Aż 61 proc. Polaków ma podwyższone stężenie cholesterolu - rozmawiamy z dr. hab. n. med. Tomaszem Zdrojewskim

Rozmawiała Katarzyna Fabiańska
opublikowano: 20-01-2016, 00:00

O niewykorzystanych możliwościach zapobiegania hipercholesterolemii w polskim społeczeństwie rozmawiamy z dr. hab. n. med. Tomaszem Zdrojewskim, kierownikiem Zakładu Prewencji i Dydaktyki Katedra Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii GUMed.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jak duży wpływ na ryzyko chorób układu krążenia ma wysokie stężenie cholesterolu? Czy nie kładzie się zbyt wielkiego nacisku na tę kwestię w ostatnim czasie?

Dr hab. n. med. Tomasz Zdrojewski
Zobacz więcej

Dr hab. n. med. Tomasz Zdrojewski

Już od 40 lat zaburzenia lipidowe są udowodnionym głównym czynnikiem ryzyka zawałów serca i udarów mózgu. W przeprowadzonych w 54 krajach świata w ciągu ostatnich 15 lat badaniach INTERHEART oraz INTERSTROKE w pełni potwierdzono pierwszorzędne znaczenie hipercholesterolemii jako czynnika ryzyka zawałów serca i kluczowe — obok nadciśnienia tętniczego i palenia papierosów — w rozwoju udarów mózgu. Wobec faktu, że prawie połowa Polaków umiera z powodu chorób serca i naczyń, zapobieganie hipercholesterolemii powinno być priorytetem w polityce zdrowotnej państwa. 

Kolejnym dowodem świadczącym o ważności tego czynnika jest fakt, że od ponad 20 lat wszystkie uznane algorytmy oceny ryzyka, opracowane zarówno przez Amerykańskie, jak i Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne oraz WHO, nawet jeśli są w formie maksymalnie uproszczonej, zawierają oznaczenie poziomu cholesterolu całkowitego lub frakcji LDL jako element oceny ryzyka zgonu, zawału serca czy udaru mózgu lub innych powikłań sercowo-naczyniowych. 

Jeśli mielibyśmy wybrać najbardziej „zaniedbany” obecnie w Polsce czynnik ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, to jest nim właśnie hipercholesterolemia. Jak wynika z badań NATPOL, realizowanych w 2011 roku, oraz WOBASZ w latach 2013 i 2014 r., aż 61 procent Polaków ma podwyższone stężenie cholesterolu lub przyjmuje z tego powodu leki. Jest to ponad 18 milionów dorosłych Polaków. Z tych danych epidemiologicznych płynie bardzo ważna wiadomość dla ekspertów i polityków zdrowotnych, że prawie co trzeci Polak w wieku 20-40 lat ma już hipercholesterolemię. A Ministerstwo Zdrowia nie prowadzi, niestety, żadnej efektywnej polityki nakierowanej na wcześniejsze wykrywanie tych zaburzeń. Brak jest zaleceń i środków finansowych dedykowanych wczesnemu wykrywaniu tak rozpowszechnionej w naszym społeczeństwie dyslipidemii. Lekarze medycyny pracy i podstawowa opieka zdrowotna nie mają ani instrumentów, ani warunków, żeby wykrywać to zaburzenie u młodszych Polaków. Z kolei programy podejmowane przez NFZ w ostatnich latach nie dały oczekiwanych efektów. 

Czy mimo napotykanych trudności, można mówić o jakiejś poprawie w tym zakresie? Jak przedstawia się obecnie leczenie zaburzeń lipidowych przez Polaków?

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że dwie trzecie Polaków cierpiących na hipercholesterolemię w ogóle nie wie, że ma za wysoki poziom cholesterolu, będący tak silnym czynnikiem ryzyka. Na podstawie ogólnopolskich badań stwierdziliśmy, że przez ostatnie 10 lat sytuacja trochę się poprawiła, bo obniżył się średni poziom cholesterolu u ludzi w wieku 60-80 lat. Te ogólnopolskie badania zostały wykonane przez ośrodki gdański, warszawski oraz Uniwersytetu w Liverpoolu, który zajmuje się opracowywaniem modelu chorób serca w wielu krajach na świecie. Badania wykazały, że starsi Polacy, kiedy dowiedzą się o swojej hipercholesterolemii i otrzymają od lekarza zalecenia, przyjmują statyny, czyli leki redukujące poziom cholesterolu całkowitego i frakcji LDL. Obecnie statyny przyjmuje prawie co trzeci Polak powyżej 60. roku życia. 

Mocno niepokoi natomiast fakt, że redukcja poziomu cholesterolu u starszych Polaków okazała się w ponad 90 procentach zależna od przyjmowanego leczenia, a nie od zmiany stylu życia lub diety. Druga niedobra informacja jest więc taka, że przez ostatnie 10 lat nie uczyniliśmy nic istotnego w polityce zdrowotnej, aby Polacy zmienili swoją dietę na bardziej korzystną, co w znacznym stopniu mogłoby wpłynąć na redukcję zachorowań na zawały serca i udary. Zaniedbania są tutaj duże, a możliwości poprawy bardzo szerokie — od edukacji szkolnej poczynając. Pozytywnym wydarzeniem ostatniego roku jest przyjęcie przez parlament ustawy o zdrowiu publicznym, która daje szansę na działania o charakterze legislacyjnym i zwiększenie nakładów na badania przesiewowe oraz programy edukacyjne dotyczące diety.

A jak wygląda leczenie genetycznie uwarunkowanych postaci hipercholesterolemii u ludzi młodych?

W naszym kraju jest zdecydowanie za mała wykrywalność osób z ciężką hipercholesterolemią. Jeśli nie zostanie ona wykryta u osób w wieku dwudziestu lat, to później mają one po kilka zawałów w wieku 40-50 lat lub umierają. Generuje to też olbrzymie koszty dla systemu w postaci zachorowań w wieku produkcyjnym i zgonów przedwczesnych. Koszty są dużo większe niż potencjalne oszczędności, które wynikłyby z faktu wcześniejszego zdiagnozowania takiego chorego. 

Zgodnie z standardami, powinniśmy efektywnie realizować w Polsce dwie strategie: populacyjną — poprzez edukację społeczeństwa, oraz wysokiego ryzyka — poprzez badania przesiewowe. Oba te moduły są niestety mocno zaniedbane. U wszystkich Polaków, w których rodzinach występowały przedwczesne zawały serca, miażdżyca kończyn dolnych lub udary mózgu, powinno się prowadzić badania jak w grupie wysokiego ryzyka. Nie do przecenienia jest tu rola Ministerstwa Zdrowia, które powinno umożliwić jak najszybszą diagnostykę hipercholesterolemii rodzinnej, szybsze wdrażanie leczenia w tej grupie chorych oraz objęcie diagnostyką całej rodziny. 

W Gdańsku powstał już rejestr osób z hipercholesterolemią rodzinną, rozwinięto też badania genetyczne w tej dziedzinie. Jest więc baza i dobre wzory do odpowiedniego planowania badań przesiewowych u osób z grup bardzo wysokiego ryzyka, tworzenia rejestru, diagnostyki i terapii. 

Jaki jest dostęp do farmakologicznego leczenia hipercholesterolemii? Czy dla chorych nietolerujących statyn bądź nieskutecznie nimi leczonych są dostępne nowe terapie?

Dostępność statyn jest bardzo dobra. Są to dobrze działające leki, choć za mała jest edukacja społeczeństwa na temat potrzeby ich przyjmowania. Jednak leki te nie przez wszystkich są dobrze tolerowane; u 10-15 procent pacjentów, którzy rozpoczynają ich przyjmowanie, występują działania niepożądane uniemożliwiające dłuższe stosowanie. Ponadto nie u wszystkich pacjentów, zwłaszcza z wyższym stopniem hipercholesterolemii, są one na tyle skuteczne, by osiągnąć docelowe wartości cholesterolu, pozwalające na uniknięcie lub znaczne odroczenie na przykład zawału serca. 

Dlatego środowisko kardiologiczne na świecie z wielką uwagą obserwuje bardzo szybko rozwijającą się nową grupę leków — inhibitorów PCSK9. Są to przeciwciała monoklonalne, będące przykładem dynamicznego rozwoju współczesnej farmakologii, które dają nadzieję na bardzo skuteczne leczenie zaburzeń lipidowych. Ciekawy jest mechanizm ich działania na poziomie komórkowym, są one również w oryginalny sposób podawane — raz w tygodniu lub rzadziej, podskórnie. W serii pierwszych badań klinicznych, które obejmują obserwację przynajmniej roczną, wykazały one bardzo dobry efekt i już są dowody na ich skuteczność w redukcji liczby zgonów. Leki te są niestety bardzo drogie i dostęp do nich oraz ich wdrożenie do rutynowego stosowania będą zależały od analiz ekonomicznych. 

Jeśli chodzi o zastosowanie modeli ekonomicznych w chorobach serca i naczyń, to mamy już w Polsce silne ośrodki, które współpracują w tym zakresie z bardzo dobrymi centrami w Stanach Zjednoczonych. Eksperci w kraju obecnie analizują korzyści i oszczędności z zastosowania inhibitorów PCSK9. Jest to istotne, ponieważ u chorych z ciężką hipercholesterolemią czy działaniami niepożądanymi statyn są to leki niezwykle potrzebne. Na pewno skuteczność inhibitorów PCSK9 w obniżaniu poziomu cholesterolu w ciężkiej hipercholesterolemii jest dużo większa niż statyn. Być może w przyszłości analizy ekonomiczne wskażą też, jaki poziom cholesterolu — w przypadku braku efektu statyn — powinien przesądzać o potrzebie wprowadzenia leczenia inhibitorami PCSK9. 

O kim mowa

Dr hab. n. med. Tomasz Zdrojewski, kierownik Zakładu Prewencji i Dydaktyki Katedry Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii GUMed, przewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego PAN.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Katarzyna Fabiańska

Puls Medycyny
Kardiologia / Aż 61 proc. Polaków ma podwyższone stężenie cholesterolu - rozmawiamy z dr. hab. n. med. Tomaszem Zdrojewskim
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.