Lekarze na walizkach

Przez pięć dni w tygodniu, z dala od rodzin, cały swój czas poświęcają wkuwaniu słówek i zmaganiom z wymową nie występujących w języku polskim spółgłosek. Nawet po kolacji odbywają się zajęcia dodatkowe, w trakcie których mają okazję poznać duńskie kino, muzykę i kuchnię.

Tagi

raport
Większość lekarzy wyjeżdża z rodzinami. Jadą do północnej Jutlandii, do Storstroms Amt, czyli okolic Kopenhagi, do południowej Jutlandii, a nawet na wyspę Bornholm. Pracę w Danii rozpoczną już w grudniu, jednak po krótkim okresie początkowym będą mogli na Boże Narodzenie wrócić do Polski, a dopiero w styczniu rozpocząć na dobre pracę w nowym miejscu.
rednia wieku lekarzy to 38 lat. Są młodzi i nie boją się zmian. Niektórzy przyznają, że nie gna ich za granicę potrzeba zarobienia większych pieniędzy, ale ciekawość świata. Wszyscy muszą mieć drugi stopień specjalizacji, znać angielski bądź niemiecki, którego znajomość podobno pomaga nauczyć się duńskiego. Są wśród nich interniści, radiolodzy, anestezjolodzy, chirurdzy, psychiatrzy i ortopedzi. Mówią, że ich wyjazd spełni w środowisku lekarskim rolę papierka lakmusowego. Jeśli się im powiedzie, będzie to dla wielu kolegów po fachu sygnał, że warto podjąć podobną decyzję. Paragona, firma, która na zlecenie duńskich samorządów rekrutuje Polaków, już teraz zapowiada, że po pierwszym, pilotażowym kursie, w styczniu rozpocznie następny. Zainteresowanie już jest bardzo duże.
Popyt na polskich lekarzy
Według Carstena Larsena, konsultanta medycznego z północnej Jutlandii, której władze wynajęły Paragonę, Duńczycy nie mają innego wyjścia i muszą z powodu powiększającego się niedoboru duńskich specjalistów sprowadzić lekarzy z zagranicy. Przypomina sobie program w duńskiej TV, w którym na temat przyjazdu lekarzy z dalekiej i kompletnie Duńczykom nieznanej Polski, wypowiadał się starszy człowiek. Powiedział, że wybór jest oczywisty, ponieważ albo będzie go leczył polski lekarz, albo w ogóle nikt. Zainteresowanie polskimi lekarzami w duńskich mediach jest zdaniem C. Larsena olbrzymie, a w dodatku wyjątkowo pozytywne: Polacy są teraz postrzegani jako jedyny ratunek dla wielu szpitali położonych na prowincji, w których niedługo zabraknie lekarskiej kadry. W dodatku nie mają specjalnej konkurencji. Duńczycy niechętnie podejmują pracę w regionach oddalonych od stolicy, w innych unijnych krajach służba zdrowia boryka się z podobnymi jak Dania problemami, a lekarze z krajów Europy Wschodniej są w gorszej niż Polacy sytuacji.
?Poszukiwaliśmy również lekarzy z krajów bałtyckich, a właściwie to oni zgłaszali się do nas, ale to Polacy uczą się duńskiego zanim przyjadą. Dzięki temu jak będą już na miejscu, skoncentrują się wyłącznie na pracy" - tłumaczy C. Larsen.
Bilet powrotny
Jak dotąd wszystko idzie gładko, jednak zarówno uczestnicy, jak i organizatorzy kursu przyznają, że nie można wykluczyć, iż ktoś nie wytrzyma psychicznie i zrezygnuje. Duńczycy dmuchają na zimne, starając się za wszelką cenę ograniczyć ryzyko. Po pierwsze, lekarze wyjeżdżają ze swoimi rodzinami, a Paragona pomaga w znalezieniu pracy również współmałżonkom. ?Chodzi o to, aby się jak najlepiej czuli, bo jeśli żona będzie niezadowolona w domu, wpłynie to przecież negatywnie na pracę męża" - argumentuje Bożena Pedersen, która spędziła w Danii 11 lat, a obecnie, po powrocie do Polski, kieruje w Paragonie kursem językowym.
Sami lekarze uspokajają, że ryzyko nie jest zbyt duże. ?Mam wrażenie, że większość z nas nie podejmowała takiej decyzji jednoosobowo. Ja podjąłem decyzję o wyjeździe z uwzględnieniem oczekiwań mojej żony i syna" - przekonuje Mariusz Przyśliwski, 42-letni radiolog. ?Bardzo możliwe, że moja żona znajdzie pracę również w szpitalu, chociaż nie jest lekarzem" - dodaje Grzegorz Hura, anestezjolog, 37 lat, z Beskidzkiego Centrum Onkologii w Bielsku-Białej.
Bożena Pedersen z Paragony zapewnia, że w razie rezygnacji z pracy, lekarze nie poniosą żadnych konsekwencji finansowych, choć wyklucza takie przypadki. ?Ludzie, którzy zdecydowali się na ten kurs wiedzą, gdzie jadą. Byli na miejscu, znali warunki i mieli czas do przedyskutowania decyzji z rodzinami" - tłumaczy. Paragona nie ma również żadnych rezerwowych kandydatów, choć to ona poniesie konsekwencje finansowe, jeśli któryś z Polaków zrezygnuje. Według C. Larsena, Duńczycy płacą Paragonie 290 tysięcy duńskich koron za jednego lekarza, czyli około 165 tys. zł. ?Zgodnie z naszą umową: no cure, no pay - nie zapłacimy, jeśli umówiony lekarz nie zacznie pracować w szpitalu" - wyjaśnia C. Larsen. Nic więc dziwnego, że rekrutacja trwała długo, a o jedno miejsce na kursie ubiegało się dziesięciu kandydatów.
Skok do głębokiej wody
Lekarze chętnie przyznają się do swoich obaw, choć zastrzegają, że żadna przeszkoda nie była dotąd dostatecznym powodem, żeby zrezygnować z wyjazdu. ?Największym problemem będzie to, aby nas zrozumiano. Tam lekarz nie zajmuje się biurokracją, tym zajmują się sekretarki medyczne. Osobiście obawiam się najbardziej tego, że nie zostanę zrozumiany" - przyznaje Andrzej Kiełek, 36 lat, ortopeda z kliniki w Otwocku.
?Olbrzymim problemem jest przestawienie się na sposób wymowy tego języka, który bardzo różni się od polskiego" - dodaje M. Przyśliwski. Zdaniem C. Larsena, znajomość duńskiego nabyta przed przyjazdem do Danii to warunek konieczny. ?W Danii pacjenci są bardzo wymagający, a zgodnie z naszym prawem lekarze powinni ich o wszystkim informować, po to, aby razem z pacjentem zdecydować, co jest dla niego najlepsze" - precyzuje C. Larsen. Trzeba również pamiętać, jak ważną funkcję w duńskich szpitalach pełnią pielęgniarki. ?Naprawdę mają dużo do powiedzenia. To może być dla Polaków szokujące" - przestrzega C. Larsen. Bożena Pedersen zapewnia, że językowo lekarze są przygotowani na skok do głębokiej wody. ?Przekroczyli wszelkie duńskie normy nauczania obcokrajowców. Uczą się również zachowania w stosunku do pacjenta, mają cały świat duński przeniesiony do szkoły, łącznie z filmami i kulturą" - wyjaśnia B. Pedersen.
Lekarze nie obawiają się różnic w mentalności Duńczyków i Polaków. ?Z tego, co wiem, to Polacy są grupą, która się w Danii najszybciej integruje" - pociesza się A. Kiełek. ?Miesiąc temu nadano w regionalnym duńskim radiu program, w którym wysoko postawiony urzędnik bardzo chwalił obecność i działalność polskich lekarzy w południowej Jutlandii. Jest ich tam około dwudziestu. Duńczycy są bardzo dumni z siebie i swojego państwa, i trudno im przyznać, że ktoś inny też jest dobry w tym co robi" - dodaje M. Przyśliwski.
Wątpliwości jednak pozostają. ?Trochę martwię się tym, jak przyjmą ich duńscy lekarze. W tej chwili, z powodu braku specjalistów, bardzo dobrze zarabiają, a przyjazd Polaków może to zmienić - zastanawia się C. Larsen. - W każdym razie nie będą ich traktować gorzej, bo przyjeżdżają ze wschodniej Europy. Dla nich problem Europy Wschodniej polega na tym, że nigdy tam nie byli i praktycznie nic o niej nie wiedzą".
Bardzo jasna strona medalu
Polacy nie wymieniają na pierwszym miejscu wysokich zarobków, kiedy mówią o powodach decyzji o wyjeździe do Danii. Cieszą się na możliwość używania na co dzień nowoczesnego sprzętu medycznego. Marzą o mnóstwie wolnego czasu dla rodziny, kiedy nie będą już musieli biegać z jednego miejsca pracy do drugiego. Myślą również o swoim rozwoju. Będą mieli wreszcie czas na szkolenia. ?Mój kolega pracuje w środkowej Jutlandii i powiedział mi, że jeśli chodzi o uczenie się i rozwój, to w Danii nie ma z tym żadnych problemów. Nawet jest to bardzo cenione, jeśli chce się jeździć na kursy i robić nowe rzeczy - tłumaczy A. Kiełek. - W Polsce też nie miałem z tym specjalnych problemów, ale nie miałem na to czasu".
C. Larsen jest bardziej rozmowny na temat zarobków lekarzy w Danii. Polacy będą zarabiać tyle samo, co Duńczycy, to znaczy dziesięciokrotnie więcej niż na przeciętnej posadzie lekarskiej w Polsce - średnio 22 tys. zł brutto miesięcznie. ?Proszę jednak pamiętać, że koszty życia w Danii są o wiele wyższe niż w Polsce, a podatek dochodowy wynosi 50 proc. - wylicza C. Larsen. - Moim zdaniem, najbardziej atrakcyjny w tej pracy jest krótki tydzień pracy. Będą pracować 37 godzin w tygodniu, a jeśli zdecydują się na więcej, dostaną zapłatę za nadgodziny".
Jednak według Grzegorza Hury, kwestia finansowa nie jest nadrzędna. ?Zbyt dużo życia włożyłem w pracę, aby myśleć tylko o tym. Ważne jest, aby się sprawdzić jako lekarz w innym kraju i w innych warunkach, poznać inny sposób pracy i inną organizację służby zdrowia - tłumaczy Hura. - Chciałbym wrócić do Polski po trzech latach. Oczywiście nie mogę się zarzekać, że wrócę, ale chciałbym wrócić i wykorzystać tu swoje doświadczenia".
Lekarze, dla których otworzył się zagraniczny rynek pracy (dla innych Polaków na razie zamknięty), nie mają żadnego poczucia winy z powodu wyjazdu. Czują się w Polsce niedocenieni, poza tym wielu z nich planuje po kilku latach powroty. ?Każdy może ocenić sam, jak się traktuje w Polsce człowieka, który zdobywa specjalizację i osiąga wykształcenie - argumentuje M. Przyśliwski. - Wszędzie obowiązuje prawo popytu i podaży. Jeśli ktoś coś umie, to się go ceni albo się tego specjalistę traci. Państwo, które nie ceni swoich specjalistów, nie bardzo na nich zasługuje".
Grzegorz Hura tłumaczy swoją decyzję z mniejszą dozą goryczy. ?Jesteśmy grupą ludzi, którzy mają ochotę coś zobaczyć i przeżyć. Mam wielu znakomitych kolegów, którzy są o wiele lepszymi specjalistami ode mnie i mają większe doświadczenie, ale na razie nie chcą wyjeżdżać, a nawet o tym nie myślą" - argumentuje G. Hura. Wszyscy przyznają jednak, że jeśli w systemie ochrony zdrowia w Polsce nic się nie zmieni, to coraz więcej specjalistów zastanowi się nad możliwością wyjazdu.
Widzą również dobre strony swojej decyzji. ?Jest wielu młodych lekarzy, którzy nie są jeszcze specjalistami i czekają na etaty. Może tworzy się więc dla nich korzystna sytuacja, jeśli starsi wyjeżdżają? Zwalniamy miejsca - zastanawia się głośno G. Hura. - Choć oni też mogą wyjechać, bo są kraje, które chcą zatrudniać lekarzy bez doświadczenia i formować ich od początku". M. Przyśliwski ostrzega, że po nich pojadą następni. ?Bardzo wielu kolegów traktuje nas jak papierek lakmusowy. Przedtem podchodzili do tego nieufnie, teraz chcą więcej informacji" - mówi M. Przyśliwski.
Droga jest otwarta. Według C. Larsena problem niedoboru specjalistycznej kadry lekarskiej potrwa w Danii następne 10-15 lat. ?Za dziesięć lat będziemy potrzebować ponad tysiąc specjalistów" - podsumowuje C. Larsen.




Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Newsletter

Zapisz się do bezpłatnego newslettera Pulsu Medycyny.
Podaj swój email.


Blogi »

Lew Starowicz

Lew Starowicz

Co pana podnieca?

Kalendarium

« » wrzesień 2014
PnWtŚrCzPtSbN
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5

Opinie »

Ekspert  dla "Pulsu Medycyny"

Ekspert dla "Pulsu Medycyny"

Uniknąć szarej sieci korupcji
Studenci Medycyny i Farmacji