza się również sondaż wśród pracowników, w którym pojawia się pytanie o to, czy wiążą swoją przyszłość zawodową z firmą. Jak przyznaje dyr. I. Walasek, personel szpitala, niestety, nie widzi żadnych korzyści finansowych wynikających z coraz lepszej jakości świadczonych usług. ?Korzyści to przede wszystkim satysfakcja i wprowadzenie porządku w funkcjonowanie szpitala. NFZ nie kieruje się jakością oferowanych przez nas usług i nie kupuje od nas więcej świadczeń. To fatalne nastawienie, bo przecież lepsza jakość jest dla funduszu tańsza, choćby dlatego, że pacjenci przebywają krócej w szpitalu, jest mniej powikłań, co się przekłada na zaoszczędzoną gotówkę" - podkreśla dyr. I. Walasek.
Szpital regularnie wykonuje więcej świadczeń niż przewiduje przyznany przez fundusz limit, a za nadlimity nie otrzymuje refundacji. W tym roku nadlimity wynoszące 1 mln zł trzeba będzie wpisać w straty szpitala. Zadłużenie placówki, wynikające również ze skutków wprowadzenia w życie tzw. ustawy 203, wynosi 6 mln zł. ?Pacjenta nie da się wypędzić z izby przyjęć. Kiedy pieniądze faktycznie szły za pacjentem, w pierwszych latach działania kas chorych, reklamowaliśmy się i zachęcaliśmy pacjentów swoją jakością. Przyzwyczaili się i teraz mamy ich wypędzać? - zastanawia się Izabela Walasek. - Okazuje się, że najbardziej cennym pracownikiem w szpitalu będzie chyba wykidajło".

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.