Lepiej, to nie znaczy dobrze

Stan zdrowia Polaków oraz przeciętna długość życia od 1990 roku nieustająco zmieniają się na lepsze. Poprawiamy właściwie wszystkie wskaźniki. Ostatni raport na temat sytuacji zdrowotnej ludności Polski, opracowany przez Państwowy Zakład Higieny, znowu dostarczył nam powodów do zadowolenia.

Tagi

opinie

Do statystyk oczywiście należy podchodzić ostrożnie. Nie do końca pokazują realne życie. Zgodnie z nimi np. skończenie wyższych studiów od razu gwarantuje życie dłuższe o jakieś dziesięć lat. Dlatego przydatniejsze niż wyliczanie abstrakcyjnych wskaźników jest śledzenie zmian i porównywanie z innymi nacjami. 

Raport PZH potwierdza odczucie, które wielu z nas posiada bez znajomości danych, że w polskiej medycynie jest coraz lepiej, a co za tym idzie stan zdrowia naszego społeczeństwa jest coraz lepszy. Co jednak nie oznacza, że jest dobrze.

Mamy do zniwelowania wciąż utrzymujący się dystans do społeczeństw zachodniej i północnej Europy, zwłaszcza w sferze profilaktyki i szybkiego rozpoznawania wielu chorób oraz wczesnego podejmowania leczenia. Wprawdzie z roku na rok poprawiamy większość wskaźników, ale kraje, do których się porównujemy, poprawiają też swoje. W konsekwencji nie dość, że nie nadrabiamy dystansu, ale w wielu obszarach wręcz go tracimy. „W nowotworach złośliwych ogółem różnica w przeżywalności chorych pomiędzy Europą a Polską pogłębiła się” — piszą autorzy raportu PZH. Absolutnie nie możemy więc spocząć na laurach, choć należy cieszyć się z każdego kroku naprzód. 

Po Wrocławiu i Toruniu kolejny ośrodek — tym razem Rzeszów — może doczekać się zakupu robota da Vinci (µ 11). Pamiętajmy jednak, że inne kraje mają takich robotów dziesiątki lub setki. Kardiochirurdzy z warszawskiego szpitala klinicznego po raz pierwszy w Polsce wszczepili nowy model stymulatora serca małemu dziecku (µ 14), a lekarze z Wrocławia jako pierwsi zastosowali nowoczesny stymulator poprawiający kurczliwość mięśnia sercowego (µ 14). 

Nasi kardiochirurdzy z powodzeniem nadążają za rozwojem nowoczesnych metod leczenia. To nie brak dostępu do technologii interwencyjnych sprawia, że umieralność Polaków w wieku 24-65 lat z powodu chorób układu krążenia jest prawie dwukrotnie wyższa niż przeciętna w Europie. Musimy nadrobić dystans w dziedzinie rozwiązań organizacyjnych, tak aby zoperowany pacjent miał dostęp do opieki specjalistycznej i rehabilitacji. Dzisiaj musi na to czekać — statystycznie — trzy miesiące od wyjścia ze szpitala. Nasze tzw. rozwiązania systemowe wciąż nie koncentrują się na efektach leczenia, tylko na przeprowadzeniu i rozliczeniu procedury. Tymczasem finis coronat opus, jak mawiali Rzymianie. 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.