Będą dalsze prace nad projektem 6,8 proc. PKB na ochronę zdrowia

PAP
opublikowano: 14-02-2020, 15:48

Posłowie opowiedzieli się za dalszymi pracami nad obywatelskim projektem noweli zwiększającej nakłady na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB. Opozycja mówiła o systemie dwóch prędkości w opiece zdrowotnej i o tym, że lekarze widzą podwyżki tylko wtedy, gdy podnoszona jest płaca minimalna.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W Sejmie 13 lutego odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

To projekt, który trafił do Sejmu ponad dwa lata temu, 5 grudnia 2017 r. Zakłada, że nakłady na ochronę zdrowia w 2021 r. stanowić będą nie mniej niż 6,8 proc. PKB z roku poprzedniego, a w 2020 r. powinny wynieść nie mniej niż 6,2 proc. PKB.

"Ten projekt przeleżał w lodówce od głodówki. Już pewnie umarł z głodu, bo ten projekt powstał na głodówce w 2017 r. Zebraliśmy 150 tys. podpisów w dwa tygodnie" - przypomniał genezę projektu przedstawiciel Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Tomasz Dybek. Zauważył, że rząd nie mówi faktycznie o opiece nad pacjentem, ale o metodologii przeliczenia i o tym, jaki ma być wzrost nakładów na ochronę zdrowia. Zaznaczył, że państwo, by zapewnić godny poziom ochrony zdrowia, musi przeznaczać na nią co najmniej 6,8 proc. PKB. Przy czym średnia w UE wynosi powyżej 10 proc. PKB.

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski zaznaczył, że gdyby parlament przyjął tę ustawę, to konieczne by było znalezienie już w 2020 r. prawie 30 mld zł. Prosił, by posłowie wskazali źródła finansowania tych zmian. Podkreślił, że w ciągu dwóch lat środki przeznaczane na zdrowie wzrosły o 23 proc., a tzw. ustawa 6 proc. przybliża nas do wzrostu finansowania ochrony zdrowia. "Potrzebny jest wzrost nakładów. Nie będę z tym polemizował" - stwierdził.

Tomasz Dybek wyliczał z kolei, że o złej sytuacji w opiece zdrowotnej świadczy chociażby to, że w ciągu dwóch ostatnich lat 350 oddziałów szpitalnych zostało zamkniętych. "Mógłbym państwu przekazywać też, jak wygląda dostęp do specjalistów - psychologa, logopedy, fizjoterapeuty, ale nie o to chodzi" - stwierdził. Zaznaczył, że konieczne jest to, aby zapewnić odpowiednie środki dla ochrony zdrowia, aby mogła zapewniać świadczenia na odpowiednim poziomie.

Opozycja również wskazywała na ogromne niedofinansowanie i brak kadr medycznych. "Kiedy do was dotrze, że ludzie nie będą pracować za grosze? Podwyżki medycy widzą wtedy, gdy podnoszona jest pensja minimalna" - powiedziała Marcelina Zawisza (Lewica). 

Marek Hok (KO) przypomniał, że w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada 2,4 lekarza, w Austrii ponad 5 lekarzy.

Wnioskodawca mówił też o tym, że - wbrew temu, co twierdzi rząd - kolejki do specjalistów, poza zaćmą i endoprotezami, wcale się nie skróciły i trzeba czekać po 6-7 miesięcy. Brakuje ich też na oddziałach. "Co to za rehabilitacja po urazie po 2-3 miesiącach?" - pytał Dybek. Stwierdził, że i tak trzeba odbyć prywatną wizytę.

Opozycja wskazywała na to, że od dłuższego czasu mamy do czynienia z opieką zdrowotną dwóch prędkości - prywatną i publiczną. "Tworzy się swego rodzaju opieka zdrowotna dwóch prędkości - dla tych, którzy mają pieniądze, i tych, którzy korzystają z ubezpieczenia powszechnego i leczenia z NFZ" - powiedział Dariusz Klimczak (PSL-Kukiz'15).

Dodatkowo Dybek wskazywał na problem, że fizjoterapeuci i diagności muszą płacić z własnych pieniędzy za specjalizację. Jest to koszt 20-30 tys. Mówił też o narracji rządu, która jest "propagandą sukcesu".

Odrzucała ten zarzut Violetta Borowska (PiS), mówiąc, że działania rządu to "niespotykany wzrost nakładów na ochronę zdrowia i nie jest to żadna propaganda". Wskazała, że w latach 2015-2019 nakłady na służbę zdrowia wzrosły o 25 mld zł. "Na ten rok zaplanowano wzrost finansowania ochrony zdrowia o 8,5 mld zł" - powiedziała. Dodała, że naprawa systemu już się odbywa dzięki zwiększaniu nakładów i racjonalizacji wydatków.

Z koncepcji zwiększania nakładów w służbie zdrowia wyłamała się Konfederacja, wskazując, że jest to jedyny pomysł strony rządowej i opozycji na poprawę sytuacji w służbie zdrowia - "dosypać więcej pieniędzy". "Jest to filozofia, która mówi o tym, że to pieniądze sprawią, że zacznie ona lepiej działać. To nie jest rozwiązanie, bo system od początku jest źle skonstruowany" - wskazał na błędy systemu zdrowia Krystian Kamiński (Konfederacja). Jego zdaniem jest on zbiurokratyzowany i scentralizowany. Podsunął też gotowe rozwiązanie na uzdrowienie tej sytuacji. "Trzeba doprowadzić do gruntownej reformy. Na wzór norweski proponujemy zagospodarować zyski z wydobycia dóbr naturalnych, w szczególności z rudy miedzi i srebra, aby zbudować stabilne zabezpieczenia dla zaciągniętych przez państwo zobowiązań zdrowotnych" - stwierdził.

Projekt przyjmuje zasadę, że środki finansowe (dotacja z budżetu do NFZ), odpowiadające wzrostowi nakładów na opiekę zdrowotną na dany rok w porównaniu z rokiem poprzednim, w pierwszej kolejności przeznaczane byłyby na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej określonych na każdy rok w rozporządzeniu ministra zdrowia. Skutki tej regulacji, według wnioskodawcy, mają kilka wymiarów: społeczny (poprawa jakości opieki, zmniejszenie odpływu kadr, zwiększenie dostępności do świadczeń), gospodarczy (poprawa rentowności leczniczej, podniesienie zarobków, zwiększenie zatrudnienia w sektorze medycznym) czy finansowy (zasilenie NFZ dotacją z budżetu).

ZOBACZ TAKŻE: Nakłady na zdrowie w wysokości 7,2 proc. PKB już w 2024 r. Lewica złożyła projekt ustawy

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: PAP

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.