...aaaaby najszybciej wyleczyć

Mirosław Stańczyk
opublikowano: 09-04-2008, 00:00

Liczba anonsów o usługach medycznych przyrasta w sieci lawinowo, w tempie kilkuset dziennie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Skala korzystania przez lekarzy z możliwości zamieszczenia darmowych anonsów elektronicznych jest imponująca. Na mapach lokalizatora internetowego Zumi widnieje ponad 17 tys. punktów, a każdy z nich oznacza adres lekarza. Dwukrotnie większą bazą medyków dysponuje wyszukiwarka Mapy Google, gdzie jest ok. 40 tys. adresów z terenu Polski. Trzeba jednak pamiętać, że w większości adresy w obu narzędziach internetowych są dublowane.
Niedługo stanie się powszechne wprowadzanie danych lekarzy do map wykorzystywanych w systemach nawigacji satelitarnej GPS, gdyż podróżujący samochodem, o ile będzie potrzebował pomocy medycznej, w pierwszej kolejności skorzysta z zamontowanego w aucie nawigatora. Urządzeń tych funkcjonuje coraz więcej, bo koszt zakupu najprostszych modeli to kwota zaledwie kilkuset złotych. Pacjenci będą mogli wyszukać na mapie adres lekarza, tak jak teraz on szuka dzięki GPS miejsca zamieszkania pacjenta, do którego dostał wezwanie.

Tylko czysta informacja

Z pewnością nadrzędnym celem umieszczania przez lekarzy informacji o świadczonych usługach jest chęć pozyskania nowych pacjentów. W świadomości medyków zakorzeniona została najprostsza, ale i najważniejsza dla zgodnego z prawem wykonywania zawodu różnica pomiędzy reklamą a informacją. Ujmując najprościej, ta pierwsza jest zakazana, a druga nie. Co począć w sytuacji, gdy postęp przynosi nowe możliwości, które czasem ze znacznym opóźnieniem dostrzegane są przez ustawodawców? Korzystając z dobrodziejstw sieci, lekarze narażeni są na pewien dyskomfort sięgania po produkt, który nie jest opisany w polskim prawie. Ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty stanowi jedynie, że lekarz może informować o wykonywanej praktyce, ale nie odnosi się to do Internetu. Pozostawia samorządowi zawodowemu lekarzy szczegółowe uregulowanie tych kwestii.
Dlatego stan nieufności i zaniepokojenia towarzyszył większości rozmówców, z którymi kontaktował się Puls Medycyny w sprawie efektów zamieszczanych w Internecie anonsów o prowadzeniu prywatnych praktyk lekarskich. Bywało i tak, iż ogłaszający się w sieci utrzymywali, że ich dane adresowe trafiły do zasobów internetowych przypadkowo lub wynikają z inicjatywy władz gminy, które chcą ułatwić w ten sposób dostęp pacjentów do lekarzy. Jednak przedstawiciele władz samorządowych dementowali w rozmowach z naszą gazetą takie sugestie. Tylko nieliczni lekarze zdecydowanie przyznali, że sami umieścili swoje dane w Internecie, oczywiście tylko dla celów informacyjnych.

Na co pozwala prawo?

A zatem wolno czy nie informować o swojej działalności w anonsach internetowych? „Kwestie dopuszczalności informowania lekarzy o swoim istnieniu poprzez Internet nie były dotychczas przedmiotem oceny Komisji Etyki Lekarskiej Naczelnej Izby Lekarskiej, choć sprawy związane z reklamowaniem się lekarzy analizowano niejednokrotnie" - informuje Jolanta Wysocka, bioetyk z Działu Etyki Izby.
Uchwała Naczelnej Rady Lekarskiej z kwietnia 1998 r. precyzuje, jakie dane mogą się znaleźć w informacji o świadczeniu usług medycznych, a więc oprócz imienia i nazwiska, także rekordy teleadresowe i godziny przyjęć lekarza. Zestaw ten można uzupełnić o stopień i tytuł naukowy, a także o specjalizację prowadzącego praktykę. Ogłoszenie ma prawo zawierać również dane o szczególnym zakresie i rodzaju udzielanych świadczeń zdrowotnych. Takie wyszczególnienie jest jednak możliwe po uzyskaniu zgody właściwej terytorialnie okręgowej rady lekarskiej.
Komisja Etyki Lekarskiej ma niewielkie doświadczenie w zakresie badania internetowych informacji zamieszczanych przez lekarzy. Nie wypowiada się zatem, czy podanie trasy dojazdu do kliniki jest już formą reklamy, podobnie jak dodanie informacji, iż lekarz przyjmuje płatności kartą. Nie wiadomo także, jak zostaną potraktowane przez samorząd zawodowy linki prowadzące z elektronicznej wizytówki lekarza do treści reklamujących oferowane usługi zdrowotne.
Biorąc pod uwagę ożywione dyskusje na forum Komisji Europejskiej dotyczące zagadnienia, co jest informacją, a co reklamą, lekarze nie powinni liczyć na precyzyjną definicję rozróżniającą oba pojęcia w postaci na przykład dyrektywy unijnej. Zalecana jest więc ostrożność, ta bowiem chroni przed spotkaniami z rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej.
Prawo w medycynie
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
×
Prawo w medycynie
Wysyłany raz w miesiącu
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Mirosław Stańczyk

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.