Rak trzustki to ogromne wyzwanie

Tylko u co piątego chorego na raka trzustki guz ograniczony jest do jednego narządu i nadaje się do resekcji. U 30 proc. pacjentów, mimo że nowotwór zlokalizowany jest tylko w trzustce, guza nie można usunąć, natomiast u 50 proc. chorych w momencie rozpoznania obecne są już przerzuty.

Takie dane przedstawił na dzisiejszym spotkaniu w Warszawie prof. Hanno Riess, zastępca dyrektora Departamentu Hematologii, Onkologii i Immunologii Nowotworów i dyrektor medyczny Kliniki Onkologii w Charite Centrum UM w Berlinie.

Prof. Riess podkreślił, że pacjenci, u których rozpoznano raka trzustki z przerzutami, mają przed sobą zaledwie ok. 3-6 miesięcy życia. Jednak nawet pacjenci z guzem operacyjnym często nie przeżywają 2 lat. Szanse na wyleczenie ma zaledwie 10 proc. tych, którzy mieli na początku dobre rokowanie i kwalifikowali się do leczenia chirurgicznego.

Polskie dane są jeszcze bardziej pesymistyczne. Według dr. Leszka Kraja z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Hematologii i Onkologii WUM, ok. 70 proc. pacjentów nie kwalifikuje się do operacji z powodu przerzutów, a szanse na wyleczenie w grupie tych, którzy się do niej kwalifikują, ma zaledwie 5-10 proc.

"U pacjentów po resekcji guza w większości przypadków dochodzi do wznowy" - powiedział dr Kraj.

Wpływ na gorsze rokowanie ma m.in. późne rozpoznanie choroby. Nawet w dużo bogatszym od nas kraju, jakim są Niemcy, zdarza się, że właściwa diagnoza stawiana jest dopiero po wielu miesiącach. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku nowotworu złośliwego trzustki pierwsze objawy są często niespecyficzne.

"Nie ma szybkiej i prostej metody diagnostycznej, która pozwoliłaby rozpoznać raka trzustki we wczesnym stadium" - podkreślili zgodnie obaj specjaliści.

W farmakoterapii raka trzustki na przestrzeni ostatnich lat obserwowany jest postęp, jednak - jak stwierdził dr Kraj - nie jest on tak spektakularny, jak życzyliby sobie tego lekarze i pacjenci. Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku nie było żadnego leku, który można by zaproponować chorym z zaawansowaną chorobą. Sytuacja zmieniła się po 2000 r. i obecnie lekarze mają do dyspozycji kilka opcji leczenia przedłużającego czas przeżycia.

"Pacjent powinien zostać poinformowany, jakie ma możliwości leczenia, żeby mógł dokonać właściwego wyboru. Lepsze wyniki daje leczenie bardziej intensywne, ale trzeba się też liczyć z większą ilością działań niepożądanych" - powiedział prof. Hanno Riess.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.