Nie walczmy o bzdury – stać nas na więcej

Arman Tovmasyan przez 9 lat poznawał realia pracy zarówno w firmach państwowych, jak i prywatnych. Doświadczony ratownik medyczny w rozmowie z Katarzyną Suską przyznaje otwarcie, których postulatów nie popiera i co - jego zdaniem - należy zmienić, aby ratownictwo funkcjonowało sprawniej.

Tagi

Wywiady

W całej Polsce trwa akcja protestacyjna ratowników medycznych. Co sądzi Pan o podjęciu tych  działań przez pana środowisko?

Arman Tovmasyan: Obecny protest wiąże się z różnymi postulatami, z których tylko żądanie podwyżki jest wspólne dla wszystkich ratowników, choć proponowana stawka to mało znacząca zmiana. Stosowane metody protestacyjne też nie należą do takich, które mogą wywrzeć znaczący wpływ na rządzących. Transparenty już były i nie przynosiły efektów. Zdecydowana większość zespołów ratownictwa medycznego składa się z ratowników medycznych – nie ma tylu lekarzy systemu, nie ma tylu pielęgniarek ratunkowych, żeby nas zastąpić. Większość środowiska nie zdaje sobie sprawy z tego, że to my, ratownicy medyczni, w tej chwili mamy monopol na ratownictwo w Polsce. Powinniśmy z tego przywileju skorzystać. Jeżeli nagle ratownicy zamkną drzwi karetek, to nie będzie komu jeździć do pacjentów. Dobrym sposobem byłoby zjednoczenie ratowników i składanie ofert o jednakowo wysokich stawkach, takich jakich chcą ratownicy, a nie tych proponowanych przez dysponentów. Kwota brutto, o którą ubiegają się obecnie związkowcy, to wciąż zdecydowanie za mało. Mając monopol, środowisko powinno walczyć o więcej.

Więcej, to znaczy ile? Obecna podwyżka ma wynieść 1800 zł. 

Mówimy o kwocie brutto. Na rękę ratownik dostanie kilkaset złotych. Po takiej podwyżce zarobki wciąż pozostaną zdecydowanie nieadekwatne do kompetencji i charakteru wykonywanej pracy. Żeby godnie zarobić, ratownik medyczny, tak samo jak lekarz czy pielęgniarka, pracuje w kilku miejscach na kontrakcie. Jednak spędzanie 400 godzin miesięcznie w pracy nie jest dobrym rozwiązaniem. 

Na dyżurach tracimy zdrowie, narażamy życie jeżdżąc „na sygnale”, możemy mieć kontakt z chorobami zakaźnymi, brak snu również niczemu dobremu nie służy. Dobre wynagrodzenie nie powinno być konsekwencją nadwyrężania własnego organizmu i zaniedbywania życia prywatnego.

Więc jak powinny się kształtować te oczekiwania?

Pracujący 160 godzin ratownik medyczny powinien zarabiać tyle, ile zarabiamy obecnie, będąc na dyżurze 400 godzin. Ratownicy jeszcze nie doceniają siebie na tyle, aby zrozumieć, że jeżeli wszyscy zaproponują np. 10 tys. netto na umowie o pracę lub 50 zł brutto za godzinę na kontrakcie, to tyle dostaną, bo nie ma nikogo, kto mógłby nas zastąpić. Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni, gdyż samoświadomość ratowników cały czas rośnie. Będzie się to wiązało oczywiście z drastycznym przerzedzeniem szeregów ratowników, ale tak musi być. Zostaną najlepsi.

Stwierdził Pan, że ratownicy niewystarczająco sami się doceniają, a  jak postrzega was społeczeństwo? 

Jeszcze około dziesięciu lat temu nikt ratowników nawet nie kojarzył, wtedy normalnym składem „pogotowia” byli lekarz, sanitariusz i pielęgniarka. Ludzie pytali kim jesteśmy, bo ratownik to przecież siedzi na basenie, a nie przyjeżdża do chorych. Wiem, że niektórzy mają jeszcze wiele zastrzeżeń, ale ja uważam, że jest coraz lepiej. Chociaż często jesteśmy postrzegani jak samarytanie, którzy są od ogólnego niesienia pomocy, albo jesteśmy myleni z lekarzami, to większość ludzi młodych oraz w średnim wieku doskonale wie, kim jest ratownik medyczny.

Czy z większą świadomością społeczną łączy się również okazywanie większego szacunku?

Jeżeli chodzi o pacjentów, to myślę, że zdecydowana większość ratowników nie oczekuje od nich docenienia, bo to nie oni powinni nas doceniać. Nie mówię tu o smutnych, roszczeniowych panach z gorączką albo paniach z nagłym podejrzeniem ciąży. Mówię o prawdziwych pacjentach. Oni nas nie muszą doceniać. Oni są w stresie, walczą o przeżycie, mają prawo być nietaktowni. Proszę wyobrazić sobie taką sytuację: jest godzina czwarta rano, mężczyzna czterdziestoparoletni czuje silny ból w klatce piersiowej. Przyjeżdżamy, okazuje się, że to zawał. Mężczyzna wie, że już niczego ważnego dziś nie załatwi, a miał tysiące planów, szykował się do pracy itd. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, że nie doceni nas w tym momencie. Może stanie się to w momencie, w którym wyjdzie ze szpitala, i zda sobie sprawę z tego, że mógł już nie żyć. Czasem pacjenci są na miejscu zdarzenia bardzo pretensjonalni, a później kiedy się okazuje, że mogłoby ich nie być, to przychodzą z kwiatami. Nie oczekujemy niczego bezpośrednio od pacjentów, ale jeszcze raz zaznaczę, że chodzi tu o prawdziwych pacjentów, a nie o hipochondryków różnej maści. Oczekujemy godnego wynagrodzenia za naszą pracę.

Nowelizacja ustawy o PRM odnosi się nie tylko do finansów, ale zakłada też likwidację prywatnych firm, oferujących usługi ratownictwa medycznego.

Likwidacja prywatnych firm świadczących usługi ratownictwa medycznego to kompletna bzdura, dlatego nie wszyscy ratownicy popierają protest. Jest to na rękę tylko niektórym dysponentom państwowym oraz powiązanym z nimi związkom zawodowym, które udają, że działają w interesie wszystkich ratowników. Jeżeli chcemy w pełni państwowego ratownictwa, to zróbmy z tego służbę na podobieństwo straży czy wojska – dajmy ratownikom przywileje i trzykrotność obecnego wynagrodzenia. Moim zdaniem wszelkie argumenty postulujących o zakaz funkcjonowania firm prywatnych to przykrywka, a prawdziwym celem jest usunięcie prywatnej konkurencji z terenu państwowych dysponentów. Firma prywatna startuje w konkursie ofert na ratownictwo tam, gdzie chce. Natomiast nie zdarzyło się jeszcze, by pogotowie państwowe z miasta X wystartowało w konkursie w  mieście Y. Tym samym firmy prywatne zwiększają konkurencyjność na rynku.

Zaplanowano także stworzenie dyspozytorni państwowych w większości po jednej na całe województwo. Z jakimi problemami może się to wiązać?

Niewątpliwie koordynowanie akcją ratunkową przy zdarzeniu masowym wymaga centralizacji i zintegrowanego systemu, dlatego, w wyjątkowych sytuacjach, decyzje organizacyjne być może powinny zapadać wspólnie ze strażą i policją. Natomiast z punktu widzenia „zwykłego dnia pracy” małe dyspozytornie są praktyczniejsze, gdyż najzwyczajniej na jednego dyspozytora przypada mniej telefonów. Jest więc możliwość porządnego zebrania wywiadu i wydania dzwoniącym zaleceń. Tym samym jest mniej nieuzasadnionych wezwań i większa dostępność zespołów w razie poważnych zdarzeń. Obawiam się, że konsekwencją tworzenia dużych dyspozytorni będzie to, co już teraz stanowi duży problem – rozdysponowywanie zespołów głównie do osób, które tak naprawdę nie potrzebują pomocy ratownictwa medycznego. Raz na kilkaset wyjazdów masz okazję komuś pomóc, ale ostatecznie nie jesteś w stanie tego zrobić, bo starsza pani z nadciśnieniem była pierwsza. Sprzęt, który znajduje się w karetce, zabieramy do bóli brzucha od miesiąca. Tym samym zabieramy społeczeństwu defibrylator na dobre pół godziny.

Kto powinien pracować na dyspozytorni, aby współpraca z zespołem ratunkowym była jak najefektywniejsza?

Zdecydowanie nie powinny tam pracować osoby z zaawansowaną demencją, które nie widziały pacjenta od trzydziestu lat. Moim zdaniem dyspozytorem powinien być czynny zawodowo ratownik, albo czynna zawodowo pielęgniarką systemu ratownictwa medycznego. Muszą to być osoby, które na co dzień jeżdżą w zespołach wyjazdowych i potrafią samodzielnie podejmować decyzje. 

Dyspozytorzy wypełniają wyznaczone dla nich procedury. Czy są one wadliwe?

Procedury są przede wszystkim  zbyt ogólne. Nie funkcjonuje w nich konkretny algorytm, gdzie z konkretnego pytania dyspozytora i odpowiedzi pacjenta wynikają kolejne pytania lub sprecyzowane działania. Brak sprecyzowanych procedur w połączeniu z roszczeniowością społeczeństwa niejednokrotnie skutkuje brakiem możliwości odmowy wysłania karetki do osoby, której wystarczy wizyta w przychodni i tym samym wydłużenie czasu oczekiwania osób faktycznie wymagających medycznych czynności ratunkowych. 

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.