Bakterie oporne na antybiotyki – wyzwanie na miarę katastrofy klimatycznej

Emilia Grzela
opublikowano: 25-05-2020, 15:31

Oporność bakterii na antybiotykoterapię jest w tej chwili uznawana przez wielu ekspertów za jeden z poważniejszych problemów globalnego systemu opieki zdrowotnej – nie tylko lecznictwa stacjonarnego, bo groźne patogeny występują także w środowisku pozaszpitalnym.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Bakterie mogą wykazywać różny stopień lekooporności, ale pozostaje faktem, że również w Polsce zdarzają się przypadki stwierdzenia szczepów całkowicie opornych na leczenie. Przykładowo, w sierpniu zeszłego roku w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze u kilu pacjentów wykryto zakażenie bakterią Klebsiella pneumoniae NDM, potocznie zwaną New Delhi – oporną na terapię wszystkim dostępnymi dziś antybiotykami. 

Nie tylko New Delhi

W kontekście lekooporności o różnym stopniu mówimy jednak nie tylko o tzw. superbakterii, ale również o powszechnie występujących – w tym poza lecznictwem szpitalnym – patogenach: Escherichia coli, salmonella, Helicobacter pylori, bakterie z grupy gonogoków i pneumokoków oraz pałeczki grypy. Specjaliści alarmują: coraz trudniej je leczyć, a rozprzestrzeniają się szybko i łatwo.

Należy sobie zdać sprawę z tego, że lekooporne bakterie występują również w środowisku pozaszpitalnym. Lekooporność może mieć charakter stopniowalny: na leki I i II rzutu, ale także na wszystkie dostępne antybiotyki. 

*Według przyjętej klasyfikacji:

  • MDR – (multidrug-resistance); wielolekooporność na co najmniej jeden antybiotyk z trzech lub więcej grup leków przeciwbakteryjnych;
  • XDR – (extensively drug resistance); rozszerzona oporność na co najmniej jeden antybiotyk ze wszystkich z wyjątkiem dwóch lub mniej grup antybiotyków;
  • PDR – (pandrug-resistance); całkowita oporność na wszystkie dostępne antybiotyki, we wszystkich grupach stosowanych wobec danego gatunku drobnoustroju.

Sami jesteśmy sobie winni?

Co leży u źródeł tego niepokojącego zjawiska? Paradoksalnie jego przyczyn można szukać w postępie medycyny. Kolejne dekady przynosiły nowe, coraz bardziej skuteczne antybiotyki – które lekarze chętnie przepisywali, a pacjenci zażywali. Zapomnieliśmy, że antybiotykoterapia nie pozostaje dla organizmu i środowiska naturalnego obojętna. W ostatnim czasie nowych antybiotyków nie przybywa już tak wielu, coraz więcej za to odnotowuje się bakterii opornych na leczenie. Widać to w statystykach. Specjaliści szacują, że każdego roku na świecie z powodu zakażeń bakteriami opornymi na terapię umiera nawet 700 tysięcy osób, do 2050 r. ta liczba może się zwiększyć nawet do 10 mln. 

Niefrasobliwość w stosowaniu antybiotyków to jedno – ich efektywność jest zmienna w czasie, im więcej wykorzystujemy leków z tej grupy, tym są mniej skuteczne i silniej oddziałują na występujące w środowisku drobnoustroje. Ze względu na mechanizm działania leków i samych bakterii zjawisko lekooporności jest na pewną skalę nie do uniknięcia. Musimy jednak pamiętać, że nadużywanie antybiotyków znacznie je przyśpiesza.  

Drugim filarem w walce z bakteriami opornymi na terapię są szpitalna kontrola zakażeń, zachowywanie reżimu sanitarnego oraz skuteczna diagnostyka.

Ostrożnie z antybiotykami

Według szacunków specjalistów nawet ponad połowa antybiotyków przepisywanych w gabinetach lekarz podstawowej opieki zdrowotnej jest medycznie nieuzasadniona. Polską specyfiką jest także to, że nawet 90 proc. antybiotyków jest wykorzystywana w praktyce pozaszpitalnej. Co gorsza, trend ma niekorzystną dynamikę.

W jakich sytuacjach lekarze nadużywają leków z tej grupy? Przykładem jest leczenie zakażeń dróg oddechowych wywoływanych przede wszystkim przez wirusy, jak przeziębienie, grypa i ostre zapalenie oskrzeli. Zbyt pochopnie antybiotykami leczone są również samoograniczające się zapalenie przewodu pokarmowego oraz zakażenia układu moczowego. Warto również pamiętać, że zakażenia bakteryjne u dzieci poniżej 3. roku życia i osób starszych powyżej 65 r.ż. są niezwykle rzadkie. Narzędziami pomocnymi w ocenie zasadności przepisania antybiotyku są szybki testy paciorkowcowy oraz posiew wymazu z gardła. Podczas podejmowania decyzji zawsze warto się ponadto kierować aktualnymi rekomendacjami towarzystw naukowych, tak by zaordynowanie leku miało pokrycie w medycynie opartej na faktach.

Bardzo poważnym błędem, prowadzącym do lekooporności, jest przepisywanie antybiotyków o szerokim spektrum działania, w sytuacjach gdy równie skuteczny byłby lek o wąskim spektrum – i mniejszych działaniach niepożądanych. Jakie mogą być potencjalne efekty uboczne antybiotyków? To między innymi objawy skórne (wysypka)i zaburzenia ze strony układu pokarmowego (np. biegunka i mdłości).  

Nie leczymy nosicielstwa

Specjaliści zwracają także uwagę, że bezobjawowe nosicielstwo nie wymaga antybiotykoterapii. Jeśli np. w drogach oddechowych stwierdzi się obecność patogenów, to póki nie pojawią się objawy kliniczne, nie ma powodu do niepokoju i ordynowania leczenia. Wyjątkiem jest leczenie nosicielstwa u pacjentów przygotowywanych do zabiegów kardiochirurgicznych i ortopedycznych.

Fatalnym posunięciem, w ocenie specjalistów, było wprowadzenie furazydyny bez recepty, co doprowadziło do jej nadużywania przez pacjentów w ogromnej skali (nawet 10 ton rocznie). Dobitnie pokazuje to, że Polsce potrzebna jest skoordynowana polityka wobec kontroli nad wykorzystywaniem antybiotyków i ich potencjalnymi działaniami niepożądanymi – nie tylko w medycynie, ale także weterynarii i rolnictwie.

Opracowano na podstawie wykładu wygłoszonego podczas Kongresu Medycyny Rodzinnej w 2019 r.  oraz

*„Lekooporność bakterii w aspekcie profilaktyki zakażeń szpitalnych” (Bożena Nowaczyk, Celina Glaza, Monika Lorenz). 

PRZECZYTAJ TAKŻE: Choroby układu moczowego w gabinecie lekarza rodzinnego

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.