Bunt rezydentów: o co walczą młodzi lekarze?

Krzysztof Jakubiak

Zaczęło się od profilu na Facebooku: „Stop zmianom w specjalizacjach!”. Powstał on w celu powstrzymania nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, ograniczającej możliwości zmiany miejsca rezydentury w czasie jej trwania. Wielu młodych lekarzy zaangażowało się w zbieranie podpisów i wysyłanie listów do posłów. Przedstawiciele Komisji ds. Młodych Lekarzy NIL brali udział w posiedzeniach parlamentarnych komisji procedujących omawianą ustawę.

Najważniejszym efektem akcji podjętej przez młodych lekarzy było to, że w internecie zawiązała się grupa ludzi aktywnych. Już po uchwaleniu nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty zaczęli oni kierować swoją uwagę ku innym, szerszym problemom związanym z rezydenturami.

Reaktywacja Porozumienia Rezydentów

Po nawiązaniu kontaktu z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy młodzi ludzie odnowili inicjatywę Porozumienia Rezydentów, powołaną przed ośmiu laty do walki o poprawę warunków pracy, która wówczas — po uzyskaniu podwyżek wynagrodzeń — zaprzestała dalszej aktywności. Doszło zatem do reaktywacji Porozumienia Rezydentów w nowym składzie osobowym. Porozumienie jest poziomą strukturą OZZL, podlegającą bezpośrednio zarządowi krajowemu.

Pomysłodawcy Porozumienia odnieśli już ogromny sukces — w ciągu miesiąca ponad 7,5 tysiąca osób włączyło się w dyskusje prowadzone winternecie. Są to przede wszystkim lekarze-rezydenci, ale także lekarze pracujący w trybie wolontariatu, etatowi. Wielu spośród nich było już wcześniej zaangażowanych w pracę w izbach lekarskich lub związku zawodowym. Liderzy PR mają nadzieję, że w ciągu pół roku dotrą do wszystkich 22 tysięcy lekarzy będących w trakcie specjalizacji. Cały czas od zainteresowanych lekarzy przyjmowane są zgłoszenia problemów, postulatów i pomysłów ich rozwiązania. Chodzi o to, aby Porozumienie stanowiło realną reprezentację wszystkich lekarzy będących w trakcie specjalizacji i artykułowało ich problemy.

Na pierwsze spotkanie 24 października w Warszawie, zwołane za pośrednictwem internetu, przyjechało około 50 młodych lekarzy z całej Polski. Ponad 30 najbardziej aktywnych osób utworzyło zarząd Porozumienia. Powstała deklaracja programowa, zbierająca najważniejsze wnioski i postulaty, która zostanie w najbliższym czasie przedstawiona nowemu ministrowi zdrowia. Planowane są także spotkania z pracodawcami, m.in. szpitalami zrzeszonymi w Polskiej Federacji Szpitali, zarządem OZZL i Komisją ds. Młodych Lekarzy NIL w celu utworzenia wspólnego frontu zmian.

Utrudniony dostęp 
do procedur i szkoleń

Jako najważniejszy postulat rezydenci wysuwają poprawę jakości kształcenia specjalizacyjnego. Chodzi przede wszystkim o dostęp do procedur wymaganych w trakcie specjalizacji oraz do kursów specjalizacyjnych. „Tych kursów jest za mało, a obciążenie pracą na oddziałach sprawia, że mamy trudność z uczestniczeniem w nich. Na pewne kursy musimy się zapisywać z dwuletnim wyprzedzeniem” — podkreśla Damian Patecki, jeden z liderów Porozumienia Rezydentów.

Problemem jest także nierówność pomiędzy ośrodkami akademickimi a szpitalami wojewódzkimi czy powiatowymi. Najwięcej miejsc rezydenckich, a także najwięcej chętnych na nie, jest w dużych szpitalach akademickich. Niewielkie podmioty mają często problemy z uzyskaniem akredytacji, w związku z czym ich dyrektorzy i ordynatorzy nie mogą prowadzić przemyślanej polityki kadrowej, polegającej na szkoleniu młodych lekarzy, którzy zastępowaliby specjalistów odchodzących na emeryturę. W efekcie dostęp pacjentów do specjalistów jest w mniejszych ośrodkach coraz bardziej utrudniony.

Jak podkreśla kolejny członek zarządu Porozumienia, Paweł Witka: „W małym szpitalu powiatowym czterech specjalistów przyjmuje 900 porodów i ośrodek ten nie ma akredytacji do kształcenia podyplomowego, bo nie osiąga niezbędnego limitu. Natomiast duży szpital warszawski przyjmuje kilka tysięcy porodów, zatrudniając 30 lekarzy, i może szkolić specjalistów — a oni w takiej sytuacji mają bardzo małą możliwość wykonywania procedur. To jest absurd”. Krzysztof Hałabuz dodaje: „Aktualnie pracuję w dwóch miejscach — w małym szpitalu powiatowym i w dużym klinicznym. W szpitalu powiatowym na tyle szanuje się pracę lekarza, że na czterech specjalistów przypada jedna sekretarka medyczna, zaś w szpitalu klinicznym grupa ponad dwudziestu lekarzy, w tym dwóch profesorów i docent, oraz ośmiu rezydentów ma do pomocy zaledwie dwie sekretarki medyczne”.

Młodzi lekarze rozpoczynający specjalizację, tak jak ich starsi koledzy, są obciążani nadmiarem biurokracji, odciągającej ich od łóżka pacjenta. Traktuje się ich jako źródło taniej siły roboczej, uzupełniającej braki kadrowe szpitali.

Odebranie możliwości zmiany miejsca pracy spowodowało, że wiele osób musi kontynuować specjalizację, mimo przekonania, że pierwszy wybór był błędem i w przyszłości chcieliby zajmować się inną dziedziną medycyny. „Nie rozumiemy idei tej zmiany — mówi Damian Patecki. — Jeśli ktoś w czasie szkolenia odkrywa, że dana specjalizacja nie odpowiada mu, źle się w niej czuje, to powinien mieć możliwość zmiany, tak jak kiedyś. Nie można na siłę kształcić specjalistów, którzy nie czują powołania do danej dziedziny”.

Nieracjonalny system 
wyboru specjalizacji

Ogromnym problemem związanym z wyborem specjalizacji jest brak ogólnopolskiego, klarownego systemu rozdzielania miejsc rezydenckich. Student medycyny w ciągu sześciu lat studiów, a następnie stażu podyplomowego, obecnie likwidowanego, nie jest w stanie zaplanować swojej dalszej ścieżki kariery i rozwoju. Informacja o tym, ile miejsc będzie dostępnych w poszczególnych ośrodkach i specjalizacjach pojawia się na trzy tygodnie przed terminem składania wniosków.

„Możemy złożyć podanie tylko na jedną specjalizację w jednym województwie, nie znając progu. To oznacza życiową loterię — ocenia Damian Patecki. — W dodatku w kolejnych sesjach liczba miejsc na poszczególne specjalizacje ulega czasem bardzo dużym zmianom”.

W konsekwencji nierównomiernego rozłożenia kierunków kształcenia spada jego jakość. Do jednego ośrodka trafia bowiem jednocześnie tak wielu rezydentów, że „brakuje choćby miejsca w pokoju lekarskim, nie mówiąc o możliwościach czasowych kadry, która nadzoruje specjalizacje, czy dostępie do stołu operacyjnego w celu wykonywania procedur”.

Zdaniem Filipa Dąbrowskiego, zaangażowanego w Porozumieniu Rezydentów, a jednocześnie przewodniczącego Komisji ds. Młodych Lekarzy w NRL i warszawskiej OIL, ogólnopolska mapa potrzeb zdrowotnych powinna zawierać także informacje o przyszłym zapotrzebowaniu na specjalizacje, podawane z odpowiednim wyprzedzeniem. Dzisiejszy system powoduje bowiem stały odpływ lekarzy do dużych miast, skąd młodzi lekarze nie wracają do swoich miejsc pochodzenia.

Dodatkowe wynagrodzenia 
dla kierowników specjalizacji

Bardzo ważnym postulatem, zgłaszanym przez rezydentów w imieniu ich starszych kolegów, ale także w trosce o poziom kształcenia, jest wprowadzenie dodatkowych wynagrodzeń dla specjalistów, którzy sprawują nadzór nad rezydentami. Nadzór wiąże się także z ponoszeniem odpowiedzialności za działania i decyzje. Ta praca nie jest aktualnie wynagradzana, co w oczywisty sposób rzutuje na jej jakość i efekty.

Lekarze z Porozumienia Rezydentów uważają, że najlepsze efekty kształcenia osiąga się w układzie uczeń-mistrz, który należy budować w ten sposób, aby obie strony były nim zainteresowane i czerpały zeń korzyści. Obecnie — jak podkreśla Krzysztof Hałabuz — zbyt często zdarza się, że z powodu natłoku zajęć rezydent ma kontakt ze swoim prowadzącym raz na tydzień, w przelocie, co — zwłaszcza w specjalizacjach zabiegowych — przekłada się na gorsze efekty nauki.

Podwyżki pilnie oczekiwane

Porozumienie Rezydentów domaga się także podniesienia wynagrodzeń dla lekarzy w trakcie specjalizacji. „Nie wysuwamy żadnych nowych żądań, zgadzamy się z tym, co zaproponowali nasi starsi koledzy z samorządu lekarskiego” — mówi Damian Patecki. Przypomina zapisy uchwały Naczelnej Rady Lekarskiej z 17 marca 2006 roku postulujące, aby lekarz w czasie specjalizacji zarabiał dwie średnie krajowe, lekarz z pierwszym stopniem specjalizacji — 2,5 średniej krajowej, a lekarz posiadający drugi stopień specjalizacji lub tytuł specjalisty — trzy średnie krajowe.

Rezydenci mają nadzieję na pozytywne rozwiązania w tej kwestii, ponieważ pod uchwałą z podpisał się ówczesny prezes NRL Konstanty Radziwiłł, od niedawna minister zdrowia. Podwyżki wynagrodzeń rezydentów były w 2007 roku (z około 1500 do 1800 złotych brutto) oraz w 2009 roku, kiedy doszły do poziomu 3174 złotych, czyli do wysokości przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. W kolejnych latach powyższa kwota się zwiększyła, specjalności deficytowe otrzymały dodatek, tak że maksymalna wysokość wynagrodzenia na ostatnim roku rezydentury sięga 3890 złotych brutto. Ponieważ ówczesny rząd ustalił wskaźnik rewaloryzacji na poziomie 70 proc., od tej pory nie było podwyżek, mimo iż średnia krajowa wynagrodzeń rosła. W efekcie lekarz w trakcie specjalizacji zarabia obecnie mniej niż wynosi średnia krajowa (według GUS we wrześniu 2015 roku było to 4059 złotych).

Pokolenie gospodarki rynkowej

Działający w Porozumieniu Rezydentów lekarze nie obawiają się zarzutu o roszczeniowość. Krzysztof Ostaszewski nie dostrzega konfliktu między etosem zawodowym a wysokością zarobków. „Pracując za jedną, dwie czy pół średniej krajowej tak samo będę się starał pomóc pacjentom. Zawsze będę leczył najlepiej jak potrafię” — mówi. Dodaje jednocześnie, że młode pokolenie lekarzy jest w istocie inne od poprzednich, ponieważ doskonale zna warunki pracy lekarzy w innych krajach dzięki podróżom, stażom czy programowi ERASMUS. Dlatego tłumaczy: „Wiemy, że może być inaczej, lepiej, że można po prostu zarabiać więcej albo pracować w bardziej przyjaznych warunkach, wychodzić z pracy o normalnej porze i prowadzić normalne życie. Część naszych problemów wynika ze złych rozwiązań systemowych, złej organizacji czy biurokracji, o której można rozmawiać godzinami. Wiemy, że wiele rzeczy można rozwiązać inaczej i dlatego chcemy je zmienić”.

Także Filip Dąbrowski nie widzi nic złego w wysuwaniu żądań płacowych: „Nasi starsi koledzy pracują często za niewielkie pieniądze w małych szpitalach, ponieważ widzą w tej pracy ogromny sens. Kiedy patrzę na młodszych od nas, jeszcze studentów, to widzę, że żaden na coś takiego by się nie zgodził. Ten problem będzie narastał, lekarze z coraz mniejszą chęcią będą akceptowali taką sytuację. Jesteśmy już pokoleniem wychowanym w gospodarce rynkowej i kiedy widzimy, jak rozwija się świat, jak idzie do przodu — a my stoimy w miejscu — to nie czujemy się z tym dobrze. Nasze dzieci też chcą wyjechać na wakacje czy dostać na gwiazdkę rower i nie rozumieją, że rodzice nie tylko go nie kupią, ale nie będą obecni na Wigilii, bo w święta i weekendy pracują w szpitalu, ratując ludzkie życie.

Liderzy Porozumienia nie zamierzają na stałe angażować się w działalność polityczną czy związkową. Chcą osiągnąć swoje cele, ale przede wszystkim zajmować się edukacją i leczeniem pacjentów. „Nie planujemy, nie dążymy do długofalowego zaangażowania się w takie działania. My chcemy przede wszystkim leczyć pacjentów. Do aktywności zmusza nas zła sytuacja w systemie kształcenia. Jeśli zrealizujemy swoje postulaty, nie będziemy musieli dalej walczyć. Dla nas najważniejsza jest praca zawodowa i kształcenie lekarskie” — podsumowuje Krzysztof Ostaszewski.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.


Kalendarium

« » sierpień 2016
PnWtŚrCzPtSbN
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
Studenci Medycyny i Farmacji