Andrzej Matyja: Ministerstwo Zdrowia powinno uważniej wsłuchiwać się w głos lekarzy

opublikowano: 09-03-2021, 18:52

Środowisko lekarskie znalazło w prof. dr. hab. n. med. Andrzeju Matyi strażnika swoich interesów i godności zawodu, a kierownictwo Ministerstwa Zdrowia surowego recenzenta jego decyzji bądź zaniechań. W rozmowie z „Pulsem Medycyny” prezes Naczelnej Rady Lekarskiej podsumowuje 2020 r.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Jakie najistotniejsze działania w kwestii pandemii COVID-19 czy ochrony prawnej lekarzy i dentystów podjął samorząd lekarski w minionym roku?

Bez wątpienia największym wyzwaniem, przed którym stanęło całe polskie społeczeństwo, w tym lekarze i inne zawody medyczne, była pandemia COVID-19. To wydarzenie o bezprecedensowej skali i znaczeniu dla niemal wszystkich sfer naszego życia. Minął właśnie rok od dnia, w którym potwierdzono pierwszy w Polsce przypadek zakażenia SARS-CoV-2 i wprowadzono twardy lockdown. Naturalnie również działania Naczelnej Izby Lekarskiej skupiły się wokół COVID-19.

Pierwsze wyzwanie, jakiemu musieliśmy sprostać, to dramatyczne braki w środkach ochrony indywidualnej personelu medycznego – na początku pandemii były one niezwykle odczuwalne. Warto przypomnieć, że ten rodzaj sprzętu nie jest dla lekarzy czy pielęgniarek towarem luksusowym, ale gwarancją bezpieczeństwa. W pozyskiwaniu środków ochrony indywidualnej ważne było wsparcie finansowe oraz to o charakterze moralnym, którym obdarzyło nas społeczeństwo. Niestety, nie zawsze takie wsparcie płynęło od rządzących. Często nasze apele o pomoc w tym względzie spotykały się z lekceważeniem lub, co boleśniejsze, próbą ośmieszania.

Drugim znaczącym obszarem działania było stałe apelowanie o stworzenie standardów postępowania medycznego zarówno z chorymi covidowymi, jak i z pozostałymi pacjentami. Od początku pandemii Naczelna Izba Lekarska zwracała uwagę, że choć ochrona zdrowia przestawiła się w znacznej mierze na walkę z pandemią, to pozostałe schorzenia, takie jak nowotwory czy choroby układu sercowo-naczyniowego nie zniknęły. Nie można leczyć jednych chorych kosztem drugich. Niestety, pierwsze oficjalne rekomendacje zaczęto publikować dopiero latem. W obliczu braku wystandaryzowanych zaleceń postępowania zaczęły pojawiać się rekomendacje z różnych źródeł, np. poszczególnych towarzystw naukowych lub konsultantów. Były one często niewystarczająco szczegółowe, co jedynie sprzyjało dezinformacji i chaosowi wśród personelu, a tym samym wywołało dezorientację wśród pacjentów. Na to nałożył się fakt, że pandemia w bolesny sposób obnażyła wszystkie słabości polskiej ochrony zdrowia: braki kadrowe, niedofinansowanie i niewystarczający poziom koordynacji oraz wymiany informacji pomiędzy podmiotami z różnych poziomów systemu.

Czy były również interwencje dotyczące poprawy warunków pracy lub płacy personelu medycznego?

Jedną z kluczowych dla naszego środowiska zmian prawnych było wejście w życie od 1 stycznia nowelizacji Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, w której konsultacjach samorząd intensywnie uczestniczył. Reguluje ona kwestie niezwykle istotne dla lekarzy (na których prawo nakłada obowiązek kształcenia ustawicznego), związane ze szkoleniem podyplomowym. W mojej ocenie, w nowelizacji zawarto kilka niezbyt trafionych rozwiązań, jak choćby zniesienie możliwości odbywania szkolenia specjalizacyjnego w formie wolontariatu. Zgadzam się co do tego, że za wykonaną pracę medyk zawsze powinien otrzymywać wynagrodzenie, ale w części specjalizacji wąskich i wybieranych jako dodatkowe była to jedyna droga sfinalizowania takiego szkolenia. Nie należy zmieniać reguł szkolenia w jego trakcie, ponieważ wielu lekarzom uniemożliwi to zdobycie specjalizacji. Według mnie, ta zmiana prawna, wprowadzona bez okresu przejściowego, jest niezrozumiała i zbyt radykalna.

Ważne dla środowiska były również zapisy ustawy „covidowej”, regulujące kwestię dodatków za pracę w ramach zwalczania COVID-19. Sam przebieg prac legislacyjnych oceniam bardzo krytycznie – nie powinno się tworzyć i przyjmować przepisów w takim chaosie i pośpiechu, gdy posłowie najwyraźniej nie wiedzą nad czym głosują. Przyjęte rozwiązania, moim zdaniem, dzielą środowisko lekarskie i nie motywują do pracy, a przecież lekarze – niezależnie od miejsca zatrudnienia – są wystawieni na takie samo ryzyko zakażenia. Ponadto niejasna pozostaje także kwestia podstawy prawnej przyznawania dodatków: część lekarzy otrzymuje je na mocy ustawy, inni w oparciu o polecenia ministra i decyzję dyrekcji podmiotów leczniczych. To trzeba ujednolicić.

Przed nami najpewniej kolejny wzrost zakażeń SARS-CoV-2. O jakie działania w zakresie walki z pandemią postuluje samorząd lekarski?

Chciałbym ponownie podkreślić, że pierwsze miesiące pandemii były czasem intensywnej i efektywnej współpracy środowiska z resortem. Uszanowaliśmy fakt, że był to moment absolutnie wyjątkowy i wymagający centralnego zarządzania w myśl zasady: w czasie wojny dowódca jest tylko jeden. Jako prezes samorządu od początku pandemii zwracałem uwagę na to, jak potrzebne jest szersze testowanie w kierunku SARS-CoV-2, szczególnie personelu medycznego. Wdrożenie testów na większą skalę to przecież nie tylko uzyskanie lepszej kontroli nad pandemią, ale też poprawa standardów bezpieczeństwa.

Początkowo ciężar walki w dużej mierze wzięły na siebie jednoimienne szpitale zakaźne, do których trafiali niemal wszyscy pacjenci z COVID-19. Czy decyzja o stworzeniu sieci takich placówek była słuszna? W mojej ocenie tak, choć zawsze mogą pojawić się wątpliwości co do wyboru poszczególnych podmiotów przekształconych w szpitale zakaźne.

Dziś wiemy, że wszelkie działania podejmowane w celu przeciwdziałania wzrostowi zakażeń SARS-CoV-2 powinny uwzględniać konieczność identyfikacji zakażonych, izolacji i przestrzegania zasad reżimu sanitarnego. Pierwsze tygodnie i miesiące pandemii to jednak wiele decyzji i działań podejmowanych praktycznie po omacku. Nie znaliśmy koronawirusa, niejasne było, jaką drogą się przenosi i jakie wywołuje objawy oraz którzy pacjenci są obarczeni większym ryzykiem cięższego przebiegu COVID-19 i potencjalnego zgonu.

Dziś jesteśmy w wielu kwestiach mądrzejsi, dodatkowo pojawiła się realna szansa na powrót do normalności dzięki szczepieniom. Oczywiście, akcja masowych szczepień populacyjnych wymaga czasu i dobrego przygotowania. Jako Naczelna Izba Lekarska wnieśliśmy do Narodowego Programu Szczepień sporo uwag i wiele z nich zostało przez resort uwzględnionych. Warto to podkreślić, ponieważ kierownictwo Ministerstwa Zdrowia nie zawsze wsłuchuje się w głos środowiska lekarskiego. Jako lekarze rozumiemy, że w tak kryzysowej sytuacji, z jaką mamy obecnie do czynienia, rozproszony model zarządzania się nie sprawdza. Jednak to medycy, a nie urzędnicy, znajdują się na pierwszej linii frontu i najlepiej są w stanie ocenić, np. czego w danym momencie brakuje albo jakie rozwiązania nie działają.

W mojej ocenie, szczególnie ważnym dla lekarzy i lekarzy dentystów momentem było uznanie COVID-19 za chorobę zawodową, o co również wielokrotnie apelowaliśmy. Znacząco poprawiło to warunki pracy i bezpieczeństwo – także prawne – pracowników medycznych.

Czy działalność publiczna dostarcza innego rodzaju emocji od tych, które towarzyszą na sali operacyjnej?

Niemal od początku mojej kariery zawodowej łączyłem pracę chirurga z działalnością na rzecz środowiska lekarskiego: jego integracji, obrony dobrego imienia i godności zawodu, ochrony prawnej medyków oraz pacjentów. Wymaga to ogromnego zaangażowania , poświęcenia prywatnego czasu, jednocześnie poszanowania dla różnorodności postaw, opinii i poglądów. Działalność dla środowiska to, najogólniej mówiąc, ciągłe poszukiwanie porozumienia.

Praca chirurga na sali operacyjnej to pełne zaangażowanie, koncentracja, umiejętność szybkiego podejmowania decyzji, czemu towarzyszy poczucie ogromnej odpowiedzialności i mnóstwo skrajnych emocji: od dumy z sukcesu po bezradność.

Czy w minionym roku spotkał pan kogoś, kto by pana zainspirował?

Takich spotkań było wiele, ale najbardziej utkwiło mi w pamięci spotkanie z Dominiką Kulczyk, która wsparła Fundację Lekarze Lekarzom i nasz fundusz pomocowy kwotą 20 milionów złotych, co umożliwiło zakup podstawowych środków ochrony indywidualnej. Ważne było dla mnie także spotkanie z ministrem Michałem Dworczykiem i Joanną Kopcińską, dziś europosłanką – bez ich udziału transport środków ochrony do Polski byłby niemożliwy.

O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja jest specjalistą w dziedzinie chirurgii ogólnej i onkologicznej, nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Jagiellońskim, kierownikiem Kliniki Chirurgii Ogólnej, Obrażeń Wielonarządowych i Medycyny Ratunkowej UJ CM, kierownikiem Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej, Metabolicznej i Stanów Nagłych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie oraz działaczem samorządu lekarzy, a od 2018 r. prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej.

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja zajął 3. miejsce na Liście Stu 2020 najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.