Schorzenia towarzyszące łuszczycy

Łuszczyca jest nie tylko chorobą skóry, ale przewlekłą, autoimmunologiczną chorobą zapalną, która dotyczy wszystkich narządów i tkanek. Powoduje to określone konsekwencje zdrowotne dla pacjentów, którzy nie zawsze są tego świadomi. I nie zawsze trafiają do właściwego specjalisty.

Długotrwały stan zapalny spowodowany łuszczycą sprawia, że średnio po około czterech latach u chorego w stopniu umiarkowanym i ciężkim rozwija się co najmniej jedna choroba dodatkowa. 

Wrota do następnej choroby

Łuszczyca znacząco zwiększa ryzyko łuszczycowego zapalenia stawów, chorób sercowo-naczyniowych i ich powikłań, chorób metabolicznych (np. cukrzycy) oraz chorób nerek. Ryzyko to wzrasta wraz z powiększaniem się obszaru zmian łuszczycowych na skórze oraz czasem trwania choroby.

„Mechanizm powstawania blaszki łuszczycowej jest dokładnie taki sam jak blaszki miażdżycowej. Jedyną różnicą jest tylko narząd” — podkreśla płk dr hab. n. med. Witold Owczarek, kierownik Kliniki Dermatologii w Wojskowym Instytucie Medycznym. 

Według ostatnich doniesień, u chorych na ciężką postać łuszczycy ryzyko wystąpienia poważnego incydentu choroby niedokrwiennej serca jest o 58 proc., a udaru mózgu o 43 proc. wyższe w porównaniu z osobami bez łuszczycy. 

Łuszczyca zwiększa również o 46 proc. ryzyko zachorowania na cukrzycę i niemal dwukrotnie prawdopodobieństwo wystąpienia zespołu metabolicznego. U około 30 proc. pacjentów z łuszczycą dochodzi do rozwoju łuszczycowego zapalenia stawów. U około jednej czwartej chorych stwierdza się objawy depresji, uważanej za najczęstszą chorobę współistniejącą z łuszczycą. 

Do dermatologa 
czy reumatologa?

Sposób leczenia chorych na łuszczycę powinien być uzależniony m.in. od nasilenia zmian skórnych. Ich ocena nastręcza jednak dermatologom wiele trudności. „Mimo że wszystkie konsensusy zalecają ocenę stanu nasilenia choroby, to de facto bardzo trudno je zastosować w warunkach ambulatoryjnych. Są zbyt skomplikowane i czasochłonne” — mówi dr hab. Witold Owczarek.

Jego zdaniem, dobór terapii powinien być wypadkową nasilenia zmian, wpływu choroby na zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne pacjenta, jakość jego życia oraz współistnienie chorób dodatkowych. „Jeżeli pacjent ma bardzo małe zmiany na skórze, ale duże ryzyko rozwoju chorób dodatkowych, to trzeba to uwzględnić podejmując decyzję o leczeniu” — podkreśla dr hab. Witold Owczarek.

Jak pokazują statystyki, część chorych na łuszczycowe zapalenie stawów trafia do reumatologów, część do dermatologów, a nawet innych specjalistów. A do kogo powinni się zgłosić i jak być leczeni?

„Ze statystyk wynika, że pacjenci z łuszczycą umiarkowaną do ciężkiej częściej chorują na łuszczycowe zapalenie stawów. Jednak ze względu na nasilone zmiany skórne, w jakimś zakresie będą pod opieką dermatologa. Z drugiej strony, chorzy z łuszczycą lekką i bardzo lekką, również mający łuszczycowe zapalenie stawów, nie będą musieli być tak często kontrolowani przez dermatologa” — mówi dr hab. Witold Owczarek.

Leczenie biologiczne 
nie w każdym ośrodku

Pacjenci często nie wiedzą, że nie we wszystkich ośrodkach dermatologicznych i reumatologicznych stosowane są kryteria rozpoznania łuszczycowego zapalenia stawów i odbywa się kwalifikacja do leczenia biologicznego. Zdarza się więc, że np. pacjent z ciężką łuszczycą, który powinien być badany pod kątem ŁZS co sześć miesięcy, nie jest w tym czasie poddany kontroli. A pacjent, który powinien trafić do reumatologa w ciągu 6-8 tygodni od wystąpienia pierwszych objawów zapalenia stawów, często czeka w kolejce kilka miesięcy, nie mając najmniejszych szans na zmieszczenie się w tzw. oknie terapeutycznym.

Ze względu na ograniczenia systemowe (konieczność zgłaszania pacjentów do programów lekowych), tylko część lekarzy może zastosować wszystkie możliwości terapeutyczne u chorego, który do nich trafi. Na przykład zapisując się do jakiegoś reumatologa w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, pacjent nie ma pojęcia, że wybrany przez niego lekarz nie ma możliwości wykorzystania pełnej ścieżki terapeutycznej. Takiej informacji nie znajdzie przecież na drzwiach gabinetu.

„To jest problem, który dotyczy wielu ośrodków. Nie wiem, jak jest w przypadku łuszczycowego zapalenia stawów, bo nie mam takich danych, ale jeśli chodzi o łuszczycę plackowatą, to w Polsce jest 39 ośrodków, w których stosuje się leczenie biologiczne. Wydawałoby się, że to bardzo dużo — w porównaniu np. z Węgrami czy Danią, które mają tylko po dwa tego typu ośrodki. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę możliwości polskich pacjentów i dostępność do lekarzy, to okazuje się, że droga, którą muszą pokonać (i nie chodzi tylko o odległość) jest znacznie dłuższa, niż mogłoby się wydawać” — mówi kierownik Kliniki Dermatologicznej WIM. 

Potrzebna 
wyznaczona ścieżka terapii

Według dr. hab. Witolda Owczarka, najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie modelu współpracy i komunikacji między ośrodkami i specjalistami (dermatologami i reumatologami) zajmującymi się leczeniem chorych na łuszczycę i łuszczycowe zapalenie stawów. Pomogłoby to lekarzom, nawet z najodleglejszych zakątków kraju, kierować pacjentów do właściwej osoby, która jest w stanie im pomóc. Brak tej „drogi personalnej” powoduje często, że pacjent czuje się kompletnie zagubiony. Dostaje skierowanie do specjalistycznego ośrodka, rejestruje się w kolejce i… bezpowrotnie traci szansę na skuteczne leczenie. 

„Kontakty między ośrodkami, lekarzami i pacjentami stanowią największą wartość w przypadku rozpoznania łuszczycowego zapalenia stawów. Samo rozpoznanie nic pacjentowi nie daje, on musi jeszcze trafić tam, gdzie są w stanie mu pomóc. Bo nawet najlepszy lekarz, który rozpoznał u niego chorobę, niekoniecznie jest w stanie wdrożyć u niego odpowiednią metodę leczenia” — tłumaczy dr hab. Witold Owczarek. Dodaje, że nie dotyczy to tylko Polski. Podobnie jest we Włoszech, Argentynie i wielu innych państwach na świecie.

Problemem jest również, jak zauważa, brak jednolitego systemu prowadzenia dokumentacji medycznej. Stosowanie różnych metod sprawia, że niekoniecznie pasuje ona do przyjętych kanonów postępowania. Brakuje w niej np. elementów niezbędnych do zakwalifikowania chorego do dalszego postępowania terapeutycznego. 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.