Poz czeka wkrótce kolejna reforma

Przed XVII Kongresem Medycyny Rodzinnej o problemach środowiska, zapowiadanej reformie poz oraz perspektywach rozwoju tej specjalności rozmawiamy z dr. hab. n. med. prof. UJ Adamem Windakiem, kierownikiem Zakładu Medycyny Rodzinnej Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontologii UJ CM.

Tagi

Wywiady

O dłuższego czasu lekarze rodzinni apelują do ministra zdrowia o wprowadzenie zmian w podstawowej opiece zdrowotnej. Czy tym razem minister, będący jednym z was, ma szanse zrealizować postulaty środowiska lekarzy rodzinnych?

Od lat wszystkie ekipy rządzące deklarowały zrozumienie dla znaczenia podstawowej opieki zdrowotnej w zapewnieniu efektywności całego systemu ochrony zdrowia. Nie licząc jednak początków lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, a od tego czasu minęły już ponad dwie dekady, trudno doszukać się istotnych decyzji, zapisanych w postaci aktów prawnych, które umacniałyby tę część systemu. 

Środowisko medycyny rodzinnej, zwłaszcza przedstawiciele Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce oraz kolejni konsultanci w zakresie medycyny rodzinnej wielokrotnie w przeszłości postulowali i zabiegali u kolejnych ministrów zdrowia o stworzenie stabilnych podstaw prawnych dla rozwoju podstawowej opieki zdrowotnej, a medycyny rodzinnej w szczególności. Z reguły starania te pozostawały bez echa. Objęcie stanowiska ministra zdrowia przez lekarza rodzinnego w sposób naturalny ponownie rozbudziło nadzieje na zmianę tego stanu rzeczy. I nie chodzi tutaj o naturalną, bo tak często obserwowaną w przeszłości, wolę „wywianowania” środowiska, z którego wywodzi się minister. Mam na myśli raczej dobre rozeznanie w zakresie istotnych problemów całego systemu ochrony zdrowia, ze szczególnym w nim uwzględnieniem roli podstawowej opieki zdrowotnej.

 

Jakie problemy poz należy rozwiązać w pierwszej kolejności?

Lista problemów jest długa, ale w mojej ocenie na plan pierwszy wysuwają się dwa. Przede wszystkim potrzebne jest stworzenie spójnej i stabilnej wizji podstawowej opieki zdrowotnej, z precyzyjnym określeniem jej celów i zadań, a także wskazaniem profesjonalistów medycznych, którzy mieliby je realizować. Problem drugi, łączący się poniekąd z pierwszym, to rosnąca luka pokoleniowa i niedobór kadr w medycynie rodzinnej. Trzeba zrobić wszystko, żeby wizja kariery zawodowej w roli lekarza rodzinnego była atrakcyjna dla młodych absolwentów kierunków lekarskich i to nie tylko w Wielkiej Brytanii, Szwecji, czy Irlandii, ale także w Polsce.

 

Szykuje się duża zmiana w postaci wprowadzonej sieci szpitali i przychodni, a także początków opieki koordynowanej. Jak te zmiany wpłyną na poz?

Czas pokaże. Ustawa o sieci szpitali już jest i pewne zapisane w niej rozwiązania mogą budzić nadzieje. Jeżeli planowana stabilizacja systemu zabezpieczenia szpitalnego stanie się faktem, to może to być niezwykle istotne wsparcie dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej w realizacji ich zadań. Można mieć nadzieję, że pozwoli na przykład na zbudowanie rzeczywistych relacji pomiędzy gabinetami lekarzy poz a oddziałami szpitalnymi, co mogłoby usprawnić proces dwukierunkowego przekazywania pacjenta do opieki szpitalnej i z powrotem. 

Jeżeli chodzi o opiekę koordynowaną, to w tej materii jest jeszcze mnóstwo niedomówień, a nawet nieporozumień. Opieka koordynowana często mylona jest po prostu z zarządzaniem stanem chorobowym. Istnieje niebezpieczeństwo, że tak rozumiana koordynacja, zamiast do oczekiwanej integracji, zawiedzie nas do jeszcze większej dezintegracji systemu. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie. Oczekujemy na ustawę o poz, a w ostatnim, znanym mi jej projekcie bardzo wyraźnie zapisano, że rozwiązania w zakresie opieki koordynowanej poprzedzone zostaną wystarczająco długim i szerokim pilotażem. I tak być powinno. Znam szczegóły proponowanych rozwiązań i wobec wielu z nich pozostaję krytyczny. Nie chodzi jednak o to, żeby wdrażać do powszechnej praktyki zmiany wyłącznie na podstawie opinii ekspertów, choćby najlepszych. Istotą pilotażu jest wypróbowanie zmian w ograniczonej skali, a w związku z tym z ograniczonym ryzykiem popełnienia błędów i wyrządzenia istotnych szkód. Oczywiście warunkiem koniecznym dla skutecznego pilotażu jest dobrze zaplanowany i właściwie przeprowadzony wielowymiarowy proces oceny jego efektów. Mam nadzieję, że tego elementu nie zabraknie. 

 

Przez wiele lat był pan konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny rodzinnej. W tym roku obchodzi ona 25-lecie. Jak pan ocenia kondycję kluczowej dla bezpieczeństwa pacjentów specjalizacji?

Jak napisałem w jednej z moich „rocznicowych” publikacji: „szklanka jest do połowy pełna”. Celowo unikam drugiej części powiedzenia — że jest też „do połowy pusta”. Być może wynika to po części z mojego wrodzonego optymizmu, a po części z trzeźwej oceny stanu obecnego. Liczba lekarzy rodzinnych w systemie jest wysoce niezadowalająca. Powinna być przynajmniej podwojona i wtedy każdy Polak i każda Polka mogliby mieć swojego lekarza rodzinnego. Gdy 25 lat temu zaczynaliśmy prace nad wdrożeniem medycyny rodzinnej do polskiego systemu ochrony zdrowia, szacowaliśmy, że osiągnięcie takiego etapu zajmie nam 10, może 15 lat. Stało się inaczej i wciąż długa praca przed nami. 

Ale nie wolno zapominać o bardzo istotnych osiągnięciach. Wszystkie uczelnie medyczne mają w swojej strukturze zakłady lub katedry medycyny rodzinnej. Wszyscy studenci kierunków lekarskich w ramach studiów medycznych uczestniczą w zajęciach z medycyny rodzinnej. Lekarze rodzinni prowadzą badania naukowe i publikują ich wyniki w renomowanych czasopismach. Kilkuset z nich uzyskało stopnie doktora nauk medycznych, a dwudziestu stopień doktora habilitowanego. Pięciu otrzymało tytuł naukowy profesora nauk medycznych. Tę listę sukcesów można by ciągnąć dalej, wymieniając choćby istotne osiągnięcia w tworzeniu środowiska medycyny rodzinnej, z aktywną działalnością licznych organizacji, w tym towarzystw naukowych, organizacji profesjonalnych czy porozumień pracodawców. To wszystko pozwala mieć nadzieję, na „zapełnienie szklanki”, w co osobiście głęboko wierzę. 

 

Organizowane przez Kolegium Lekarzy Rodzinnych od 17 lat kongresy cieszą się ogromną popularnością wśród lekarzy rodzinnych i nie tylko. Co przyczyniło się do sukcesu tych corocznych spotkań?

Doroczny Kongres Medycyny Rodzinnej jest dla mnie swoistym świętem naszej dyscypliny. Lekarze rodzinni z całego kraju spotykają się w różnych miejscach po to, by w ciągu kilku dni odświeżyć swoją wiedzę medyczną, poznać najważniejsze i najnowsze w tym zakresie dokonania, ale także podzielić się z kolegami swoimi doświadczeniami, wynikającymi z codziennej praktyki medycznej, prowadzonych badań naukowych czy dydaktyki. 

W programie kongresu każdy znajdzie ofertę dla siebie. Niemal zawsze odbywa się równolegle sześć lub siedem sesji, w trakcie których uczestnicy mogą brać udział w sympozjach, warsztatach, kursach tematycznych, sesjach wykładowych czy plakatowych. Zawsze wykładowcami i prezenterami są wybitni eksperci z wielu dyscyplin, ale także sami lekarze rodzinni. Tradycją stała się sesja panelowa, podczas której z udziałem zaproszonych gości, ale i głosów z sali, odbywa się bardzo ciekawa dyskusja o kondycji medycyny rodzinnej i perspektywach jej rozwoju. 

Nie bez znaczenia jest też program socjalno-artystyczny, stanowiący oprawę kongresu. Zawsze są występy gwiazd estrady lub spotkania z ciekawymi osobistościami życia publicznego. To wszystko czyni Kongres Medycyny Rodzinnej niezwykle żywą imprezą o naukowo-dydaktycznym charakterze, w której udział jest prawdziwą przyjemnością. Nie mniej istotna jest wreszcie możliwość spotkania koleżanek i kolegów z całego kraju, którzy stopniowo, z roku na rok stają się dla siebie przyjaciółmi. A przecież z przyjaciółmi chcemy i lubimy się spotykać.

 

Jakie ważne tematy będą omawiane na kongresie w Krakowie?

Tegoroczny kongres jest szczególnie ważny z kilku powodów. Po pierwsze, tuż przed jego rozpoczęciem zostanie wybrany nowy Zarząd Główny Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce na następną czteroletnią kadencję. To od jego działań w dużej mierze będzie zależeć dalszy rozwój naszej dyscypliny. W trakcie walnego zgromadzenia kolegium planowane są istotne zmiany w statucie naszej organizacji, które pozwolą, mam nadzieję, na lepsze umiejscowienie w naszych strukturach młodych lekarzy rodzinnych i rezydentów specjalizujących się w medycynie rodzinnej. Już dziś włączamy ich w liczne działania naszej organizacji, w tym te prowadzone na niwie międzynarodowej. Chcielibyśmy jednak w jeszcze większym stopniu włączyć ich w proces kształtowania kierunków przyszłych działań. 

W trakcie kongresu na pewno wiele uwagi zostanie poświęconej nowej ustawie o poz. To już pewnie ostatnie chwile przed przekazaniem jej do dalszych prac legislacyjnych i warto ją dobrze poznać. Jak zwykle, długa jest też lista tematów klinicznych: od cukrzycy i chorób układu krążenia, poprzez schorzenia układu kostno-stawowego, przewodu pokarmowego czy zaburzenia psychiczne, do wielu szczegółowych problemów, z którymi w swojej codziennej praktyce może spotkać się lekarz rodzinny. Ramy tego krótkiego wywiadu nie pozwalają na zaprezentowanie wszystkich. 

 

Czego można życzyć panu i wszystkim lekarzom rodzinnym przed XVII Kongresem Medycyny Rodzinnej?

No cóż, pożytecznie, ciekawie i przyjemnie spędzonego czasu w trakcie tych kilku dni w Krakowie. Dla mnie jest to rodzinne, ale wciąż magiczne miasto, które niemal co dzień odkrywam na nowo. Jestem przekonany, że stanie się to udziałem także wielu koleżanek i kolegów, którzy przyjadą do nas z innych miejscowości. Na pewno się nie zawiodą.

 

 

O kim mowa

Dr hab. med. Adam Windak, prof. nadzw. UJ  jest wiceprezesem Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce ds. współpracy międzynarodowej.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.