Rak jelita grubego: personalizacja leczenia to nie tylko włączenie nowoczesnych leków

Personalizacja leczenia chorych na zaawansowanego raka jelita grubego nie polega tylko na podawaniu drogiej terapii, ale na indywidualnym dopasowaniu leczenia m.in. do stanu sprawności pacjenta – przekonują eksperci z obszaru onkologii.

– Jeśli nie zakwalifikujemy pacjenta do nowoczesnego leczenia zgodnie z odpowiednimi kryteriami, to jego organizm może być zbyt słaby i pacjent nie tylko nie odniesie korzyści, ale odniesie wręcz szkody z leczenia – podkreśla prof. Lucjan Wyrwicz, kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

iStock

Rak jelita grubego może być chorobą przewlekłą

O możliwościach skuteczniejszego leczenia i lepszej opieki nad pacjentami onkologicznymi eksperci rozmawiali podczas spotkania prasowego, które odbyło się 29 czerwca.

Dr Leszek Kraj z Kliniki Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zaznacza, że zaawansowany rak jelita grubego jest chorobą, której dziś nie da się wyleczyć.

– Naszą intencją jest wydłużanie przeżycia chorych dzięki zastosowaniu leczenia sekwencyjnego kolejnymi liniami terapii – powiedział specjalista. Według niego jeszcze 10 lat temu można było przedłużyć życie pacjenta z rozsianym rakiem jelita grubego o 12 miesięcy. Obecnie, dzięki nowym terapiom, ten czas wydłużył się trzykrotnie.

– Dzisiaj rak jelita grubego jest przykładem choroby, z której u niektórych pacjentów - dobrze wyselekcjonowanych, odpowiadających na leczenie - jesteśmy w stanie zrobić chorobę przewlekłą, taką jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze. Nie jesteśmy jej w stanie wyleczyć, ale możemy wydłużać życie pacjentów i poprawiać jego jakość – tłumaczy.

Prof. Wyrwicz ocenił, że obecnie program lekowy dla pacjentów z zaawansowanym rakiem jelita grubego jest dobry – lekarze mogą leczyć chorych w I, II, III i IV linii leczenia.

Obecnie w zaawansowanym raku jelita grubego stosujemy pięć podstawowych grup leków – trzy z zakresu chemioterapii i dwa z zakresu leków celowanych molekularnie. Leki te stosujemy w kolejnych liniach leczenia uwzględniając to, że na początku pacjent jest w stanie zaakceptować silniejsze działanie leków, a na późniejszych etapach trudniej tolerować toksyczność niektórych terapii – podkreśla prof. Wyrwicz.

– Na tym etapie pacjenci są już po wielu liniach terapii, dlatego musimy umieć ich zakwalifikować do leczenia w taki sposób, aby odnieśli z niego korzyść – mówi dr Kraj.

Onkologia
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE

Przed kwalifikacją do leczenia należy ocenić sprawność chorego

Jak dodaje, dostępny program lekowy sztywno określa kryteria kwalifikacji chorych do III i IV linii leczenia.

– Część tych kryteriów jest obiektywna, jak np., wyniki badań laboratoryjnych. Jednak takie kryterium, jak stan sprawności pacjenta, jest kryterium płynnym i trzeba go uważnie oceniać – mówi specjalista. Do innych czynników, które mogą wskazywać, że u danego chorego efekt tej terapii będzie lepszy to: ograniczenie liczby przerzutów do mniej niż trzech narządów oraz czas od pierwszego przerzutu do rozpoczęcia terapii dłuższy niż 18 miesięcy.

Zdaniem prof. Wyrwicza wielu lekarzy woli jednak zapisać pacjentowi lek, niż powiedzieć, że ze względu na jego stan sprawności i osłabienie organizmu takie leczenie może nie przynieść korzyści - a wręcz spowodować szkody. Poza tym sami pacjenci wywierają presję na lekarzy oczekując, że dostaną kolejną terapię.

– Musimy uświadamiać lekarzy i pacjentów, że personalizacja leczenia nie polega na tym, aby podać drogi lek, ale na tym, żeby dostosować terapię do danego chorego – podkreśla prof. Wyrwicz.

– Cieszy nas to, że jest program lekowy, że to leczenie jest dostępne w Polsce, że mamy sekwencję terapii i że możemy jak w szachach pewne ruchy sobie planować. Ale musimy być świadomi, kiedy nie proponować leczenia, które jest z góry skazane na niepowodzenie a może wręcz zaszkodzić choremu – podkreśla dr Kraj.

Większość schematów chemioterapii podawanych we wlewach dożylnych można stosować w domu z użyciem tzw. infuzorów, które wymagają wkłucia centralnego. Dzięki nim chorzy zamiast spędzać 46 godzin w szpitalu mogą podczas podawania chemioterapii przebywać w domu.

– Zamknięcie chorych w szpitalu to zabieranie im możliwości aktywnego funkcjonowania, a jakość życia pacjenta na tym cierpi. Poza tym jest to rozwiązanie znacznie droższe dla systemu ochrony zdrowia - wskazuje prof. Wyrwicz. Zwrócił uwagę, że od ponad roku w Polsce infuzory są refundowane. Jednak wciąż wiele ośrodków zamiast stosować tę metodę zamyka chorych w szpitalu na chemioterapię.

Więcej