Mamy pokusę, żeby wykonywać swoją pracę wbrew wszystkiemu

O systemie ochrony zdrowia, opiece nad pacjentami oraz różnicach pomiędzy oczekiwaniami i rzeczywistością rozmawiamy z medykami głodującymi od 2 października w Szpitalu Dziecięcym w Warszawie.

Tagi

Wywiady

Czy zdawaliście sobie sprawę z tego, że protest tak się rozwinie? 

Spodziewaliśmy się tego. Ludzie nas bardzo wspierają, przychodzą pacjenci, dziękują za to, że o nich walczymy. Ta debata na temat ochrony zdrowia jest bardzo potrzebna. Protest rozpoczęli rezydenci, później dołączyli przedstawiciele innych zawodów medycznych. Są wśród nas fizjoterapeuci, diagności, dietetycy. Jesteśmy jednym organizmem, pracujemy wspólnie.

Jak odniesiecie się do zarzutów, że postulaty pozaśrodowiskowe, tj. zmniejszenie kolejek i zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, to tylko przykrywka dla żądań podwyżek? 

Media zarzucają nam, że zasłaniamy się dobrem pacjenta, a tak naprawdę chodzi nam o pieniądze. To nieprawda. Ważny jest pacjent i wszystko to, co wiąże się z pomocą. Mamy ograniczone możliwości, brak sprzętu, brak finansowania szkoleń. Z brakami kadrowymi nie poradził sobie żaden rząd. To jest nasz apel do obecnie rządzących, żeby nam pomogli doprowadzić tę służbę zdrowia do takiego poziomu, by była wydajna.  

Nie czujecie, że jesteście wykorzystywani przez opozycję? Że ktoś chce zbić na was kapitał polityczny? 

Jesteśmy apolityczni i cały czas to podkreślamy. Wielu polityków chciałoby wypłynąć na tej sprawie. Niektórzy próbowali nas wspierać pod publikę, ale nie ma na to naszej zgody.  

To, co robi ten rząd, kontynuuje tradycję poprzednich ekip.  Kiedy rządziło PO, co roku w styczniu występowały problemy z przedłużaniem kontraktów praktyk poz. Pan Arłukowicz, który teraz głośno popiera ten protest, powinien nie zabierać głosu i wstydzić się za to, co zrobił. To jest wykorzystywanie naszych postulatów, ci ludzie nie mają wstydu.

Dlaczego akurat teraz zaczęła się tak zacięta walka? 

Takie zrywy powtarzają się co kilka lat. Przedstawiciele różnych zawodów medycznych próbują poprawić wydajność systemu i warunki swojej pracy, zapewnić pacjentom lepszą opiekę. Było "Białe miasteczko" pielęgniarek, był też protest ratowników medycznych. Teraz po raz pierwszy udało się zjednoczyć wszystkich medyków w ramach jednego protestu. Popierają nas także starsi koledzy.  

Czy studenci kierunków medycznych są w jakiś sposób przygotowywani do tego, jak naprawdę wygląda praca w polskiej służbie zdrowia? 

Gdyby ktoś na pierwszym czy drugim roku doświadczył tego, jak się naprawdę pracuje, nie byłoby chętnych do skończenia studiów. Młody człowiek ma głowę pełną ideałów i nagle pojawia się mur. Pierwsze zderzenie z rzeczywistością następuje na zajęciach klinicznych, później na stażu i rezydenturze. Studenci w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, jaka jest rzeczywistość.  

Jak się ocenianie wizję publicznej służby zdrowia, którą promuje Konstanty Radziwiłł?  

To nie jest zła idea, założenia są dobre. Jednak jest ona niedopracowana. Nie ma oczywiście idealnego systemu, każdy ma wady, jednak trzeba je minimalizować.  

Pacjenci mają większe wymagania? 

Pacjenci są rozgoryczeni, zawiedzeni i zmęczeni tym, że nie są w stanie otrzymać pomocy medycznej, która im się należy, ponieważ jest nas bardzo mało. Zabezpieczenie Polaków od strony medycznej odbywa się naszym kosztem. Jesteśmy zatrudnieni na dwóch, trzech etatach, dlatego tych braków kadrowych nie widać.  Tymczasem polscy pacjenci zaczęli być  bardziej świadomi i mają większe oczekiwania. Podróżują po świecie, widzą, jak może wyglądać służba zdrowia, a potem wracają do kraju i zderzają się z polską rzeczywistością.  

Pojawiają się jednak krytyczne opinie na temat protestu - że jesteście roszczeniowi, butni i nie macie pokory.  

To trochę dziwne, bo przecież walczymy o dobro pacjentów, a prędzej czy później każdy, bez względu na sympatie polityczne, trafi do lekarza. Ludzie żyją też w przekonaniu, że lekarze to bardzo bogaci ludzie. Mówią, że mamy obowiązek odpracować studia, bo państwo za nie zapłaciło. Uważamy, że nie można stawiać sprawy w ten sposób.  

Paradoksalnie, jedną z przyczyn traktowania systemu ochrony zdrowia po macoszemu przez kolejne rządy jest to, że nasza praca ma charakter misyjny. Mamy pokusę, żeby wykonywać swoją pracę wbrew wszystkiemu. System z tego korzysta,  wykorzystuje nasze podejście - że bez względu na warunki wykonamy swoją pracę.  Przyzwyczailiśmy polityków, że tak czy siak nie odejdziemy od łóżek pacjentów. Jeśli mamy dylemat – zostać na kolejny dyżur czy wrócić do domu, żeby trochę odpocząć, zawsze rozstrzygamy go na korzyść pacjenta . 

Ten system stypendialny, o którym mówił minister, to dobry pomysł?  

Każdy z nas chciałby pracować w Polsce. Jesteśmy Polakami, tu się uczymy, tu mamy rodziny i chcemy pomagać polskim pacjentom. Chcemy mieć możliwość dokształcania się w ramach naszej pracy. Często płacimy za szkolenia z własnej kieszeni, bo nie ma dofinansowań. Nikt z nas nie chce porzucać pracy, nie wszyscy chcą wyjeżdżać. 

Stypendia może nie byłyby złym pomysłem, ale nie ma o czym mówić, dopóki nie będzie wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Nic się nie zmieni, dopóki nie będzie więcej pieniędzy.  

O takim rozwiązaniu rozmawia się wyłącznie w kontekście lekarzy, pomijając inne zawody medyczne. Studia i specjalizacja z fizjoterapii nie są w żaden sposób finansowane przez ministerstwo.  Nikt się nie kwapi, aby dofinansować certyfikat psychoterapeuty.  Wiele rzeczy systemowych nadrabiamy własnym nakładem - sami płacimy za szkolenia, wykorzystując urlopy wypoczynkowe.  

Dlaczego służba zdrowia w Polsce jest w takim stanie? 

Służba zdrowia z definicji jest deficytowa. Mamy dwie strony: jedną z nich jest lekarz i pacjent, a z drugiej strony jest administracja, NFZ i minister, dla których to zdrowie sprowadza się do pieniędzy. Tych sprzecznych interesów nie da się pogodzić,  nie tylko w Polsce. Chodzi tylko o minimalizowanie różnic.  

Lekarz chciałby zajmować się tylko leczeniem. Ale mamy w tyle głowy to, że pracodawca lub NFZ może go rozliczyć, czy leczy w sposób opłacalny. Księgowych nie interesuje jakość usługi medycznej.  Tymczasem medycynę powinniśmy rozliczać ze skuteczności leczenia i korzyści dla pacjentów. Trzeba szukać rozwiązań, znaleźć wskaźniki, które pomogą powiązać opłacalność z długofalową skutecznością działania. Dopóki nie będzie takiego rozwiązania, to sytuacja będzie zła.  

Wierzycie, że protest przyniesie konkretne rozwiązania? 

Mam taką nadzieję. Dopuszczamy możliwość, że protest zostanie rozwiązany, a nam nie uda się w krótkim czasie osiągnąć naszego celu, czyli wzrostu nakładu na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB. Jednak największym osiągnięciem jest, że w końcu rozpoczęła się publiczna dyskusja na temat służby zdrowia, jakości opieki medycznej i tego, co się należy pacjentom. Postulaty środowiskowe też są ważne. Dobry medyk - to medyk zdrowy i wypoczęty.  

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.