Badania zwierząt i sportowców niosą wiedzę na temat serca

MAT
opublikowano: 02-09-2015, 14:24

Terrie Williams - prof. ekologii i biologii ewolucyjnej od 30 lat bada fizjologię wysiłku dzikich zwierząt i sportowców. Na łamach pisma "Physiology" dzieli się swoimi wnioskami na temat działania serca.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Uczona pracująca na University of California, Santa Cruz badała m.in lwy, pumy, dzikie psy, kojoty, delfiny, wieloryby a także należących do ludzkiego gatunku sportowców - np. surferów zmagających się z gigantycznymi falami w kalifornijskim Mavericks.

Prof. Terrie Williams z delfinem butlonosym imieniem Puka w Long Marine Laboratory, UC Santa Cruz
Zobacz więcej

Prof. Terrie Williams z delfinem butlonosym imieniem Puka w Long Marine Laboratory, UC Santa Cruz David Williams

W swojej pracy uczona prezentuje najważniejsze wnioski, do jakich doszła.:

Z przeprowadzonych przez nią badań wynika, że u dzikich zwierząt choroby serca są wyjątkowo rzadkie. Według niej możliwe są różne tego przyczyny, ale na pierwsze miejsce wysuwa się dzienna aktywność fizyczna. "Po prostu nie wymagamy od naszych serc, aby regularnie się wysilały" - mówi prof. Williams. "Sekret to mieszanie sprintów i ruchu o niskiej aktywności" - twierdzi badaczka.

Według niej, pod względem pracy serca i wysiłku ludzie przypominają psy, a różnią się np. od kotów. Tak, jak te pierwsze jesteśmy bowiem ewolucyjnie przystosowani do wymagającego wytrzymałości długotrwałego ruchu, jaki w przeszłości miał miejsce np. w czasie polowania.

Tymczasem serce jest w stanie wyjątkowo intensywnie pracować nawet przez długi czas. U profesjonalnych surferów badaczka zaobserwowała tętno przewyższające 180 uderzeń na minutę, które utrzymywało się przez 3 godziny i chwilami osiągało 200 uderzeń. Powstaje oczywiście pytanie, jak to wpływa na ich zdrowie. "Ogólnie są oni w wyjątkowo dobrej formie i nigdy nie słyszałam o żadnych problemach z sercem w związku z przedłużonym czasem wysokiego tętna, o ile ktoś nie miał wcześniej jakiegoś schorzenia" - pisze uczona o surferach. "Jednak po takim zmaganiu się z falami, mogą być wycieńczeni przez tydzień" - dodaje.

Sport może jednak znacznie wpłynąć na budowę pompującego krew organu. U maratończyków jest on od 10 do 33 proc. większy niż u ludzi, którzy prowadzą siedzący tryb życia.

Serce ssaków jest też wrażliwe na kontakt z zimną wodą - np. zanurzenie w niej twarzy przez człowieka powoduje natychmiastowe obniżenie tętna i obkurczenie obwodowych naczyń krwionośnych. To odwrotna reakcja niż podczas ćwiczeń fizycznych. Badaczka twierdzi, że nurkujące głęboko morskie ssaki muszą balansować między tymi dwiema reakcjami, co czasami powoduje u nich arytmię. Jakie to ma znaczenie dla ludzi? Prof. Williams zwraca uwagę, że np. 90 proc. zgonów w czasie triatlonu ma miejsce w wodzie. Według niej dzieje się tak, gdyż ćwiczenia i adrenalina podwyższają tętno, które po zanurzeniu gwałtownie spada. Jak twierdzi uczona, to dla serca duże obciążenie.

Tętno człowieka jest również zaskakująco wrażliwe na czynniki psychologiczne. Np. u wspomnianych już surferów osiągało ono prawie 180 uderzeń na minutę tylko pod wpływem patrzenia na fale, z którymi planowali wkrótce się zmierzyć.

Jeszcze ciekawostka -  intensywność pracy serca można prawdopodobnie kontrolować, nie będąc przy tym mistrzem jogi. Udało się tego nauczyć, żyjącego w Kalifornii morskiego lwa.





 

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: MAT

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.