Były szef URPL ostro o limicie na drogie leki: nowa wersja Skały Tarpejskiej

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 09-07-2021, 08:29

Trzeba oszczędzać rozumnie, a nie okrutnie. Resort zdrowia nie jest Ministerstwem Finansów. Zapis w projekcie ustawy refundacyjnej pozwalający na odmowę refundacji drogich leków jest skandaliczny - mówi portalowi pulsfarmacji.pl były prezes URPL dr Leszek Borkowski.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej, który trafił do konsultacji publicznych, przewiduje m.in. obligatoryjną odmowę objęcia refundacją dla leku lub środka spożywczego specjalnego przeznaczenia żywieniowego, jeżeli wysokość progu kosztu uzyskania dodatkowego roku życia skorygowanego o jakość (QALY) przekracza sześciokrotność PKB na jednego mieszkańca, a w przypadku braku możliwości wyznaczenia tego kosztu - koszt uzyskania dodatkowego roku życia. Obecnie QALY to trzykrotność PKB na jednego mieszkańca.

Według resortu zdrowia ma być to hamulec dla nieetycznych żądań koncernów dotyczących cen ich leków, które często nie są żadną innowacją. W uzasadnieniu czytamy ponadto, iż "nie może dochodzić do sytuacji, że garstka pacjentów będzie leczona lekami o horrendalnych cenach kosztem o wiele liczniejszej i szerszej populacji pacjentów, dla których nie wystarcza pieniędzy w planie finansowym Funduszu".

Zmian boją się m.in. pacjenci z chorobami rzadkimi, uważając, że nowy mechanizm może zamknąć im drogę do terapii, które w ich przypadku należą do najdroższych.

"Nowa wersja Skały Tarpejskiej"

Dr Leszek Borkowski, farmaceuta i były szef URPL, zapytany przez portal pulsfarmacji.pl o opinię nt. nowego zapisu w projekcie ustawy refundacyjnej, mówi zdecydowanie: - Ustawodawca woli leczyć więcej ludzi za mniejsze pieniądze niż mniej chorych i drożej. To nic nowego, takie podejście mieli już Rzymianie, którzy ze Skały Tarpejskiej strącali skazańców w przepaść. W XXI wieku taki zapis jest skandaliczny, choć z punktu biznesowego jest korzystny. Ale co z chorobami, które leczy się drożej?

Ustawodawca nie chce jednak, by "garstka pacjentów" przyjmująca bardzo drogie leki była leczona kosztem o wiele liczniejszej i szerszej populacji chorych, dla których może nie wystarczyć środków z NFZ.

- Pacjent jest rzeczą świętą. Zawsze będzie miał swoje lęki i obawy, mniej czy bardziej uzasadnione. Takie jest jego prawo. Boi się o siebie, chce żyć - i to jest naturalne. Ma prawo histeryzować, przesadzać - komentuje dr Borkowski.

Trzeba oszczędzać rozumnie, a nie okrutnie - komentuje pomysł Ministerstwa Zdrowia na ograniczenie refundacji zbyt drogich leków dr Leszek Borkowski, były szef URPL.
Grzegorz Kawecki

Przyznaje, że w ochronie zdrowia także trzeba oszczędzać pieniądze, ale w sposób mądry. - Jako farmakolog kliniczny doskonale to rozumiem. Wielokrotnie zwracałem się do resortu zdrowia z prostą propozycją, by każdy program lekowy miał zespół konsultacyjny, np. dwie osoby, które będą na bieżąco śledzić efektywność terapeutyczną danego programu i zmiany bezpieczeństwa, które są związane z określonym produktem leczniczym. Takie zespoły konsultacyjne przy programach lekowych mamy, ale w dwudziestu paru procentach. A ja się pytam: dlaczego nie w stu? Tu są oszczędności, tu można w świetle nowych doniesień naukowych stosować rożne zmiany: w kwalifikacji, w wyłączeniach pacjentów z programu - tłumaczy.

Ceny leków: hamulec jest potrzebny, ale “rozumny”

Były szef URPL zapytany, czy potrzebny jest tzw. hamulec dla - zdaniem resortu zdrowia - "nieetycznych i nieprzyzwoitych żądań koncernów farmaceutycznych dotyczących cen ich leków", odpowiada:

- Każdy chce w biznesie zarobić jak najwięcej. Firmy farmaceutyczne również, więc hamulce być muszą, ale "rozumne". Co to znaczy? Od zawsze namawiałem resort zdrowia, żeby rozmawiał z firmami nie przez pryzmat jednego leku, a wszystkiego, co sprzedaje na danym rynku. Przykład? Można powiedzieć tak: skoro sprzedajecie od 10 czy 15 lat 20 drogich, refundowanych preparatów, na których zarabiacie, chętnie będziemy refundować kolejny, ale jeśli obniżycie ich ceny - radzi dr Borkowski.

Zdaniem farmaceuty "jednostkowe spojrzenie może być dobre z punktu widzenia zawodów strzeleckich, ale nie z perspektywy rozsądnej polityki lekowej". - Ta musi widzieć szerokim okiem wszystkie produkty, które wprowadza dana firma na rynek, musi oceniać innowacyjność i efektywność terapeutyczną - podkreśla.

Jak zauważa, w polskiej polityce lekowej powszechna jest zasada, że jak coś jest tanie, to jest stosowane, nawet jeśli pomaga w niewielkim stopniu. - Wydajemy pieniądze bez sensu. Myślę, że nacisk na efektywność terapeutyczną pozwoliłby "wyrzucić" ok. 15 proc. refundowanych leków - podsumowuje.

Inni eksperci także krytyczni

O tym, że resort zdrowia chce wprowadzić mechanizm, który będzie wykluczał z finansowania przez państwo drogie leki, zwracał uwagę w środę (7 lipca) "Dziennik Gazeta Prawna". Eksperci, którzy wypowiadali się na łamach gazety, do nowego zapisu również odnosili się krytycznie.

Zdaniem Wojciecha Wiśniewskiego, eksperta organizacji Public Policy, może to zastopować wiele nowych terapii. - Oczywiście jest tak, że mamy ograniczone zasoby. Ale po co taki zapis wprowadzać do ustawy? Dlaczego minister sam sobie wiąże ręce, dlaczego nie może swobodnie kreować polityki lekowej? – zastanawia się Wiśniewski.

Również prof. Maciej Niewada z Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, który pracował przy Planie dla Chorób Rzadkich, uważa, że błędem jest forsowanie tego mechanizmu. Jak mówi w DGP, “życie potrafi nas zaskakiwać i nie warto wprowadzać zapisów, które na sztywno związują ręce ministrowi zdrowia, bo jest wiele wartościowych terapii, które mogą kosztowo przekraczać wskazywany przez ministerstwo próg".

PRZECZYTAJ TAKŻE: Refundacja: projekt dużej nowelizacji ustawy opublikowany

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.