Zarobki lekarzy bez tajemnic

Puls Medycyny sprawdził, ile naprawdę zarabiają lekarze. W zamian za gwarancję anonimowości, udało nam się uzyskać informacje, których dotąd nikt nie opublikował. Z ich zestawienia wynika, że aktywni lekarze mogą osiągać dochody w wysokości kilku lub kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie.; Sprawdź, ile osoba z Twoimi kwalifikacjami może w Polsce zarobić! ;

Z Listy Płac pracowników ochrony zdrowia, przygotowanej przez redakcję Pulsu Medycyny wynika, iż na konto młodego lekarza w trakcie specjalizacji, zatrudnionego w szpitalu klinicznym wpływa miesięcznie tylko 1200 zł. Jednak dochody deklarowane przez najliczniejszą grupę naszych rozmówców plasują się grubo powyżej średniej krajowej: oscylują wokół kilku tysięcy zł.
Taki poziom wynagrodzenia osiąga się kosztem co najmniej 10-12-godzinnego dnia pracy. "Moje zarobki (ok. 6 tys. zł) to wynik około 300 nadgodzin każdego miesiąca" - twierdzi lekarz z 16-letnim doświadczeniem w zawodzie. "Jestem w pracy praktycznie bez przerwy" - mówi ortopeda zatrudniony w szpitalu klinicznym, który żeby zarobić ok. 10 tys. zł miesięcznie, pracuje 12 godzin na dobę, również w weekendy. Łatwiej zarabia się w dużym mieście, które ma rozwinięty prywatny sektor usług medycznych. Potencjał lekarzy z Warszawy, Szczecina czy Wrocławia oraz ich kolegów z mniejszych ośrodków jest nieporównywalny. "W Częstochowie dostęp do prywatnych przychodni ma niewielka grupa anestezjologów. Dosłownie cztery, pięć osób. W publicznym szpitalu, przy bardzo małych pensjach podstawowych, większe zarobki pochodzą jedynie z dyżurów, nawet dziesięciu miesięcznie, co jest ogromnie wyczerpujące" - mówi lekarz ze Związku Zawodowego Anestezjologów.
Wszędzie większe możliwości otwierają się przed lekarzami ze specjalizacjami zabiegowymi. Na przykład w prywatnym warszawskim centrum medycznym specjalista zabiegowy z II stopniem specjalizacji w pełnym wymiarze godzin zarabia ok. 17 tys. zł. Jego niezabiegowy kolega (np. diabetolog) - tylko ok. 7 tys. zł.
W nieco innej sytuacji są lekarze rodzinni, którzy pracują na swoim. "Na pracę w innych miejscach nie mam czasu ani siły. Koledzy ze szpitala narzekają na zarobki, ale ja - w przeciwieństwie do nich - muszę zapłacić rachunki. Jeśli weźmie się to pod uwagę, myślę, że nasze zarobki są podobne" - uważa współwłaściciel NZOZ-u w średniej wielkości mieście, który zarabia 4 tys. zł miesięcznie po odliczeniu kosztów stałych działalności gospodarczej.

Kilku pracodawców, jak najwyższe stawki

Podczas tworzenia listy dziennikarze Pulsu Medycyny musieli być szczególnie dociekliwi, aby ujawnić i uwzględnić dochody ze wszystkich źródeł. Normą jest współpraca lekarza z co najmniej dwoma, trzema pracodawcami. "Dlatego zatrudnianie lekarzy przez prywatne centra medyczne na wyłączność jest w polskich warunkach prawie nierealne. Ci pracodawcy chętnie zatrudnialiby na etat, ale lekarze wolą pracować na zasadzie płatności od pacjenta - uważa Artur Szczytowski, prezes firmy Job.Med-Doradztwo Personalne, zajmującej się doborem kadr dla sektora medycznego. - Prywatni pracodawcy przymykają oczy na współpracę "swoich" lekarzy z innymi placówkami medycznymi, ale powoli zaczyna się to zmieniać. Coraz częściej nie chcą oni zatrudniać osób, które mają równolegle prywatną praktykę, bo rodzi to podejrzenie chęci działania na szkodę firmy medycznej i zabierania pacjentów".
Jednak zdaniem A. Szczytowskiego, lojalność wobec pracodawcy nie jest najważniejsza. Od najlepiej opłacanych specjalistów z kilku-, kilkunastoletnim doświadczeniem oczekuje się przede wszystkim mobilności i dobrej organizacji czasu pracy. Znajomość języka obcego, przede wszystkim angielskiego, a w rejonie zachodniej Polski - niemieckiego, zaczyna także odgrywać istotną rolę.
Tacy specjaliści kosztują. I to dużo. A. Szczytowski potwierdza, że zarobki zadowalające lekarzy dawno przekroczyły już poziom średniej krajowej. Obecnie oczekiwania sięgają 10 tys. zł brutto miesięcznie. Przekonał się o tym Narodowy Fundusz Zdrowia, który szukał lekarzy do pracy na stanowisku starszego specjalisty w pionie kontroli. Z planowanych w całej Polsce 100 etatów, do tej pory udało się obsadzić zaledwie 1/3. "Nie było więcej chętnych do pracy za 4200 zł brutto. Wśród osób zainteresowanych pracą w centrali NFZ przeważali lekarze spoza Warszawy, lecz oczekiwali zarobków, które umożliwiłyby im zrekompensowanie wyższych kosztów życia w stolicy i ewentualnego zakwaterowania. Zdarzały się osoby, które podawały jako satysfakcjonującą je kwotę 6-7 tys. zł. Funduszu na to nie stać. rednia wysokość pensji pracownika NFZ (w centrali i oddziałach) wyniosła w lipcu br. 3260 zł brutto" - twierdzi Renata Furman, rzecznik prasowy Narodowego Funduszu Zdrowia.

Kto na topie?

Prawda o lekarskich uposażeniach nie byłaby pełna, gdyby przyjąć, że kilka tysięcy zł miesięcznie to finansowy pułap dla tej grupy zawodowej. W powszechnym mniemaniu krezusami są ci lekarze, którzy zrezygnowali z zawodu i podjęli pracę w firmie farmaceutycznej. Lista Płac Pulsu Medycyny potwierdza, że osoby, które zdecydowały się na to w latach 90., rzeczywiście odniosły finansowy sukces. Lekarze na najwyższych stanowiskach menedżerskich w branży farmaceutycznej zarabiają powyżej 30 tys. zł miesięcznie.
"Wysokie zarobki lekarzy w firmach farmaceutycznych mnie osobiście nie dziwią, ponieważ ci ludzie stali się świetnymi menedżerami na światowym poziomie. Branża farmaceutyczna inwestuje w ludzi, szkoli ich, płaci za dobre uczelnie, wysyła za granicę. Zarabiają tyle, ile powinni zarabiać dobrzy menedżerowie. Jednak ta ścieżka kariery jest dzisiaj mniej atrakcyjna gdy trzeba ją rozpoczynać, bardziej gdy można ją kontynuować. Dziś rozpoczynanie kariery przedstawiciela medycznego w firmie farmaceutycznej z zarobkami rzędu 1800-3000 zł brutto nie jest specjalną atrakcją dla młodego lekarza. Ci, którzy zdecydowali się na to 10-12 lat temu, nie żałują, bo już doszli do wyższego szczebla" - uważa Zbigniew Kowalski, partner w firmie doradczo-szkoleniowej Chiltern.

Opór profesorów

Nie jest tajemnicą, że także wśród czynnych zawodowo lekarzy jest grupa bardzo dobrze opłacanych, uznanych specjalistów, trudno jednak oszacować, jak liczna. Właśnie w ich przypadku natknęliśmy się na największy opór w ujawnianiu zarobków.
"Mam dochody z jakiś sześciu-siedmiu źródeł, ale ich nie ujawnię, bo nie ma to sensu. Każdy zapamięta tylko ostateczną kwotę, nie biorąc pod uwagę, jakim wysiłkiem i nakładem czasu pracy osiąga się tak wysokie zarobki. Nie podoba mi się pomysł tworzenia takiego raportu, to tylko wzbudzi zawiść kolegów i poróżni środowisko" - uważa uznany kardiolog inwazyjny.
"Jeżeli profesor jest sprawny, to ma dużo dodatkowych źródeł dochodu. Bez inicjatywy i zaangażowania trudno jest w tym zawodzie dużo zarobić. A jeśli nie jest sprawny, to może po prostu nie zasługuje na więcej?" - zastanawia się jeden z naszych rozmówców.
"Mógłbym podać te dane do wiadomości publicznej, ale wydaje mi się, że byłoby to demoralizujące dla moich asystentów. Aby żyć jak profesor, który ma głód wiedzy, kupuje książki i jeździ na zjazdy, muszę pracować prywatnie. Tygodniowo zarabiam tam więcej niż pracując przez 4 tygodnie w instytucie" - mówi znany chirurg.
Na ujawnienie całej prawdy o swoich dochodach nie zgodziło się kilka osób z potencjalnej pierwszej dziesiątki najlepiej zarabiających polskich lekarzy.

Hierarchia dziobania

"Lekarze boją się przyznawać, ile naprawdę zarabiają, ponieważ jest ogromna konkurencja i kontrola tego, ile kto zarabia w samym środowisku. Nie jest dobrze widziane, gdy ktoś się wychyla, przyznając się do dobrych zarobków. Ostatnio spotkałam się z sytuacją, gdy lekarka pediatra brała udział w akcji organizowanej przez firmę farmaceutyczną. Gdy poproszono ją o udzielenie wywiadu dla telewizji, była przerażona, odmówiła stanowczo, argumentując tym, że nikt w szpitalu nie może się dowiedzieć o jej dodatkowych zarobkach, bo zostałaby napiętnowana. rodowisko lekarskie ma bardzo wyraźną hierarchię dziobania" - uważa Katarzyna Korpolewska, psycholog, szefowa firmy Profesja Consulting.
Na szczęście, jak zawsze, są wyjątki od reguły. "Nie mam niczego do ukrycia. Wszystkie pieniądze, które zarabiam, są jawne. Płacę od nich podatki i nie mam powodu się ich wstydzić. Jestem zwolennikiem ujawniania zarobków lekarskich, bo społeczeństwo powinno mieć świadomość, że lekarze jeżdżący dobrymi samochodami tych pieniędzy nie ukradli, lecz ciężko na nie zapracowali. Chyba że są to dochody niejawne. Zdaję sobie sprawę z tego, że część kolegów z różnych powodów nie praktykuje prywatnie, tylko na czarno w swoim podstawowym miejscu pracy. Dzięki temu mają sytuację korzystniejszą czasowo" - mówi znany profesor o specjalności zabiegowej, który dzieli swój czas pomiędzy pracę w klinice i w swoim niepublicznym ZOZ-ie, gdzie również operuje i konsultuje.
Nasz rozmówca ujawnił nie tylko swoje dochody, ale też, jak udaje mu się pogodzić swoje różne zawodowe role. "Jako profesor zwyczajny zarabiam nieco ponad 6 tys. zł brutto miesięcznie. Moje dochody pochodzą przede wszystkim z działalności prywatnej, której poświęcam trzy popołudnia i wieczory w tygodniu: jeden dzień jest przeznaczony na konsultacje, drugi - na zabiegi, a trzeciego dnia załatwiam sprawy administracyjne. 8-10 razy w roku biorę udział w imprezach typu zjazd, sympozjum czy kongres. 3-4 z nich to imprezy zagraniczne, więc zabierają sporo czasu. Z tego powodu konsultuję w roku nie częściej niż przez 40 dni. Dzień konsultacyjny przynosi mi około 1500 zł dochodu" - wylicza nasz rozmówca. Profesor wykonuje ok. 200 zabiegów rocznie. "To, ile zarobię na zabiegu, zależy od liczby operacji, które są wykonywane danego dnia. Im więcej operuję, tym mniejsze koszty. rednio zarabiam na jednym zabiegu ok. 800 zł. To daje rocznie ok. 150 tys. zł. Do tego można doliczyć jakieś 10 tys. zł za honoraria autorskie i recenzje. Od poborów płacę podatek według skali 40 proc. W niepublicznym zakładzie w 2004 roku mogłem rozliczyć się według 19 proc. skali podatkowej. To w istotny sposób poprawiło moją sytuację finansową. Z kwoty brutto ok. 300 tys. zł rocznie, zostało mi na rękę 235 tys. zł. Do tego dochodzą kwiaty od pacjentów, które bardzo lubię i alkohol, którego nie lubię" - mówi znany specjalista.
"To są obiektywne fakty. Mówimy, że jesteśmy w Europie i porównujemy się z Europą. Nie widzę powodu, by profesor nie mógł zarabiać w Polsce tyle, co jego kolega z Unii Europejskiej. Mnie do tych europejskich zarobków brakuje jeszcze 50 procent" - dodaje profesor.







Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.


Blogi »

Lew Starowicz

Lew Starowicz

Co pana podnieca?

Kalendarium

« » sierpień 2014
PnWtŚrCzPtSbN
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Studenci Medycyny i Farmacji